Mariola kładła dzieci do łóżka, gdy zadzwonił telefon.
– Dobry wieczór. Dzwonię, żeby Pani przekazać, że Pani synowie mają siostrę. Myślę, że się ucieszą.
Po tych słowach połączenie zostało zerwane.
– Bzdura. Jaką siostrę ? Siostrę cioteczną? Niby skąd?
Mariola doskonale wiedziała, że w rodzinie nikt nie spodziewa się dziecka, a głos był nieznany.
– Pewnie to jakaś pomyłka – pomyślała i zajęła się swoimi sprawami.
Godzinę później telefon zadzwonił ponownie. Ten sam kobiecy głos uprzejmie zapytał:
– Jak się Pani czuje, nie jest Pani bardzo zdenerwowana?
– Proszę posłuchać, to jakaś pomyłka, lepiej niech Pani sprawdzi numer – odpowiedziała kobieta.
– Nie, wiem gdzie dzwonię. Pani ma na imię Mariola, a Pani mąż to Gabriel, prawda?
– Tak, a o co chodzi?
– Urodziłam córkę Twojemu mężowi. Uważam, że powinnaś o tym wiedzieć. Pracuję z nim w jednej firmie.
– Na pewno Pani czegoś nie pomyliła?
Rozumiem, że mi Pani nie wierzy, ale proszę go o to zapytać, kiedy wróci do domu, bo zapewne teraz jest w pracy?
Mariola rzuciła słuchawką – Gabriel naprawdę był w pracy.
“Nie, to nie może być prawda, Gabriel nie jest taki, nie wierzę – błysnęło w głowie Marioli – Jest oczywiście towarzyski, wesoły, sympatyczny dla kobiet, ale nie zrobiłby czegoś takiego! Nie mógłb ! Ale co, jeśli jednak to zrobił? Może zbyt bardzo mu ufam?”.
Przez kolejne półtorej godziny kobieta zmieniła zdanie na temat wszystkiego na świecie jeszcze kilka razy, przeanalizowała każdy drobiazg w swoim związku, zrewidowała ubrania męża, a nawet je wąchała.
No ale! Przecież nie było prawdziwych powodów podejrzeń. Mimo tego tamta kobieta zasiała w niej ziarno wątpliwości, które powoli kiełkowało. Mariola już po raz dziesiąty przewijała w głowie przebytą rozmowę.
Trzasnęły drzwi wejściowe.
– Cześć, kochanie – Gabriel przytulił żonę, pocałował ją w czoło i dodał:
– Dawaj szybko obiad, jestem głodny jak wilk.
– Gabriel, czy to prawda? – spokojnie zapytała Mariola.
– Co dokładnie?
– Masz córkę?
Na twarzy mężczyzny pojawiło się takie niedowierzanie, że kobieta natychmiast się uspokoiła – nie mógł przecież tego udawać.
– Mariolciu, o czym Ty w ogóle mówisz?
– Twoja współpracownica do mnie zadzwoniła i powiedziała, że macie razem córkę.
– Kto to był? Powiedz!
Mariola szczegółowo opisała połączenia.
– Mam nadzieję, że jej nie uwierzyłaś? To jakiś żart, jutro się wszystkiego dowiem, Mariolciu, ja zapytam, ale przed Tobą niczego nie ukrywam. Nie mam też innych dzieci oprócz naszych synów.
Mariola jakoś natychmiast się uspokoiła, uwierzyła Gabrielowi. Mieszkała z nim od dziewięciu lat i nigdy nie przyłapała go na kłamstwie.
Rano, odprowadzając męża do pracy, żartobliwie powiedziała:
– No dawaj, zajmij się swoją kobietą, bo będziesz musiał płacić alimenty.
Oboje nie podejrzewali, że żart będzie proroczy…
Współpracownica Gabriela, Julita, pozwała go twierdząc, że ma z nim dziecko. Mimo tego, że mężczyzna kategorycznie odmówił uznania tego faktu, postanowił zrobić badania DNA. Trudno powiedzieć, co chciała osiągnąć swoim zachowaniem ta kobieta, ale jedno jej się na pewno udało – zepsuła nerwy zarówno Gabrielowi jak i Marioli.
Powódka szczegółowo opisała w sądzie swój romans z Gabrielem. Pokazywała prezenty, które jej podarował, wyznaczyła świadków. Gabriel jednak ciągle twardo stał przy swoim: nie było romansu. a kobieta wszystko wymyśliła.
Wtedy Julita wysunęła główny argument: próbowała zwrócić uwagę sądu na fakt, że synowie Gabriela i jej córka są bardzo podobni. Być może uznała to za wystarczające do udowodnienia pokrewieństwa.
Sąd nakazał zrobić badania genetyczne.
Na wynik testu DNA czekali wszyscy: Mariola, chociaż wierzyła Gabrielowi, jej rodzice, przed którymi nie udało się ukryć całej tej sytuacji, a także koledzy z pracy Gabriela, aby w końcu zrozumieć, kto kłamie. Wszyscy oczekiwali na finał w napięciu i tylko Julita wyglądała, jakby już zwyciężyła tę batalię.
Kiedy ogłoszono wynik i stało się jasne, że córka Julity nie ma nic wspólnego z Gabrielem, wpadła w straszną histerię. Krzyczała, rzucała się po podłodze, przeklinała wszystkich i wszystko. Kobietę zabrano do szpitala psychiatrycznego.
***
Później okazało się, że cierpi na schizofrenię, a jej działanie były powodowane “głosami z wewnątrz“. Głosy te wskazały na ładnego, uroczego Gabriela, który był duszą towarzystwa i bardzo lubił kobiety. Naprawdę uważała go za ojca swojego dziecka.
I oto taka historia. Chcę więc tylko dodać, że była to dobra lekcja dla młodych ludzi.




