– Spójrz na nią Zobacz, jak się poświęciła! – krzyknęła ironicznie mama Alicji.
Siedziała w kuchni i patrzyła, jak córka wynosi z łazienki umytą ręcznie bluzkę i delikatnie ją wiesza na sznurku. Kobieta strząchnęła popiół do żelaznej puszki po kawie. Zabrudzony szlafrok nieprzyjemnie pachniał, ale idealnie pasował do zapuchniętej twarzy matki Alicji.
– Trzeba już o ślubie myśleć, to się i stroi! – wtórował jej wujek, Michał nie odrywając wzroku od telewizora.
– Jeszcze czego! Niech się tylko dowiem, słyszysz? – matka pogroziła jej pięścią – Nie chciałabym wtedy być w Twojej skórze!
– Czego się niby dowiesz? – nie zrozumiała Alicja.
– Dla kogo się tak stroisz?
– Do szkoły, bo się tam ze mnie śmieją.
– Kto się z Ciebie śmieje? – mama się ożywiła.
– Kolega z klasy, ponieważ wiecznie mam brudne ciuchy.
Matka patrzyła na nią tak, jakby widziała ją po raz pierwszy, ale potem leniwie przeciągnęła i ironicznie odpowiedziała:
– E tam, dużo wiedzą!
Po tym straciła już zainteresowanie tą sprawą, a zarzucając nogę na nogę przypadkowo trąciła pod stołem puste butelki, które głośno zadźwięczały.
Rano jesień dała o sobie znać niezwykłym chłodem. Ciemne chmury płynęły po ponurym niebie. Spiesząc się na lekcje Alicja przypomniała sobie ranek, kiedy tata zniknął. Obudzili się w dzień wolny, a jego już nie było. Wtedy niebo było dokładnie takie samo, jak teraz. Mama szybko znalazła sobie kogoś na jego miejsce.
Alicja nauczyła się na pamięć całego akapitu z podręcznika do fizyki. Wie, że musi wydostać się z tego bagna. Bała się jednak swojej przyszłości i tego jaka będzie – a co, jeśli będzie taka jak jej matka? Słowa napisane na odwrocie podręcznika uderzyły ją i była pod ich ogromnym wrażeniem: „Kto zaniedbuje naukę w młodości, traci przeszłość i staje się martwy w przyszłości” (Eurypides). Wiedziała, że musi się starać.
Młoda nauczycielka fizyki przebiegła chudym palcem po liście w dzienniku.
– Alicja Czekańska!
Alicję zmroziło. Po raz ostatni spojrzała na stronę w podręczniku, wstała i zaczęła odpowiadać, wszyscy znów na nią patrzyli. Wyrecytowała cały akapit podręcznika.
– Wow! – wyszeptał ktoś w klasie.
Nauczycielka była innego zdania. Nie lubiła Alicji od początku, zresztą później uznała, że dziewczynka jest totalną idiotką.
– Noo… – wyciągnęła się nauczycielka i podniosła cienką, czarną brew – Powiedzmy, że to umiesz, ale jestem pewna, że jeśli zapytam Cię o poprzednie tematy, to okaże się, że nic nie umiesz. Siadaj, trója.
Alicja upadła na krzesło, w uszach jej szumiało. Za co? Dlaczego? Tak bardzo się starała!
Klasa oburzyła się.
– To niesprawiedliwe! – powiedział jeden z chłopców – To była wiedza na piątkę.
– Nie wydaje mi się! – Nauczycielka odpowiedziała chłodno.
Na przerwie doszło do czegoś niesamowitego: sama Oleńka wyraziła współczucie, a lód na rzece powszechnego ignorowania i pogardy zaczął się powoli łamać. Jednak działo się to aż do ósmej klasy – ogromne bloki lodu pędziły wzdłuż tej rzeki, walczyły o siebie i często ograniczały Alicję, raniąc jej duszę do krwi. Jednak i to zwyciężyła.
Alicja dobrze się uczyła i po ukończeniu szkoły średniej dostała się na Akademię Medyczną. Dowiedziałam się, że teraz jest dobrą dentystką.




