Dlaczego dzieci ciotki Marii walczą ze sobą przez całe życie

– Nie wiem, jak podzielą dom, kiedy umrę?! A tak w ogóle, czy przyjadą do mnie na pogrzeb razem, czy osobno później odwiedzą grób?

Ciocię Marię w wiosce wszyscy bardzo kochają i i wszystkim jest jej żal. Mieszkała tu przez całe życie – od urodzenia aż do podeszłego wieku. Jej życie dla mieszkańców wioski jest jak otwarta księga, jednak nie mogą zrozumieć jej dzieci: dlaczego wyrosły na takich ludzi mimo opieki tak dobrej matki? Ma troje dorosłych dzieci – dwie córki i syna, który jest najmłodszy. Wszyscy się nienawidzą, przez to nie przyjeżdżą specjalnie do matki: albo nie chcą się ze sobą spotkać, albo obwiniają ją za wszystko.

Młoda Maria poślubiła swojego kolegę z klasy Adriana na początku lat 80 – tych ubiegłego wieku. Ten ślub jest pamiętany do dzisiaj przez starsze pokolenie mieszkańców wioski. Jak możnaby tego nie pamiętać, skoro tata Adriana był tutaj poważaną osobą! Do domu panny młodej podjechała wtedy czarna „ Warszawa„ ze wstążkami i lalką, ciąg polonezów. Były bramy i uczta w domu. Ojciec Adriana kupił młodym po ślubie mieszkanie w mieście, ale Maria nie chciała stąd wyjeżdżać, płakała mocno z tego powodu! Wszyscy wtedy byli zaskoczeni, bo młodzież uciekała do miasta, a ona nie chciała wyjeżdżać!
– Adrian, uczyłam się na ratownika medycznego, aby pomagać „swoim” ludziom, a nie jakimś miastowym nieznajomym! – Maria powiedziała mężowi. Ale wszyscy doskonale wiedzieli, że dziewczyna jest mocno przywiązana do swojej matki, która jest bardzo chorą kobietą. Była niepełnosprawna i nie można było jej porzucić.

W tej sytuacji rodzice Adriana opuścili wioskę i zostawili mu dom. Starszy brat był marynarzem i już od dawna jego domem stało się morze – nawet nie myślał o tym, by wracać do swoich rodzinnych stron i nie zamierzał walczyć o majątek. Maria od tej pory miała swój luksusowy dom z Adrianem. Na świat przyszły dzieci: Leona, Sylwia i Konrad. Każde dziecko pojawiło się w odstępstwie dwóch lat po sobie. Maria chciała mieć jeszcze więcej dzieci, ale Adrian zaczął oddalać się od rodziny – wszyscy widzieli, że samochód mężczyzny coraz rzadziej zaczął pojawiać się w pobliżu ich domu. Maria starała się tego nie zauważać albo faktycznie niczego nie zauważyła? W końcu zajmowała się dziećmi, gospodarstwem, pracą i jeszcze chorą matką, do której codziennie biegała. Zięć nie wypominał teściowej, ale mimo wszystko dziewczyna nie mogła się rozerwać i musiała wykonywać obowiązki i w jednym i w drugim domu.

Adrian nie odszedł z domu do swojej nowej ukochanej z jednego powodu – jego rodzice wciąż żyli i nie zaakceptowaliby jego decyzji. Na początku lat 90 – tych władza się zmieniła, ojciec Adriana dopiero co przeszedł na emeryturę, jednak już w drugiej połowie lat 90 – tych zarówno on, jak i jego żona odeszli z tego świata. Kiedy rodziców Adriana już nie było, opuścił dom na dobre. Miejscowym serce ścisnęło się z żalu, gdy zobaczyli taki obraz: Adrian jedzie drogą „Warszawą”, a za nim biegnie dziewięcioletni Konrad i krzyczy szlochając:
– Tato, nie odchodź, nie zostawiaj nas! Proszę!

Adrian zatrzymał się, powiedział coś swojemu synowi, przytulił go i odjechał. Konrad długo siedział na poboczu drogi i płakał. Wszyscy, którzy to widzieli, zebrali się wokół chłopca, a matka przybiegła go uspokoić, ale wszystko to na nic. Tylko starsze siostry nie podeszły do niego – patrzyły pogardliwie na swojego brata i nazywały go później „synkiem tatusia”.
– No chodź, biegnij, napisz list do tatusia, poskarż się na nas! – krzyczały do niego siostry w chwili kłótni. Dziewczyny nienawidziły ojca za zdradę i mściły się na młodszym bracie. Konrad stał się jak wilk – zły, nerwowy, przestał się uczyć i nawet matka nie mogła na niego wpłynąć.

Dziewczyny dorastały i też zaczęły kłócić się między sobą. Sylwia była zdenerwowana, że zawsze dostawała ciuchy po Sylwii, podczas gdy starsza siostra miała wszystko nowe. To były lata 90-te, więc mimo tego, że Adrian płacił alimenty, to nie starczało na za wiele – mężczyzna sprzedał nawet samochód, aby związać koniec z końcemi i móc utrzymać nową rodzinę. Maria zabrała swoją chorą matkę do jej dużego domu, ale ta wkrótce zmarła.

Dziewczyny zaczęły walczyć ze sobą o każdą nową rzecz, którą matka mogła którejś kupić. Podział ciuchów wpłynął również na inne kłótnie: Leona postanowiła kontrolować zachowanie szesnastoletniej Sylwii i odepchnąć od niej wszystkich, zarówno przyjaciółki jak i zakochanych chłopaków. Sylwię rozsierdziła taka niesprawiedliwość i pewnego razu złapała siostrę za włosy, rozpoczynając walkę. Trójka rodzeństwa żyła nienawidząc się nawzajem, co złamało matce serce.
Kiedy Sylwia nie miała jeszcze 18 lat, po raz kolejny wdała się w kłótnię z siostrą, i to bardzo poważnią. Połowa wioski widziała, jak dziewczyny wyrywają sobie włosy na ganku domu – co to była za scena! Matka szlochała, rozdzielała je, a Konrad, zwołując miejscowych chłopców, śmiał się i robił zakłady, która wygra. Gdy wszystko się uspokoiło, Sylwia wzięła część pieniędzy, które zostały ze sprzedaży domu po babci, i zostawiła notatkę: „Mamo, przepraszam, zabrałam jedną czwartą pieniędzy. Odchodzę nie od Ciebie, ale od znienawidzonej Leony i tego dupka Konrada, który jest taki sam jak tatuś. Wyjeżdżam, by zacząć żyć na nowo i kontynuować edukację. Dam znać później, ale tylko Tobie, a nie tej dwójce!”.

W ślad za Sylwią odjechał także Konrad. Od kiedy odeszła Sylwia, brat i siostra ciągle siebie bojkotowali. Leona nie mogła mu wybaczyć śmiechu podczas walki z siostrą oraz jego pisania listów do ojca – zdrajcy. Konrad z kolei nienawidził jej za chamstwo i złośliwość. Konrad wyjechał do wujka – brata ojca, który jest marynarzem, sam zresztą wstąpił do marynarki. Leona została sama z matką, ale jej szkodliwy charakter odbił się nawet na niej. Do 25 roku życia nikt nawet się nią nie interesował, ale kiedy pojawił się Internet, Leona zdołała poznać jakiegoś mężczyznę i wyjechała do niego.

Los każdego dziecka potoczył się inaczej: Konrad jest kawalerem do tej pory, jest marynarzem. Leona nie wyszła za mąż za swojego narzeczonego z Internetu, ale urodziła mu dziecko i mieszka z synem w hotelu robotniczym. Sylwia wyuczyła się na księgową, poślubiła własnego szefa i urodziła dwóch chłopców. Minęło wiele lat, ale brat i siostry nie mogą sobie wybaczyć dzieciństwa i młodości. Dziewczyny wcześniej przyjeżdżały do matki, aby pokazać jej wnuki, jednak robiły wszystko, żeby nawzajem się nie spotkać. Konrad w ogóle nie przyjechał, przysyła mamie tylko pieniądze na konto. Dobrze chociaż, że mogą komunikować się za pomocą wideorozmów.

A jednak marzeniem Marii jest zebranie wszystkich bliskich przy stole, tym bardziej, że zbliżają się jej urodziny. Jest mało prawdopodobne, aby kiedyś do niej jeszcze przyjechali: syn – jak zawsze – wyśle mamie pieniądze i kwiaty kurierem, Sylwia zadzwoni do niej, złoży jej życzenia i zapyta, czy mama potrzebuje pieniędzy, może wysłać jej coś? Maria oczywiście odmówi – ma wszystko oprócz uwagi. Potem Leona zadzwoni, zacznie narzekać na los i brak pieniędzy, a Maria oczywiście wyśle starszej córce pieniądze, które przysłał jej syn. I tak miną jej urodziny.

Ciocia Maria często mówi swoim sąsiadom, którzy bardzo ją kochają i jest im jej żal:
– Nie wiem, jak podzielą dom, kiedy umrę?! Czy przyjadą do mnie na pogrzeb razem, czy osobno później odwiedzą grób? Może Wam uda się ich pogodzić, jeśli przyjadą razem. Nie mogę już nic zrobić, tak jak przez te wszystkie lata.

Oceń artykuł
TwojaCena
Dlaczego dzieci ciotki Marii walczą ze sobą przez całe życie