Gry rodzinne

Alicja dobiegała pięćdziesiątki. Ma dwoje dorosłych dzieci, dobry zawód i świetnie wygląda – to ostatnie za sprawą uczęszczania do klubu fitness. Ponadto jest inteligentna, życzliwa i zawsze pozytywna. Jest jeden szczegół: bez zgody męża nie może niczego zrobić, stale jest pod jego kontrolą, wiedzą o tym wszyscy jej przyjaciele i współpracownicy.

Gdy Alicja wyjeżdża z domu, aby odwiedzić przyjaciółkę lub jedzie po prostu do firmy, to już dziesięć minut po jej pojawieniu się w danym miejscu rozlega się pierwszy telefon – dzwoni jej mąż. Alicja natychmiast wtedy zmienia wyraz twarzy, zamienia się wręcz w małą dziewczynkę i żartobliwie, jak dziecko, odpowiada na jego pytania.

Wcześniej odchodziła na bok, aby porozmawiać z mężem, teraz tego nie robi. Wszyscy już wiedzą, że to Olaf dzwoni, więc natychmiast milkną, aby Alicja szybko mogła odebrać.

Potem odkłada telefon, wzrusza ramionami, przewraca oczami i uśmiecha się delikatnie ze słowami: „Przepraszam, ale co ja poradzę na to, że tak bardzo mnie kocha”.

Irytujący dzwonek podczas wieczornego wyjścia zabrzmi więcej niż jeden raz. Akurat, gdy wychodzi z przyjaciółmi, mąż będzie miał pilne pytanie, zadzwoni by przypomnieć Alicji, by ta za dużo nie piła, następnie zacznie pytać, kiedy wróci, a na koniec będzie krzyczał do słuchawki tak bardzo, że wszyscy to usłyszą: „Za dwadzieścia minut masz być w domu!“.

Alicja stara się go nie denerwować, zgadza się ze wszystkim, posłusznie wstaje od stołu, żegna się i wychodzi, ale czasami, gdy chce pobyć z przyjaciółmi dłużej, dzwoni do niego i jak dziecko prosi:

– Olaf, proszę, czy mogę zostać jeszcze przez pół godziny?

Czasami mężczyzna pozwala jej, ale najczęściej gani ją za długie wyjście, a potem nakazuje: „marsz do domu!”. Alicja – dojrzała i wykształcona kobieta, a do tego dusza towarzystwa – przeprasza potulnie męża i odchodzi.

Ktoś zapyta: „Dlaczego wychodzi sama, bez męża?”. Odpowiedź jest bardzo prosta: nikt go nie zaprasza. Kilka razy spróbowali i pożałowali.

Jedną rzeczą jest obserwowanie jego terroru telefonicznego nad żoną, inną rzeczą jest spotkanie go osobiście. Po każdym drinku syczy jej do ucha, żeby przestała pić. Do tego przerywa jej po każdym słowie i próbuje pokazać wszystkim, że ma ją pod kontrolą, a ona zrobi tylko to, na co jej pozwoli.

Oglądanie tego jest – szczerze mówiąc – nieprzyjemne, zwłaszcza, że pod jego nieobecność Alicja jest zupełnie inna – wyzwolona i wesoła.

Pewnego dnia koleżanka zapytała ją:

– Jak możesz wytrzymywać coś takiego tak wiele lat? Ja bym nie mogłabym.

– Wcześniej tak nie było – odpowiedziała Alicja – w ostatnich latach coś mu odbiło. Trudno powiedzieć, co dokładnie na to wpłynęło, ale muszę się dostosować, żeby nie niszczyć rodziny przez takie bzdury. Jesteśmy już w końcu razem prawie trzydzieści lat.

– Co za bzdury! On nawet nie traktuje Cię jak człowieka, który ma jakiekolwiek prawa.

– Na początku też tak myślałam i reagowałam złością, ale potem pomyślałam, że rozpocznę z nim grę. Jeśli chce mnie kontrolować, to niech to robi. Jeśli myśli, że jest moim właścicielem i sprawia mu to przyjemność, to po co niszczyć tę iluzję?

– Naprawdę Cię to nie denerwuje?

– Już nie, nawet zaczęłam lubić tę grę. W każdym razie, jeśli dojdzie do poważnego konfliktu, to kto na nim korzysta? Żadne z nas, a tak wszyscy są zadowoleni. On ma kontrolę, ja się bawię. Nic dziwnego, że mówią: „To żona w rodzinie jest jej głową! A jeśli mąż myśli, że to on decyduje o wszystkim, to świadczy o jej mądrości”.

Taka to historia – co o niej sądzicie?

Oceń artykuł
TwojaCena
Gry rodzinne