Jak Luiza nie została mamą w wieku 15 lat

Witam! Nazywam się Ania. Mam dwie cudowne córki, kochającego męża, pracę, którą lubię, ale… Jestem kreatywną i wrażliwą osobą, dociekliwie podchodzę do wszystkich aspektów życia, ciągle poszukuję odpowiedzi na niekończące się pytania… W nieustannej walce ze sobą staram się znaleźć sens życia.

W wiosce, w której dorastałam, młodzież zajmowała się sama sobą od rana do późnej nocy. Dokładniej mówiąc, rano wykonywali wszystkie powierzone im obowiązki i zadania, a następnie – szczególnie późnym popołudniem – zajmowali się własnym życiem osobistym, którym rodzice nie byli całkowicie zainteresowani. W żadnym wypadku nie mówię, że w na każdej wsi tak jest, ale to, co się tam działo…

– Wieś pełna małoletnich suk – pluła moja mama.

Nasi sąsiedzi mieli czworo dzieci. Ostatnie ich dziecko, Marek, urodził się rok przed wydarzeniami, które będę opisywać, a najstarsza z trzech sióstr, Luiza, miała wtedy 15 lat. Ich rodzice zajmowali się handlem i prawie codziennie jeździli do sąsiednich wsi, a Luizie powierzono opiekę nad dziećmi i domem. Tylko Natalia, która jest młodsza od niej o trzy lata mogła jej pomóc, a pozostała dwójka była na to jeszcze za mała. Luiza gotowała dla całej rodziny, opiekowała się dziećmi… Nawiasem mówiąc, opiekowała się dziećmi od 12 roku życia – wtedy urodziła się trzecia dziewczynka.

Czy Luiza otrzymywała w zamian wdzięczność? Nie do końca. Jeśli coś było nie tak, szarpano ją za włosy.

Wieczory należały już za to do Luizy. Każda noc wysadzana jest gwiazdami. Gwiazdy te należały do Luizy odkąd skończyła 12 lat. Dorośli 18-19 latkowie często przychodzili do domu jej rodziców nawet w biały dzień, kiedy nie było dorosłych. Jednak mama dziewczyny szczerze nie dbała o jej związki, tym bardziej jej ojczym, który w ogóle nie był zainteresowany tym, co robi Luiza. 

– Co tak do Twojej Luizy faceci w biały dzień przychodzą – moja mama zakłopotała tym pytaniem sąsiadkę Irenę.

– Jacy faceci? Chłopcy… Pewnie chodzą na spacery.

„Dwie godziny namawiał ją do spacerowania, na pewno” – pomyślała moja mama. Irena żuła gumę swoją końską szczęką. Jest sucha i żylasta, tylko szczęka i zęby są u niej ogromne.

– Chłopaka znalazła, a Ty się w ogóle nie interesujesz! – przeraziła się mama.

– Och, daj spokój… – zakończyła w końcu temat Irena – Nie słyszałaś, co znowu stało się z wodą? Kiedy pompa zostanie uruchomiona?

Dla Ireny najważniejsze było to, że Luzia robi wszystko w domu, a te wszystkie bzdury i dziewczęce drobiazgi uderzały za to w głowę mojej matki.

Tymczasem Luiza wyróżniała się spośród wszystkich naszych dziewcząt tym, że chłopcy darzyli szczególną niechęcią. Każdy chłopak przysięgał, że z nią chodził, a jednocześnie przy okazji twierdził, że jeszcze nie upadł na głowę, żeby zostawać z nią w dłuższym związku.

W połowie wiosny u piętnastoletniej Luizy zaczął pojawiać się brzuszek.

Oczywiście do tego momentu wszyscy “dobrzy ludzie“ mówili o rzekomych, niekończących się aborcjach dziewczyny, zamiast ugryźć się w język.

Kiedyś w szkolnym autobusie, w majowym upale Luiza zemdlała i osunęła się na mnie… Jechała stojąc w dusznym autobusie z już wyraźnym, ciążowym brzuchem i nikt nie ustąpił jej miejsca. Ustąpiłam jej dopiero gdy ta biedna dziewczyna położyła się na mnie całym ciałem. Dlaczego wcześniej tego nie zrobiłam? Może nie zauważyłam, nie pomyślałam, nie rozumiałam… Nie wiem. Nigdy się nie przyjaźniłyśmy, ale wstyd mi do tej pory.

W czerwcu wszystko się skończyło.

Z ganku usłyszałam rozmowę mojej mamy z Ireną. Mama pytała:

– A czemu już drugi dzień w domu jesteś? Nie jeździsz do pracy?

Ciocia Irena odpowiadała niechętnie, odsuwając dolną szczękę:

– Luiza leży, nie może się zajmować dziećmi.

– No cóż, w jej wypadku tak bywa!

– Nie ma już żadnego wypadku! – Irena zasyczała złośliwie, a potem powiedziała:

– Ta zaraza znowu gdzieś się całą noc włóczyła! I tak mi już wstydu narobiła, ale jak widać, nawet ciąża nie jest dla niej żadną przeszkodą!

Splunęła i wściekle błyszcząc oczami kontynuowała:

– Czekałam na nią w nocy… Chciałam, żeby miała nauczkę. Jak tylko weszła to tak ją dociskałam i obkładałam jej brzuch, że do rana wyleciał z niego ten zarodek!

Byłam oszołomiona chłodem, jaki bił od tej kobiety. Mama zbladła. Kilka razy bezsilnie otwierała usta, ale nie potrafiła nic powiedzieć.

– Jesteś nienormalna? To już było duże dziecko, a nie źaden zarodek!

Furia, szatan, potwór stał przed moją mamą. Czy to człowiek?

– Po co mi jej dziecko? – wycedziła przez zęby – Mam dość! Kto by opiekował się wtedy moimi? Kiedyś jeszcze urodzi, nie martw się!

– Mogą Cię wsadzić do więzienia!

– Kto mnie wsadzi? Ha! Nikt mi nie udowodni, a Luiza niczego przeciwko mnie nie powie!

Po tym wydarzeniu przyjaźń mojej matki i sąsiadki Ireny skończyła się na dobre.

Jak kobieta czwórki może dokonać tak strasznego czynu bez odrobiny wyrzutów sumienia? Nie rozumiem! Nie rozumiem tego świata

P. S Następnie Luiza urodziła trójkę dzieci. Nie wiem, czy ma męża. Jej matka nie dożyła do emerytury: zarówno ona, jak i jej mąż zmarli na raka w tym samym roku, osierocając swojego 14 – letniego syna.

Oceń artykuł
TwojaCena
Jak Luiza nie została mamą w wieku 15 lat