Jestem emerytką. Młodą, ponieważ dosłownie ledwo co zdążyłam przejść na emeryturę przed reformą emerytalną. Wysokość mojej emerytury wynosi 800 złotych, więc nie da się z niej wyżyć. Udało mi się dostać pracę w sklepie “5-tka“, który znajduje się niedaleko mojego domu. Praca jest bardzo ciężka, trzeba tam być złotą rączką i specjalistą w każdej dziedzinie. Zresztą, wiele już powiedziano i napisano o pracy w sklepach sieciowych.
Sprzedawców ciągle brakuje, młodzież przychodzi, popracuje miesiąc i odchodzi. Żeby dorobić jeszcze chociażby z tysiąc złotych do pensji, trzeba przychodzić dorabiać na nie swoją zmianę, co nie zawsze jest możliwe w przypadku młodych ludzi posiadających rodziny. Godziny pracy między 8 rano a 23 wieczorem również pozostawiają wiele do życzenia.
Dlaczego to wszystko mówię? Na początku miesiąca zawsze brakuje nam dwóch pracowników, a tutaj nagle nowe rozporządzenia rządu: o maseczkach, pilnych szczepieniach, które są niezbędne, by pracować, ale można je przyjąć dobrowolnie.
Ja nie mam takiego pragnienia. W ogóle nie byłam chora. Szczególnie nie boję się zachorowań po tym, jak przez całą epidemię siedziałam przy kasie, mając bezpośredni kontakt z klientami. Bóg był dla mnie miłosierny. Teraz miałabym dobrowolnie przyjąć to coś, żeby tylko móc pracować?
Nie życzę sobie czegoś takiego. Lepiej posiedzę z wnukami i pomogę swoim dzieciom, które pracują całymi dniami.
Szefowa najpierw groziła nam wszystkim zwolnieniem, jeśli się nie zaszczepimy, a gdy sama się zwolniłam, natychmiast ucichła. Kobieta, z którą pracowałam na zmianie – również Pani w podeszłym wieku – w końcu nie wytrzymała i przeciwstawiła się zasadom:
– Mam już dość – powiedziała – w masce trzeba siedzieć cały czas, aż mam całą twarz w pryszczach i chrostach. Trzeba też ciągle kupujących prosić o założenie maski. Mamy kamery, więc ciągle trzeba chodzić z maską na twarzy i pilnować, aby klienci je zakładali, bo inaczej zostaniemy pozbawieni premii.
Kiedy odchodziłyśmy, szefowa biegła za nami krzycząc:
– A kto będzie pracował?
Ja jej wtedy odpowiedziałam:
– Przecież kierownik Marciniak powiedział, że na nasze miejsce jest grono chętnych, że kolejka się ustawia. Jeśli nie ma jednak chętnych, to niech Pan Marciniak się zaszczepi i stanie za ladą. Niech ratuje gospodarkę i daje przykład!
PS Taką historię przysłała mi czytelniczka na maila. A jaki jest Twój stosunek do tego wszystkiego, co się dzieje?




