Ta historia zaczęła się dawno temu, gdy jeszcze Stanisław chodził do szkoły. W ósmej klasie zakochał się w swojej koleżance z klasy. To uczucie przyszło znienacka. W końcu uczyli się razem 8 lat, nigdy jej nie zauważał, a potem nagle, pewnego wiosennego dnia, spojrzał na nią na lekcji. Siedziała w drugiej ławce od okna, padał na nią promień słońca, śmiesznie zmrużyła oczy, a jej włosy nagle zaczęły mienić się różnymi kolorami. Widział kosmyki koloru orzechowego, miedziano – czerwonego i złotego. Był tak zachwycony jej włosami, że nie usłyszał, jak nauczycielka wezwała go do tablicy. Tydzień później podszedł do Julki na ulicy, gdy wychodziła ze szkoły. Podszedł niby przypadkiem, zapytał o lekcje i poszli razem.
Tym razem powiedział, że musi iść do babci, która mieszkała obok dziewczyny. Potem już tylko na nią czekał po szkole, a ona wszystko rozumiała i uśmiechała się do niego. Po dwóch tygodniach od momentu, kiedy zaczął odprowadzać ją do domu Julia pocałowała go na pożegnanie. Na zawsze zapamiętał ten pocałunek. Do końca nauki w szkole byli nierozłączni, nie widział świata poza nią i zdecydował, że tylko ona może być jego żoną. Julka się śmiała.
Zapisali się razem na ten sam Uniwersytet, ale na różne kierunki. Chłopak dorabiał wieczorami, żeby kupić jej pierścionek z brylantem, ponieważ jego Julia była dla niego jak taki diament. Według niego zasługuje na wszystko, co najlepsze. Planował, że da jej pierścionek i oświadczy się, jednak kłopoty wkradły się niezauważenie. Pewnego dnia Julka powiedziała:
– Wiesz, chyba się zakochałam, przepraszam.
Potem ich widział razem. Porzucił studia, a później zabrano go do wojska. Nie wrócił już do miasta, w którym mieszkał przez całe życie, wyjechał do Poznania. Tam pracował, zaczął zaocznie studiować, bawił się, pił i zmieniał kobiety jak rękawiczki… Robił wszystko, byle o niej zapomnieć. Praktycznie nie przyjeżdżał do domu rodzinnego – bał się, że spotka ją na ulicy. Matka czasami opowiadała mu o Julce, on wówczas dłońmi osłaniał uszy, jednocześnie bojąc, aby nie uronić chociażby jednego słowa opisującego jej życie. W wieku trzydziestu lat ożenił się. Ta dziewczyna była zupełnie inna niż jego Julka – czarnowłosa, kędzierzawa, bardzo go kochała. Urodziła mu córkę, którą nazwał Julia. Prawie zapomniał o swojej pierwszej miłości, uspokoił się, ale wtedy matka zachorowała. Przyjechał do swojego miasta, aby jej pomóc i porozmawiać z lekarzami. Namawiał matkę, by się do niego przeprowadziła, a mieszkanie po prostu zostawiła. Nie potrzebował pieniędzy, zarabiał wystarczająco dużo. Po załatwieniu swoich spraw pewnego dnia na ulicy nagle skonfrontował się z Julią. Zmieniła się, postarzała – minęły w końcu 22 lata od ich rozstania. Zaprosił ją do kawiarni, żeby nie stać na ulicy. Kobieta się zgodziła się. Powiedziała, że jej małżeństwo było błędem, jest rozwiedziona i ma dorosłego syna. Stanisław słuchał i nie słyszał. Przed nim siedziała nie dorosła kobieta, ale ta jego młoda Julka z włosami w kolorze miodu. W jednej chwili zapomniał o swojej żonie i córce, widział tylko Julię.
Po pewnym czasie przypomniał sobie, dlaczego wrócił do swojego miasta, przypomniał sobie, że ma rodzinę. Po załatwieniu wszystkich spraw przeprowadził swoją matkę do Poznania. Mama ma się dobrze, jego żona codziennie do niej przyjeżdża i dostarcza artykuły spożywcze. Raz w tygodniu przychodzi lekarz, aby monitorować zdrowie matki. On za to trzy razy w tygodniu jedzie do swojego miasta rodzinnego, do swojej ukochanej Julki. Na szczęście to tylko półtorej godziny jazdy. A żona? Żona uważa, że Staszek za dużo pracuje i ułatwia mu życie, jak tylko może…




