Jak tylko zobaczyłam wyniki testu od razu zapisałam się na USG aby upewnić się, że test nie kłamały. Lekarz wykonujący USG i potwierdził, że spodziewam się dziecka.
Wieczorem oznajmiłam Adrianowi tę radosną wiadomość. Prawie popłakał się z radości, chociaż tak naprawdę widziałam jedną, skąpą, męską łzę Przyszły, młody tata powiedział, że jego matka ma znajomego lekarza, który jest ginekologiem. To jakiś ceniony profesor, który zna się na rzeczy, więc moglibyśmy mieć dobrego i sprawdzonego specjalistę.
Szczerze mówią nie chciałem do niego iść i w ogóle kontaktować się z Barbarą, ale Adrian przekonał mnie, że wszystko będzie dobrze i naprawdę powinnam iść do tego lekarza.
Teściowa szybko wszystko załatwiła i za kilka dni jechałyśmy już do tego „wybitnego specjalisty”. Teściowa kazała mi wziąć znacznie więcej pieniędzy niż zwykle płaciłam – w zasadzie zabrana przeze mnie kwota była znacznie większa niż kwota do zapłaty, jaką się płaci za wykonanie USG. Mimo tego nie zastanawiałam się nad tym za długo i oddałam pieniądze Barbarze tuż przed gabinetem, aby sama rozliczyła się ze swoim znajomym.
Lekarz zachowywał się bardzo dziwnie podczas badania. Długo badał mój brzuch, a potem po prostu powiedział, że to się nie skończy dobrze, mówiąc, że nie doniosę tej ciąży.
Potem teściowa poprosiła o zbadanie moich nerek. Po co? Czemu miało służyć niby to badanie? Nigdy nie skarżyłam się na bóle z nimi związanymi, działały prawidłowo. Wszystko to zaczęło mnie jeszcze bardziej niepokoić, ale mimo tego zgodziłam się na przebadanie ich. Lekarz powiedział, że mam ogromne problemy z nerkami i będę musiała poddać się operacji. Stwierdził, że to przyczyni się jeszcze bardziej do tego, że nie doniosę ciąży a jeśli nawet doniosę, to z pewnością nie urodzę zdrowego dziecka. Od tych słów dostałam gęsiej skórki.
Wyszłam z gabinetu cała we łzach i od razu zadzwoniłam do męża. Mąż mnie uspokoił i postanowiliśmy zapisać się do innego lekarza, aby dowiedzieć się wszystkiego ze szczegółami, potwierdzić albo wykluczyć tę diagnozę. Minęło kilka dni i pojechaliśmy na kolejną wizytę, tam sprawdzono mi brzuch i przebadano nerki. I wiecie co? Okazało się, że nerki mam w idealnym stanie.
Teściowa po prostu próbowała pozbyć się swojego przyszłego wnuka lub wnuczki. Adrian natychmiast w przypływie gniewu zadzwonił do matki i powiedział jej, co myśli o jej zachowaniu, a teściowa rozpłakała się i przyznała do winy. Próbowała także prosić o przebaczenie, ale takich rzeczy się nie wybacza.




