Zadzwonił w środku nocy:
– Wiktoria, nie odkładaj telefonu. Od kilku tygodni myślę tylko o Tobie, chcę Cię odzyskać. Spotkajmy się.
Serce mocno zabiło. Minęły trzy lata – Andrzej odszedł wtedy do innej, zakochał się w koleżance. Przynajmniej nie oszukiwał żony i przyznał się do tego niemal natychmiast.
Nagle dodał:
– Przepraszam, że tak późno, ale dopiero zebrałem całą swoją odwagę, by wybrać Twój numer – rano nie udało mi się, stchórzyłem. Już dawno zdałem sobie sprawę, jaki potworny błąd popełniłem, ale cały ten czas wahałem się, czy z Tobą o tym porozmawiać.
– Chyba się spóźniłeś.
– Tak, pamiętam, ale żyję sam od ponad roku, jeśli Cię to interesuje.
Wiktoria spuściła głowę. Przypomniała jej się rozmowa z siostrą. Gdy dowiedziała się o zdradzie, była gotowa wybaczyć Andrzejowi – kochała go tak bardzo, że wydawało jej się, że dałaby sobie rękę uciąć, żeby tylko był w pobliżu. Siostra nie potępiła jej, nawet ją w tym wspierała, dała jej radę:
– Nigdy nie trzymaj przy sobie kogoś, kto chce odejść. Im mocniej trzymasz, tym dalej ucieknie. Kochasz go, prawda? Więc chcesz, żeby był szczęśliwy. Powiedz, że rozumiesz: zakochanie pozbawia człowieka rozumu, więc będziesz na niego czekała. Powiedzmy, że rok, albo ile tam jesteś gotowa. Jeśli w tym czasie zrozumie, że jego szczęście jest przy Tobie, to wróci, a jeśli nie zdąży, to nie zobaczy już pięknej Wiktorii.
Dała mu dwa lata. Uznała, że sama wcześniej o nim nie zdoła zapomnieć, w końcu mieszkali razem pięć lat. Czy czekała? Oczywiście. Przez pół roku codziennie miała nadzieję, że zadzwoni, jak w pewnej piosence: „gdy skończy się deszcz, zadzwonisz, a ja wyciągnę ręce na spotkanie”. Deszcz się nie skończył i nikt do niej nie zadzwonił…
Potem jej mama zachorowała – miała udar, więc Wiktoria się do niej przeprowadziła. Siostra ma małe dzieci, mogła pomagać więc tylko od czasu do czasu. Wiktoria nie pracowała już na pełen etat, a tylko na pół etatu. Nie spała też dobrze w nocy. Zapomniała zupełnie o sobie, nie tak jak Andrzej. Mama umarła, odbył się pogrzeb, którego kobieta nawet dobrze nie pamięta – była tak wyczerpana.
Nie miała głowy do miłości. Może dlatego się pojawił?
– Poczułem to wszystko, co kiedyś, ale też zrozumiałem, że więź została nadszarpnięta i jeśli poczekam jeszcze trochę, to niczego nie uda się odzyskać.
Wiktoria nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nagle poczuła przerażenie, bo zrozumiała, że on jej nie obchodzi. Nie czuła ani urazy, ani radości, tylko pustkę, a wydawało się, że jeszcze niedawno była gotowa otworzyć mu drzwi ze słowami:
– Dzięki Bogu, że wróciłeś!
W rzeczywistości odpowiedziała mu jednak coś innego.
– Nie wiem, co Ci powiedzieć, Andrzeju. Wygląda na to, że już mnie nie odzyskasz.
I rozłączyła się.
***
Andrzej nie poddał się. Zaczął się ponownie o nią starać – od zera. Rok później ponownie poprosił ją o rękę i o serce, tym razem już na zawsze. Wiktoria zgodziła się mimo, że wielu jej przyjaciół ją zniechęciło. „Zdradził raz i drugi raz też zdradzi”, „pamiętaj o kobiecej dumie” – słyszała. Jej siostra za to się ucieszyła:
– Jeśli dwoje ludzi się kocha, pokonają wszystko. W końcu kochają siebie nie tylko za to, co dobre, ale za wszystko.
Wiktoria i Andrzej od tego czasu mieszkają już razem dziesięć lat i zgodnie zawsze mówią, że taka miłość jest darem od losu.




