Cudzy problem

Weronika Stępińska wróciła ze swojej działka, a tutaj taka wiadomość – nie było jej ulubionej ławki przy wejściu do bloku. Rozejrzała się na boki i w końcu ją zauważyła – stała na zielonej strefie w głębi dziedzińca. „Jasne, pewnie nowi sąsiedzi wprowadzają swoje zasady” – pomyślała i z bojowym nastawieniem wybrała numer na domofonie.

– Dobry wieczór, Pani Alicjo. Czy wie pani może, kto przestawił ławkę?

– Ludzie z administracji dzisiaj tutaj byli, oni to zrobili.

– Jasne, dziękuję za informację. A czyj to był pomysł, czyżby Pani?

– A tak, mój, ponieważ wraz z mężem nie możemy zasnąć do drugiej w nocy przez te imprezy odbywające się na ławce.

– A pytała Pani innych o zgodę?

– Tak, pytałam i na każdym piętrze wszyscy byli “za”.

– Dobrze, rozumiem. Do jutra.

Alicja Domaracka z mężem przeprowadziła się do tego domu zeszłej jesieni. Małżonek po udarze miał problemy z chodzeniem, ciężko było mu wchodzić na piąte piętro swojego dawnego mieszkania, więc nowe kupili na pierwszym piętrze. W agencji zaoferowano im kilka opcji, ale ta okolica podobała im się bardziej niż inne: daleko od jezdni, dużo zieleni i bzu pod oknami, zadbane kwietniki. No i wygodna ławka przy wejściu na klatkę. Nie była to jakaś zwykła, byle jaka ławka, ale luksusowo, szeroka, z zakrzywionym oparciem.

Kiedy nastały pierwsze, ciepłe wiosenne dni, nowi mieszkańcy stracili spokój: przez cały dzień sąsiedzi siedzieli pod oknem głośno dyskutując, a wieczorami młodzież zbierała się na ławce, siedząc i biesiadują na niej nawet do drugiej w nocy, jeśli akurat do tej godziny pracował lokalny sklepik. Dopiero po tych nocnych imprezach można było jakoś zasnąć. Nic dziwnego, że wszyscy tak chętnie tutaj przesiadywali – ta ławka była prawie jak sofa na świeżym powietrzu. 

Przez pewien czas Alicja miała nadzieję, że przyzwyczai się do hałasu. Najpierw przestała otwierać okno, a potem poprosiła lekarza o przepisanie tabletek nasennych. Kilka razy nie mogła już jednak tego znieść i zadzwoniła na policję, a pod koniec czerwca napisała do administracji domu. Tydzień później przyszli robotnicy i przenieśli ławkę na strefę zieloną tak, by znajdowała się daleko od okien.

Sąsiedzi jednak nie mieli czasu, by nacieszyć się ciszą w nocy, ponieważ pojawiła się Weronika, która już następnego ranka zebrała miłośników popołudniowych spotkań, aby “naprawić” sytuację. 

-Co to ma być! Na chwilę wyjechałam, a oni tutaj własne porządki wprowadzają. Mieszkam tu od dwudziestu lat i ławka nikomu jakoś nie przeszkadzała!

Nie zadzwoniła do biura administracji budynku, tylko zaczepiła drobnych pijaczków, dając im butelkę wódki w zamian za postawienie ławki przy wejściu. Alicja widząc ławkę znowu pod jej oknami oburzyła się i ponownie poskarżyła się administracji. Weronika zaczęła urabiać więc innych sąsiadów…

Dwa razy ławka „przeniosła się”, a potem administracja bloku postanowiła ugasić konflikt i przeprowadziła pisemną ankietę. Tylko pięć osób poparło Alicję – były to osoby, które w sezonie wiosenno – letnim także nie śpią z powodu dobiegających z ławki nad hałasów. Pozostali głosowali za pozostawieniem ławki przy wejściu: albo po prostu nie chcieli się kłócić z hałaśliwą Weroniką, albo nie przeszkadza im hałas, bo większość z nich ma okna wychodzące na drugą stronę. Wielu tak mówiło:

– To nie mój problem.

Wydaje mi się, że nie wszystkie kwestie powinny być rozwiązywane na korzyść większości. Czasami można okazać zrozumienie i miłosierdzie tym, którzy cierpią przez jakieś niedogodności. Jak myślicie?

Oceń artykuł
TwojaCena
Cudzy problem