Nagły zwrot akcji – spadkobierca pojawił się sześć lat później.

Kiedy Igor zobaczył nowe nazwisko w dokumentach, nie uwierzył własnym oczom. Jaki Nowak? Ignacy Piotrowski zmarł sześć lat temu. Wcześniej powiedział, że nie ma żadnych spadkobierców. Oszukiwał? Tylko gdzie oni podziewali się tak długo?

Historię opowiedziała mi znajoma, która pracuje jako sekretarka w sądzie i słyszy różne historie, ale tutaj podobno nawet sędzia był w szoku.

W mieszkaniu tym Igor zamieszkał zaraz po wojsku. Siostra matki, ciotka Lilianna, dawno temu związała się z Ignacym Piotrowskim, byłym wojskowym. Mieszkali najpierw w mieście, potem przenieśli się na wieś do dużego domu po babci, gdzie prowadzili wspólnie gospodarstwo rolne. Piotrowski do tego był właścicielem mieszkania w dobrej okolicy w mieście, praktycznie w samym centrum. Kilka lat stało puste, ponieważ nie chcieli w nim żadnych lokatorów. Jednak kiedy Igor służył w wojsku, sami zaproponowali mu przeniesienie się do miasta pod warunkiem, że sam będzie opłacał wszystkie rachunki, a jemu to pasowało.

Po kilku latach Ignacy zameldował go w tym mieszkaniu. Było jasne, że staruszek nie planuje do niego wracać: oboje mieli już 70 lat, przywiązali się do swojego wiejskiego domu. Igor zapytał kiedyś:

– Co dalej z mieszkaniem?

– Nie martw się, jest moją własnością – powiedział Piotrowski – Mieszkamy z Twoją ciotką od dawna na wsi, a Ty jesteś dobrym facetem, więc mieszkanie będzie Twoje.

Po latach w sądzie zapytano go dlaczego nie sporządzono żadnej umowy, darowizny czy chociażby testamentu?

– Ponieważ trudno im było już jeździć do miasta, zająć się papierami, a ja nie chciałem naciskać i pytać o to ponownie – wyjaśnił Igor – Ignacy Piotrowski w zasadzie nie był moim bezpośrednim krewnym, więc nie uważałem tego za grzeczne, by stale poruszać tę sprawę. Początkowo obawiałem się utraty mieszkania zaraz po jego śmierci, ale potem, po tak długim czasie… nie sądziłem, że spadkobiercy mogą się pojawić.

Staruszkowie zmarli jeden po drugim w ciągu dwóch lat. Igor nie miał żadnych dokumentów –  myślał, że wystarczy, że jest zameldowany w tym mieszkaniu i że opłaca wszystkie rachunki bez opóźnień. 

Widząc w dokumencie w rubrykę „właściciel” wpisanego Wiktora Nowaka mężczyzna od razu pobiegł do urzędu miasta. Tam mu powiedziano:

– Zgadza się, w spadek wszedł bratanek właściciela.

– Jakie wejście w spadek po sześciu latach? Jak to możliwe? Jak teraz mogę odzyskać mieszkanie?

– To nie są pytania do nas.

Bratanek wkrótce sam zjawił się u Igora:

– Cześć, nie wiedziałem, że ktoś tu mieszka. Daję Ci miesiąc na wyprowadzkę.

Okazało się, że Piotrowski miał rodzeństwo. Kiedy wujek Ignacy zmarł, ktoś z rodziny poinformował o tym siostrzeńca, ale wówczas Wiktor w areszcie czekał na proces za oszustwo. Jego współwięźniowie radzili mu ubiegać się o spadek.

Mimo tego, że Wiktor przebywał w areszcie, wniosek o spadek został należycie sporządzony, a notariusz stwierdził, że „Zgodnie z Pana wnioskiem przeprowadzono kontrolę, w której wykazano, że spadek w postaci mieszkania znajduje się przy Alei Kwiatowej w Szczecinie. Proszę się z nami skontaktować w celu wydania zaświadczenia o prawie spadkowym”.

Spadkobierca poinformował, że pojawi się po nie, kiedy tylko będzie mógł – po odbyciu kary pojawił się u notariusza.

Najlepsze w tej historii jest to, że Wiktor zwrócił się do Kancelarii Notarialnej w ostatnim dniu sześciomiesięcznego okresu ustawowego. Znów mu się poszczęściło, ponieważ kiedy koperta dotarła, czas obiegu minął, ale dokumenty zostały zaakceptowane, ponieważ brano pod uwagę datę zawartą na wniosku. 

Igor próbował walczyć o mieszkanie –  złożył wniosek do sądu, ale wszystko na próżno: mieszkanie musiało zostać przez niego zwolnione. Byłoby inaczej, jeśli on sam wcześniej złożyłby wniosek o roszczenia spadkowe, wtedy byłaby to jego własność.

Więc nie bez powodu mówią, że bez papieru jest się zwykłym robakiem. Nigdy zatem nie zwlekaj z uregulowaniem dokumentacji!

Oceń artykuł
TwojaCena
Nagły zwrot akcji – spadkobierca pojawił się sześć lat później.