Rodzice synowej zaproponowali, abyśmy dołączyli się do ich inicjatywy i wspólnie podarowali naszym dzieciom i wnukom wycieczkę nad morze.
Ponieważ zimą nad morzem nie jest już tak ciepło jak latem, a z kolei latem takie wycieczki są drogie, to wybraliśmy dla nich wycieczkę do Turcji z terminem na przełomie późnej wiosny i wczesnego lata. Złożyliśmy się na pół i kupiliśmy prezent. Podczas świąt wielkanocnych wręczyliśmy dzieciom ten podarunek. Na początku byli bardzo zdezorientowani, ale widać było radość w ich oczach.
Rodzicego naszego zięcia pochodzą z pobliskiego miasta i nadal pracują. Mój mąż też pracuje, a ja przeszłam na emeryturę. Kiedyś pracowałam jako nauczycielka języka polskiego.
Nasze wnuki mają kota rasy szkockiej o imieniu Markiz. To piękne, puszyste, szare zwierzę. Ponieważ wszyscy pracują, a ja jestem na emeryturze, to syn dał mi pęk kluczy do ich mieszkania i poprosił, abym przychodzić raz dziennie, aby nakarmić kota.
W ciągu pierwszych kilku dni naprawdę przychodziłam tylko nakarmić kota, zmienić żwirek w kuwecie i przewietrzyć dom. Potem jednak zauważyłam, że jest dość brudno, aż meble się lepią. Zamówiłam więc firmę sprzątającą, a wcześniej wyniosłam śmieci, które zgromadzili – większości były to zepsute zabawki i przybory kuchenne. Zrobiłam jeszcze duże pranie. Jednym słowem ich mieszkanie lśniło czystościąF. Kot też nie został pominięty – poszłam z nim do fryzjera dla zwierząt, aby przywitał swoich właścicielami w najlepszym wydaniu.
Dzieci wróciły do domu i od progu rzuciły się na mnie, że w domu panuje za duży porządek i brakuje wielu rzeczy. Spokojnie im odpowiedziałam, że po prostu trochę posprzątałam.
Tego dnia po prostu wystawiono mnie za drzwi. Tak się starałam, miałam najlepsze intencjami, a oni tego nie docenili…
Zbliżają się święta, a moje dzieci i wnuki wciąż ze mną nie rozmawiają. Nie rozumiem, dlaczego tak “odwdzięczają” mi się za moją życzliwość…




