Brzęk wózka na końcu pustego korytarza rozległ się i natychmiast ucichł. Teresa nie odważyła się otworzyć okna. To było silniejsze niż strach i bardziej przerażające niż sam piekielny ból, jak koszmar na jawie. Teresa chciała usłyszeć głos mamy za drzwiami, taty lub – w najgorszym przypadku – paskudny pisk młodszej siostry, cokolwiek, tylko nie ten dźwięk.
Może jednak jest w domu, a ten brzęk to tylko mama przygotowująca śniadanie w kuchni? W odległej, strawionej w przeszłości pożarem kuchni… Do strawionych wszystkich pożarem z wyjątkiem niej. Teresa nie pamiętała ostatnich 20 lat swojego życia i uważała się za 17 – latkę.
Koła wózka znów skrzypiały i rozbrzmiały po korytarzu. Sprzątaczka zaczęła myć podłogi w akompaniamencie niesprzyjających odgłosów. Ten znienawidzony dźwięk oznaczał tylko jedno dla Teresy – że dziś znowu się nie obudzi, nie wyrwie z tego koszmaru. Otworzyła oczy – jej łóżko było przy oknie i widziała pomarańczowe promienie skradające się spod ciężkiej zasłony: czołgały się z parapetu na oparcie łóżka, potem na podłogę i zawsze wygrywały walkę o zmierzchu.
Jest tutaj od dwóch tygodni. Teresa obserwowała kolejno trzy kobiety, z którymi dzieliła salę. Jedna ma przerzedzone włosy, które wyrywała z nerwów, druga ma pocięte ręce, a trzecia, 20 – latka, może leżeć przez pół dnia i patrzeć w sufit lub ścianę. Ona, Teresa, nie jest chora i jest tego pewna. Nastąpiła jakaś anomalia w czasie, jakiś błąd w doskonałym mechanizmie losu i przeniósł ją do jej własnej przyszłości.
Tu na Teresę padało mnóstwo pytań: dlaczego nie pozostała młoda? Dlaczego wie, jak korzystać z wszystkich nowoczesnych urządzeń? Dlaczego stara się wszystko policzyć, mimo że nigdy nie lubiła matematyki i chciała zostać artystką? A dokąd dąży współczesna Teresa, która zdołała zmienić swoje życie w nieznośną nudę Byłoby bardzo ciekawie z nią porozmawiać!
Mężczyzna, który nazywa siebie jej mężem, przyjdzie dziś ponownie. Teresa zapyta go o dzieci, powie, że zaczyna coś sobie przypominać. Lekarz też od siebie coś doda. Teresa uważa, że nie może już tutaj dłużej być. Od tabletek boli ją brzuch, a od zastrzyków przez dwie godziny pęka jej głowa, ręce drętwieją. Jeszcze Ci ludzie… Wariaci, szaleni… Jak frustrujące jest widzieć ich twarze unoszące się w wirze szaleństwa. Nie, nie należy do nich, jest zupełnie inna ! Musi uciec z tej klatki by wszystko odzyskać.
– Tereso, spróbujmy jeszcze raz – westchnął psychoterapeuta – skup się na jednym punkcie, na ostatnim wspomnieniu, które poprzedzało tę noc…
– Doktorze! Chyba coś sobie przypomniałam!
Zdumiony swoim talentem psychoterapeuta upuścił długopis i – ożywiony – pochylił się w stronę Teresy.
– Co? Co?
– Jak chodziłam z dziećmi… Z moimi dziećmi, jedliśmy lody…
– No, no! Dalej! – zachęcił ją lekarz.
Dzięki wsparciu doktora fantazja Teresy ożywiła się.
– Kręciły się na karuzeli w parku, na takich koniach, wie Pan? Zrobiłam im zdjęcia i pomyślałam, jakie mam cudowne, najpiękniejsze dzieci. Byłam wtedy taka szczęśliwa…
– Pięknie! Pięknie! – pochwalił psychoterapeuta, podziwiając efekty swojej pracy.
Nie miał jeszcze takich tajemniczych pacjentów jak Teresa: wszystkie badania, wszystkie testy wykazały, że jest całkowicie zdrowa. Przyczyny utraty pamięci były wyraźnie psychologiczne i bardzo subtelne, a tutaj wymagana była długa praca. Nagle jednak okazuje się, że wynik terapii pojawia się już na trzeciej sesji ! „Genialne!”- pochwalił samego siebie lekarz.
„Głupcze” – pomyślała Teresa i zapytała głośno niewinnym głosem, już stojąc w drzwiach:
– Doktorze, a może będzie można mnie szybko wypisać, skoro pamięć zaczęła do mnie wracać?
– Z tak widocznym postępem? Zdecydowanie!




