Krzew chryzantemy mienił się w oczach Alicji. Chciała spojrzeć na niego z bliska. Pamiętała to! Pamiętała, że bardzo lubiła gorzko – pikantne, silne zapachy jesiennych kwiatów. Tak bardzo chciała je powąchać. „Yyyyyy!..”- wydobyła z siebie Alicja i mama, która toczyła wózek, w końcu zwróciła uwagę na córkę.
– Co jest? Chcesz kwiat? Chcesz go powąchać?
Alicja w odpowiedzi zamrugała, lekko potrząsając głową. Kobieta rozejrzała się po bokach, szukając kwiatów, pochyliła się nad jednym z krzewów i zerwała pomarańczowy kwiat.
– No, proszę – uśmiechnęła się do bladej twarzy córki i podniosła kwiatek do jej nosa. Jasny zapach jesieni uszczypnął nozdrza Ali. Mechanicznym, szorstkim ruchem przyciągnęła do niego prawą rękę i matka włożyła kwiatek w jej zgrzybiałe palce.
Ala uśmiechnęła się krzywo – mocno zapomniany dzień wypłynął z jej pamięci: ta sama jesień, ona – pierwszoklasistka stoi z przyjacielem w pobliżu klombu z astrami pod oknami ich pięciopiętrowego bloku i zbiera “ perkusistów “ do pudełka po zapałkach. “Perkusistami“ nazywano owady bardzo podobne do pszczół, tylko te były ciut większe i całkowicie nieszkodliwe.
Teraz na zewnątrz wszystko dla Alicji było przerażające, jednak nie wpadała już w tę dziką panikę i przerażenie, które ogarniało ją w pierwszych dniach. Świat spadł na nią jak lawina śniegu: naraz zwaliły się na nią wszystkie zapachy, dźwięki, nieskończoność przestrzeni… Wyobraź sobie, że wyszedłeś na zewnątrz i nagle, zamiast zwykłej drogi, znalazłeś się na małej tratwie pośrodku burzliwego oceanu.
Cztery miesiące spędziła w murach różnych placówek medycznych, a w jednej z nich dopiero niedawno zaczęto wywozić ją na spacery. Dziś przyszła do niej mama. Dwa razy w tygodniu przyjeżdżała do niej z tatą na zmianę. Alicja nie rozpoznała ich przez pierwszy miesiąc, ale stopniowo mózg zaczął sobie ich przypominać.
Pamiętała tylko skrawki przeszłości. Wspomnienia wracały do niej powoli i przypadkowo.
– Czas iść na ćwiczenia, jedziemy? – powiedziała mama i rozłożyła wózek.
Alicja chciała płakać. „Ręce odzyskamy, ale wszystko poniżej pasa – bez szans” – taki był wyrok lekarzy. Wyciągano jej ręce, na palcach rozciągano skręcone, usztywnione ścięgna. To było bardzo bolesne.
Alicja na zawsze była już przykuta do wózka, a przed nią długie miesiące odzyskiwania wzroku, mowy i rąk. Jedynym plusem było to, że chociaż nie zdążyła jeszcze w pełni zrozumieć całej tej sytuacji, jej ciało doświadczyło zbyt dużego szoku. Jednak ta świadomość nadejdzie… Alicja poczuje się jak szczeniak wrzucony do wiadra z wodą. Musi popłynąć, gdzieś dopłynąć i znaleźć wyjście! W końcu utonąć jest najłatwiej.




