Kucza

Żyło sobie trzech przyjaciół, którzy mieli jedną przyjaciółkę. Kiedyś zaprosili ją do stodoły, a ona się zgodziła.

Siedzieli razem w środku nocy, czekając, aż przyjdzie, jednak czas mijał, a jej nie było. Wtedy jeden z przyjaciół powiedział do dwóch pozostałych:

– Nasza przyjaciółka nie przyszła do nas, ale to nic, przyjaciele, nic się nie stało! Przecież nie dość, że mamy siebie, to mamy też jeszcze zręczne ręce! I tymi rękami z nudów możemy zrobić wszystko!

Przyjaciele zgodzili się. Zrobili wypchaną sianem kukłę i nazwali je chwalebnym imieniem Kucza. Następnie zaczęli uczyć go wszelkiego rodzaju złych uczynków: przeklinania, palenia papierosów, picia bimbru i dokuczać dziewczynom. Niektórych rzeczy uczyli go teoretycznie, a innych praktycznie, ale na swoim przykładzie.

– Prawdziwy facet musi być brzuchaty, śmierdzący zły i owłosiony! – uczy pierwszy przyjaciel.

– A jego przyjaciele powinni być tacy sami! – mówi drugi.

– I koleżanki też! – wstawia swoje”trzy grosze” trzeci.

– Nie-e- zaprzecza ten pierwszy – Dziewczyny nie muszą być wredne, wystarczy, że będą śmierdzące i owłosione!

– Niekoniecznie! – znowu spiera się drugi.

– No nigdy nie będzie tak, że będzie każdy zadowolony! – wzrusza ramionami pierwszy.

Strach na wróble poruszył swoją słomianą głową, aż wydawało się, że jego oczy się otwierają, a uszy i nos rosną.

– Pij! – dają kukle szklankę za szklanki, wzmacniając teoretyczny proces edukacyjny praktycznym.

Potem rozmawiali o sztuce.

– Sztuka – powiedział pierwszy – to kiedy masz coś do powiedzenia!

– I kiedy jest co pić – poparł drugi – Wtedy to sztuka!

– Pamiętaj! – uzupełnił trzeci, szturchając palcem wskazującym w nos wypchanej kukły – Cała sztuka jest oparta na gadaniu, kobietach i tytoniu! 

Potem przeskakiwali z dziedziny na dziedzinę sztuki. Najpierw na rzeźbę, potem na poezję, a potem na malarstwo.

– Artysta jest rzeźbiarzem także w życiu! Bierze i odcina się od wszystkiego, co zbędne! Np. Van Gogh, on oddał się sztuce na dobre i odciął sobie ucho.

– Artysta musi być pełny! – podtrzymał drugi.

– Artysta musi być chudy, ale z niesamowitym brzuchem! – wypowiedział się trzeci.

Następnie rozmowa zanurzyła się w głęboką filozofię. Przypomnieli sobie Sofoklesa, Plutarcha, Diogenesa, Dantego, Szekspira, jeża we mgle, a nawet dziadka Bronisława z sąsiedniej wioski. Spekulowano na temat sensu bytu, przeznaczenia w życiu człowieka. Po trzeciej szklance bimbru zawsze chce się mówić o wielkich rzeczach!

Potem nagle jak kukła nie wystrzeliła z miejsca! Jak nie ucieknie! Przyjaciele aż byli ciężko przerażeni – siedzieli nieruchomo i patrzyli na siebie zszokowani.

– Mówicie, że człowiek to szczyt ewolucji – krzyczała wypchana sianem kukła – A czym on się różni od zwykłej krowy? A? Cóż, powiedzcie mi! Może np. bez ubrania chodzić zimą? A może machać ogonem? A może trawę zjeść, a potem dać mleko? A? Nie macie nic do powiedzenia? To samo co zawsze! Nie ma mowy, żeby Wasi “bracia” byli zdolni do czegoś podobnego. Możesz tylko tylko się podrapać po głowie. Nie ma żadnych oczywistych korzyści z Was jak i z Waszej nauki!

– Coo, o co Ci chodzi?! – w końcu z amoku wyrwał się najstarszy przyjaciel – Co możesz wiedzieć o ludziach?! Jesteś tylko wypchanym zwierzęciem!

– Zaraz! – zaczął go popierać drugi – Nie narzekaj na ludzkość, bo Ty też nie jesteś do niczego zdolny! Nie masz mózgu!

– Tak, my… my latamy w kosmos! – zawołał trzeci – Znamy prawa fizyki, jesteśmy lekarzami, tworzymy kulturę dla mas! Kurde, możemy wszystko!

-Ha ha ha! – roześmiała się kukła – Ja też mam wielkie osiągnięcia! Popatrz na swój umysł, jaki jest bezsensowny! Najpierw wymyśla Ci milion problemów, a potem szuka sposobów, jak się ich pozbyć! A natura i bez waszych odkryć zna wszystkie swoje prawa! Ludzki umysł to chaos i tyle! Lepiej by było, żebyście jako roślinożercy paśli się spokojnie, żuli trawę, cieszyli się życiem i nie przeszkadzali sobie i innym!

– Ty… kukło!

Mężczyźni obrazili się, dorwali do stracha na wróble i zdemontowali go na części. Pozostała po nim tylko słoma.

– Ech – westchnął pierwszy facet – Popsuł tylko nastrój

– Bimber tylko na niego zmarnowaliśmy – powiedział drugi.

– Już świeci – zauważył trzeci wskazując na czerwony pasek na horyzoncie.

Poszli do domów, abiedny strach na wróble o imieniu Kucza, w postaci rozrzuconej słomy, leżałw myślach do kogoś mówił:

„Mówisz, że lubisz jeść tylko miękkie owoce,

bo rozkoszujesz się strumieniem ich lepoty.

A prawdy takiej, że nie masz zębów

Nie chcesz od wieków zaakceptować”.

Oceń artykuł
TwojaCena
Kucza