Małgorzata Szydłowska była bardzo stara. Tak stara, że nawet sama myliła rok, w którym się urodziła. To było dawno temu…
Siedziała godzinami na krześle przy oknie, patrząc na ulicę. Już źle widziała, do tego wszystko szybko zapominała: zapominała, jaki jest dzisiaj dzień, czy coś zjadła…
Jednak jej pamięć o przeszłości była dobra, szczególnie zapamiętała czas, kiedy była bardzo młodą dziewczyną. Urodziła się na wsi w wielodzietnej rodzinie. Matka zmarła wcześnie, a ich rodzina rozproszyła się po całym kraju. Oktawia i Zofia zostały zabrane do dużego miasta przez starszą siostrę matki, a Zdzisław, który był najstarszy z rodzeństwa, podjął pracę w fabryce w pobliskim mieście. Często jednak wracała do domu, by pomóc ojcu z dziećmi.
Małgorzata była najmłodsza, praktycznie nie pamiętała matki. Małgorzata i Urszula mieszkały z ojcem na wsi, pomagały mu prowadzić gospodarstwo, wypasały gęsi, karmiły kurczaki i owce. Urszula dodatkowo dorabiała jako niania, opiekując się małym chłopcem.
Gosia dorastała, uczyła się, odbywała praktyki w państwowym gospodarstwie rolnym i po ukończeniu szkoły została zatrudniona w nim jako brygadzistka. Tam, w polu, spotkała swoją miłość – traktorzystę Macieja z sąsiedniej wsi.
Do zdjęcia zrobionego w młodości Małgorzata założyła jedyną piękną sukienkę, jaką miała – niebieską w białe, małe kwiatki a swoje włosy związała w warkocz i przyozdobiła niebieską wstążką. Była taka młoda, piękna i szczęśliwa!
Małgorzata zamknęła oczy… Przed jej oczami błysnął ten szczęśliwy dzień… Pocałunki męża, zapach skoszonej trawy, ciemna noc z jasnymi gwiazdami…
Dwa tygodnie później wybuchła wojna. Jej ukochany mąż, jej Maciej został zabrany na front.
Już więcej go nie zobaczyła. Przez długi czas nie wiedziała, co się z nim dzieje, gdzie jest, aż w końcu nadeszła informacja o jego śmierci. Dopiero w latach siedemdziesiątych udało jej się dowiedzieć, że jej ukochany została pochowana w zbiorowym grobie, 160 km od jej domu. Pojechała, włożyła garść ziemi do torby i przywiozła do domu.
Małgorzata Szydłowska otarła łzę. Już nigdy nie wyszła za mąż. Wychowała siostrzeńca, syna swojej siostry. Stał się teraz wielkim człowiekiem, ale nie zapomina o niej. Zatrudnił nawet pielęgniarkę, aby jej pomóc, która przychodzi do niej, gotuje obiad, chodzi po leki. Dobra dziewczyna, co prawda jest z Ukrainy i słabo rozumie po polsku, więc ciężko jest się im dogadać.
Sama została z całej rodziny: bracia nie wrócili z wojny, siostra Urszula była sanitariuszką na wojnie i także jej nie przeżyła. Zdzisław zaraz po wojnie bardzo się rozchorował i umarł. Oktawia i Zofia także zmarły, a synem Zofii po jej śmierci zajęła się właśnie Małgorzata.
Często śnili się jej krewni. Stali w tych marzeniach sennych młodzi, zdrowi, matka i ojciec byli przy nich.
Małgorzata Szydłowska wstała z krzesła i mocno opierając się na lasce podeszła do szafy na ubrania. Na wieszaku wisiała niebieska sukienka w małe, białe kwiatki. Przez długi czas kobieta szukała takiego materiału, aż w końcu znalazła. Piętnaście lat już wisi, czekała na swój dzień. A on właśnie przyszedł.
Nina Pietrowna założyła sukienkę – zrobiło się za duża, staruszka skurczyła się na starość, ale to nic. Spryskała się swoimi ulubionymi perfumami, wzięła torbę z ziemią z grobu męża i położyła się na łóżku.
Zamknęła oczy… Serce wciąż biło przez jakiś czas, ale robiło to po raz ostatni.
Młoda Gosia pobiegła do swoich krewnych, którzy stali i machali do niej, a jej Maciej, jej ukochany i jedyny mąż, wybiegł jej na spotkanie…




