Jak przyjaciółka, której odbito chłopaka, uszczęśliwiła kobietę

Karolina weszła do pociągu, usiadła na siedzeniu przy oknie i ostrożnie położyła bukiet róż na kolanach. Pociąg ruszył, a kobieta, patrząc na migające za oknem krajobrazy, pogrążyła się we wspomnieniach.

Z Bożeną dorastały w tej samej wsi. Dziewczyny zawsze były razem, praktycznie się nie rozstawały, mówili o nich: „papużki – nierozłączki”.

Po szkole Karolina poszła na studia, była już “miastowa“, a Bożena zaczęła pracować na gospodarstwie. Minęły trzy lata.

Po roku akademickim Karolina przyjechała na wakacje. Rano pobiegła do sklepu i spotkała kolegę z klasy, Pawła. Pamiętała go ze szkoły jako chudego, kanciastego chłopca, na którego dziewczyny nawet nie patrzyły.

Teraz przed Karoliną stał wysoki, krzepki facet o zaskakująco jasnym, spokojnym spojrzeniu.

– Wow, Paweł, nie poznałam Cię! – wykrzyknęła dziewczyna – myślałam, że jesteś jeszcze w wojsku.

– Byłem tylko pół roku, jak każdy. Ty za to się nie zmieniłaś, jesteś taka piękna jak kiedyś. Idziesz do sklepu? Chodź, odprowadzę Cię.

Po południu Karolina znalazła Bożenę na farmie. Dziewczyny rozmawiały przez kilka godzin, nie mogły się sobą nacieszyć.

Nagle Karolina przypomniała sobie:

– Bożenka, spotkałam dziś Pawła. Co za przystojniak! Czy on tutaj mieszka?

– Pracuje jako kierowca, chce iść na studia zaoczne. Wiesz, Karolcia, spotykamy się…

– Gratuluję kochana – odpowiedziała Karolina i przeniosła rozmowę na inny temat, ale rozmowa już się nie kleiła.

Z jakiegoś powodu zdenerwowała się, powiedziała, że ma jeszcze trochę do zrobienia i poszła do domu.

– Co ze mną dzieje? Dlaczego tak mnie wkurzyły słowa Bożeny? A Paweł? Nie mógł znaleźć przecież sympatyczniejszej dziewczyny, a ja przyjaciółki!

Karolina zastanawiała się nad tym, co usłyszała, przewijała w głowie spotkanie z Pawłem, jego wyraźne spojrzenie i zdała sobie sprawę, że się zakochałam.

– A co z Bożeną? To moja przyjaciółka, nie ma mowy. Niech Paweł sam wybierze.

W ciągu miesiąca Karolina odbiła chłopaka swojej przyjaciółce. Nie musiała nawet szczególnie się starać – okazało się, że facet kocha ją od szkoły i spotykał się z Bożeną tylko dlatego, że jest przyjaciółką Karoliny.

Karolina wyjechała na studia, a Paweł dołączył do niej kilka tygodni później. Para pobrała się, wynajęli mieszkanie.

Oczywistym jest, że przestali kontaktować się z Bożeną. Starali się także na nią nie wpadać, kiedy przyjeżdżali na wieś. Wkrótce Bożena także opuściła wieć i ich drogi na dobre się rozeszły.

Minęło trochę czasu. Paweł i Karolina byli razem bardzo szczęśliwi. Jedyne, czego nie mogli mieć, to dziecka. Karolina przeszła badania i  usłyszała wyrok: nie może mieć dzieci.

Paweł widział, że ukochana cierpi, pocieszał ją jak mógł, jednak Karolina nie mogła się uspokoić. Szukała innych lekarzy, nowych klinik, miała nadzieję, że ktoś da jej nadzieję, ale cud się nie wydarzył.

– Rzuć mnie, Paweł – szlochała kobieta – Możesz zostać przecież ojcem, po co Ci jestem potrzebna? Odejdź! Nadal będziesz szczęśliwy!

– Jestem szczęśliwy. Jeśli tak bardzo chcesz mieć dziecko, adoptujmy je, wielu to robi.

– Zaadoptujemy… – powiedziała Karolina – tylko nie teraz.

Pewnego dnia Karolina wróciła do domu wcześniej niż zwykle. W przedpokoju stały czyjeś damskie buty, na wieszaku wisiał płaszcz…

Udała się do kuchni, skąd dobiegały głosy. Otwierając drzwi, zobaczyła Pawła i kobietę przy oknie. Karolina natychmiast ją rozpoznała:

– Bożena?! Co to wszystko ma znaczyć?

– Cześć, Karolinka. Przyjechałam do Was ze sprawą, po prostu nie mam do kogo się zwrócić.

– Paweł? – kobieta zwróciła się do męża.

– Nie dam rady. Bożena, powiedz jej – Paweł odpowiedział głucho.

Okazało się, że Bożena ma syna z Pawłem. Dlaczego ukrywała ten fakt? Nie chciała komplikować życia przyjaciółki. Wiedziała, że Paweł kocha Karolinę, więc postanowiła sama wychować syna. Ma teraz cztery lata. Okazało się, że Bożena ma raka, musi iść na operację do kliniki i nie ma nikogo, kto mógłby w tym czasie zaopiekować się chłopcem, ponieważ matka Bożeny zmarła dwa lata temu. Poza tym jeśli kobieta umrze, a niestety może się to zdarzyć, to dziecko trafi do sierocińca.

– Nie chcę dla niego takiego losu zwłaszcza, że ma ojca. Jeśli nie wierzysz, jestem gotowa na test DNA.

– Co Ty, Bożenka, ja… to znaczy my wierzymy Ci. Dobrze zrobiłaś, że przyszłaś. Gdzie jest chłopiec?

 – Przyprowadzę go jutro, jeśli się zgodzisz…

Potem były miesiące ciężkiej choroby i starannej opieki nad chorą dziewczyną. Syn Antoś w tym czasie przyzwyczaił się do ojca i Karoliny, dlatego odejście matki przetrwał bez silniejszych wstrząsów.

Karolina prawie przegapiła właściwą alejkę. Podeszła pewnie do znanego jej grobu, włożyła świeże róże do wazonu i szepnęła cicho:

– Dziękuję Ci Bożenko za syna…

Oceń artykuł
TwojaCena
Jak przyjaciółka, której odbito chłopaka, uszczęśliwiła kobietę