Wojtek i jego zawód

Ta historia miała miejsce w 2018 roku, kiedy moja mama po raz pierwszy trafiła na intensywną terapię po przebytym zawale serca. W sali leżało 6 osób – pięć starszych kobiet i jedna młoda kobieta. Jeśli pacjent miał krewnego, który go odwiedzał, to świetnie – przyszedł, zmienił pieluchy, nakarmił, powiedział dobre słowo. Jednak nie każdy ma tyle szczęścia. Ja nie zamierzam także mówić czegokolwiek złego o pielęgniarkach, ponieważ dbają o każdego pacjenta należycie. Każdy z pacjentów jest zadbany i nakarmiony, szczególnie, że niektórzy z nich nie są w stanie samodzielnie utrzymać łyżki. 

Szczególną uwagę chcę jednak poświęcić pielęgniarzowi o imieniu Wojtek. Naprawdę nie wiem, jak się dostał do tego szpitala. Może nie zdał egzaminu na lekarza, może nie odbył odpowiedniej praktyki albo po prostu uznał ten zawód za alternatywę dla lekarza, jednak odnajdywał się w swojej profesji świetnie. Wszystkie leżące na oddziale babcie podnosił na duchu rozmową, opowiadał anegdoty, rozbawiał. Były pod dobrą opieką. Kiedy on był na swojej zmianie, nigdy nie miał problemu, żeby wyrobić się ze swoją pracą w przeciwieństwie do swoich kolegów. Oczywiście nie jestem pretensjonalna i mogę sama nakarmić mamę czy ją umyć, ale Wojtek robi to doskonale. Na jego zmianie wszyscy są nakarmieni, umyci i przebrani. Potrafił też dogadać się nawet z tymi, którzy byli najbardziej uparci – miał do tego niezwykły talent. Nauczył mnie nawet, jak zmieniać pieluchy tak, aby nie przeszkadzać leżącemu. Nie mogłam zrozumieć, skąd ten facet to wszystko wiedział, skoro miał dopiero 19 lat?

Zastanawiałam się także nad tą młodą kobietą, dlaczego znalazła się na oddziale wraz z osobami po przebytym zawale serca. W wieku 27 lat miała rozległy udar mózgu, była już praktycznie “warzywem“, jak to niektórzy mówią. Na oddziale leżała już zanim moja mama się na nim pojawiła. Powiedziała mi, że podczas jej 10 – dniowego pobytu mąż odwiedził ją trzy razy, a jej rodzice, mieszkający daleko na północy nie mieli możliwości, by ją odwiedzić.

Wojtek za to codziennie z nią siedział, masował jej nogi i rozmawiał z nią o wszystkim.

Nie wiem, co się z nią stało, ponieważ mama chwilę później została wypisana. Dowiedziała się jednak, że dzięki pielęgniarzowi zaczęła poruszać palcami.

O Wojtku mogę więc powiedzieć tylko jedno – daj Boże więcej takich ludzi! I to nie tylko w sektorze medycznym, ale wszędzie. Nie był obojętny na innych, a to najważniejsze! Kiedy się pojawiał to i mnie się chciało żyć, chciałam walczyć o siebie, chciałam go naśladować. Nawet ja, patrząc na niego, kiedy przychodziłam do matki, nie byłam obojętna na czyjś smutek i próbowałam pomóc.

Wojtek! Dziękuję Ci, że pojawiłeś się na mojej drodze, dziękuję Ci za to, że nie jesteś obojętny oraz że jesteś wrażliwy na innych ludzi.

Oceń artykuł
TwojaCena
Wojtek i jego zawód