Na brudnym kartonie w przejściu podziemnym siedziała dziewczyna z dzieckiem na rękach. Jej głowę okrywał szal. W przejściu było niezwykle wilgotno i czuć było smród – to zdecydowanie nie jest najlepsze miejsce dla dziecka. Irmina sięgnęła po drobne do kieszeni i wrzuciła je do papierowego kubka trzymanego przez kobietę. Odkąd Lilianna opuściła dom, Irmina często zaczęła dawać jakieś drobne kwoty żebrakom z myślą, że może i jej przyjaciółce ktoś pomoże w trudnej sytuacji.
– Dziękuję – powiedziała dziewczyna nie podnosząc głowy.
Irmina zwolniła, a potem się zatrzymała. „Nie może być, nie może być!”- dudniło jej w głowie. Kobieta odwróciła się i po raz kolejny spojrzała na żebraczkę w chustce.
– Lilianna? – ledwie wycisnęła z siebie.
Dziewczyna w żaden sposób nie zareagowała, a tylko opuściła głowę jeszcze niżej. Irmina podeszła do niej bardzo blisko i – podciągając płaszcz – przykucnęła. To była ona! Jej ulubiona tancerka.
– Lilianno, spójrz na mnie, proszę.
Jej czarne, błyszczące oczy były teraz matowe.
– Jak się tutaj znalazłaś? O mój Boże, Lilianna! Nie mogę w to uwierzyć! Znalazłaś to, czego szukałaś?
Cyganka spojrzała na Irminę zdziwiona i skinęła głową:
– Znalazłam i od razu straciłam. Straciłam wszystko, a nawet więcej, niż miałam.
– To nic, to nic… – Irminę niepokoił jej drżący głos – tu jest tak brudno, chodźmy może do mnie? Mieszkam niedaleko.
Wydawało się, że Lilianna jej nie słyszy.
– Został mi jeden włos. Chcę się go pozbyć, ale nie mogę go odciąć. Jest w nim zło! To samo zło, które odciągnęło mnie od Irminy. Widziałaś Irminę? Nie znałam nikogo milszego…
W środku Irmina skuliła się. Wygląda na to, że Lilianna straciła świadomość umysłu i nie rozpoznaje jej. Na rękach dziewczyny leżało dziecko.
– Czyje to dziecko?
– Moje! Nie oddam!
Lilianna przycisnęła dziecko mocniej do siebie. Irmina zdołała jednak przekonać Liliannę, by poszła z nią. Kiedy weszły na górę, dwie cyganki zatorowały im drogę. Okazało się, że Lilianna mieszkała z nimi, a proszenie o jałmużnę było jej „pracą”.
– Co jeszcze możemy jej wziąć? I tak ją już przygarnęłyśmy, ale trzeba było coś jeść, dlatego to robiła. Więc naprawdę jesteś tą Irminą? Ciągle mówiła o jakiejś Irminie, a potem o jakimś Marku… Biedactwo zupełnie nie wiedziało, co robić.
Niemowlę okazało się być dziewczynką o imieniu Daria, które ma około pół roku. Oczywiście Irmina chciała, żeby dziewczyna z dzieckiem zamieszkała u niej i nie trzeba było jej namawiać: Lilianna była upokorzona, całkowicie zagubiona i spokojna. Jakby mgła przesłaniała jej życiową drogę. Jedyną rzeczą, która wyrywała ją z tego stanu otępienia, był księżyc.
– Potrzebujemy więcej zasłon! Jest zbyt jasno! Nie będę już jej córką! – krzyczała w środku nocy, gdy księżyc był jasny i ciemność stawała się jaśniejsza.
W te noce Irmina wieszała prześcieradła na zasłonach.
A rano, po umyciu się, jej twarz rozjaśniła się:
– Marek mnie całował. Jest w wodzie, zgodnie z obietnicą.
Lilianna tak naprawdę nigdy nie wyjaśniła, kim jest Marek. Irmina z opowieści kobiety zrozumiała tylko, że jest ojcem jej dziecka i że już go nie ma. To co opowiadała Lilianna wydawało się zbyt niewiarygodne i przypominały bzdury, jednak wśród jej krótko przycięte czarnych włosów naprawdę był jeden siwym włos, o którym mówiła w przejściu. Był kilka razy dłuższy niż reszta i ani nożyczkami, ani ogniem nie dało się go pozbyć.
Dni ciągnęły się za dniami. Lilianna odmówiła wizyty u lekarzy, a sugestie Irminy że być może warto uzyskać pomoc specjalisty, wywoływały u jej przyjaciółki śmiech.
– W Twoim świecie przyziemnych spraw mogłam zostać tylko tancerką, ale taniec uleciał ze mnie na zawsze.
Minął rok, zanim Lilianna doszła do siebie. Tej nocy nagle gwałtownie rozsunęła zasłony i odważnie spojrzała na księżyc. „Zniszcz mnie lub zostaw!”- powtarzała. Przez chwilę Irminie wydawało się, że Lilianna zniknęła w promieniach blasku księżyca, ale cyganka, westchnęła jednocześnie ciężko i z ulgą, a potem cicho położyła się z powrotem do łóżka. Nazajutrz siwy włos zniknął z jej głowy.
Decyzja, która błysnęła jej w porannych myślach, wydawała się jej do tego stopnia oczywista, że Lilianna po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuła się szczęśliwa. Wzięła rękę wciąż śpiącej Irminy i długo patrzyła na jej dłoń. Nie widziała skóry, widziała jedyną właściwą drogę – tę, w której rozchodzą się ich ścieżki.
– Znowu odchodzę od Ciebie, Irmino – Oczy Lilianny były jasne i zdecydowane. – zrobiłaś już za dużo, nie mogę dłużej obciążać Twojego życia. Dziki ptak nie może żyć w klatce… Twój świat nie jest dla mnie.
– Lilianna, niczym mnie nie obciążasz! Kocham was oboje. Jesteś dla mnie jak córka. Proszę, nie łam mi znowu serca!
– Twoje serce wkrótce będzie w dobrych rękach, uwierz mi. Wiesz, w dzieciństwie tak bardzo marzyłam, aby nauczyć się wróżyć z ręki – Lilianna uśmiechnęła się – i teraz umiem. To ostatni i jedyny pożądany przeze mnie prezent, jaki otrzymałam od księżyca. Wśród linii na dłoni rodzą się obrazy, frazy… Jednak los jest zmienny, więc chodź dalej do pracy przez park wzdłuż tej starej alei. Ja powinnam żyć wśród moich ludzi.
– Co? Znowu chcesz szukać swojego taboru?!
– Nie, nie będę szukać – uśmiechnęła się Lilianna – wiem, gdzie są. I poproszę Cię, abyś zrobił dla mnie ostatnią rzecz: kup nam bilet do Biłgoraju
————————–
– Lila, Lilianna! Wróżysz wszystkim, ale dlaczego nie dostrzegłaś losów swojego życia? Gdybym była tobą, ustawiłabym się jak księżniczka i mieszkała w pałacu, a nie tak…
Sprzedawczyni słodyczy kiwała z irytacją głową, patrząc na siedzącą naprzeciwko zardzewiałych straganów Liliannę, która właśnie obsłużyła kolejnego „klienta”. Lilianna zaśmiała się. Pomimo ciężkiego, obszernego ciała jej śmiech był lekki.
– Dlaczego nie widziałam, Maria? W młodości wypaliłam się więcej niż raz, szukając ślepo swojej drogi. Tyle tego było! Potem chciałam tylko spokoju, a ze wszystkich dróg mojego życia, tylko ta mi była przeznaczona.
– Czy odczuwasz teraz spokój mając siedmioro dzieci?
– I dwóch wnuków – dodała Lilianna śmiejąc się – Wiesz, jak bardzo ich kocham? Nie zamieniłabym się z nikim innym na życia.
– Nawet na blask estrady i światła chwały? Kąpałabyś się w luksusie i uznaniu! Pamiętasz, jak mówiłaś, że w młodości byłaś tancerką?
Uśmiech Lilianny stał się jeszcze bardziej tajemniczy. Taniec, chwała… Co to za bzdury. Przed oczami stanął obraz wiecznie młodego i na zawsze pozostającego w jej sercu Marka.
– Szczególnie na to bym się nie zamieniła.




