Nie ma jej. Moja miłość, mój anioł ze śnieżnobiałymi skrzydłami zniknął i cały świat ogarnął mrok. Monotonne stukanie kół i światła latarni, bezczelnie wbiegające przez okno wagonu, wprowadzały mnie w pewien trans. Cienie i światła szaleńczo walczyły nad moją głową – był głęboki wieczór i ciemność zwyciężyła. Ponownie spojrzałem na telefon – wiadomości do Elizy wciąż nie zostały dostarczone.
Wyjechała, nic nie mówiąc. Przedwczoraj zrzucałem śnieg z jej włosów, a dzisiaj jakby niczego nie było, jakby to wszystko było snem. Tylko wiadomości od niej w moim telefonie twierdziły inaczej. Może powiedziałem jej zbyt wiele o sobie.
Nasze ostatnie spotkanie… Eliza szła do mnie ubrana na biało, wyglądała jak nieśmiała gołębica. Wydawało się, że śnieg wokół szybko topi się od jej ciepła. Ja już dawno temu stopiłem się, spłonąłem, zmieniłem w popiół i znów ożyłem, słysząc jej delikatny głos i patrząc na jej buzię. Maleńkie, ale trwałe ziarno nadziei zapuściło silne korzenie w mojej duszy.
– Jesteś bez dzieci?
Ciocia zgodziła się zostać z nimi. Co więcej, śpią. Nie chciałam Cię zawstydzać, gdy znowu jakaś babcia nazwie Cię tatą.
Głupiałem od jej uśmiechu.
– Przeżyłbym to jakoś, a może nawet podobały mi się jej słowa.
– No tak! – roześmiała się.
Chodziliśmy po naszej okolicy i rozmawialiśmy o wszystkim. Wiesz, są tacy ludzie, z którymi ciężko się rozmawia – są roszczeniowi, chcą koniecznie narzucić Ci swoje zdanie. Są też tacy, z którymi rozmowa jest lekka, czuć połączenie dusz i ciężko się wewnątrz uspokoić z radości. Eliza właśnie dla mnie taka była – moją bratnią duszą.
Było bardzo miło, więc poszliśmy do kawiarni. Eliza stanowczo odmówiła zjedzenia czegoś twierdząc, że nie jest głodna, więc zamówiłem herbatę i ciastka.
Czułem, jak zdradziecko płoną moje oczy, ale nic nie mogłem zrobić. Zauważyła wszystko i często odwracała wzrok. Rumieniec na jej policzkach nie krył ukrytego smutku, który jak welon wisiał przed jej twarzą.
Nie poruszaliśmy tematu jej relacji z mężem, nic o tym nie wiedziałem. Było nam razem dobrze, ale jeszcze nie odważyłem się zapytać ją o to, co z nami będzie, co dalej – czy w jej sercu jest miejsce dla mnie. Smutek, który dzisiaj u niej zobaczyłem lekko mnie zaniepokoił.
– Marzę o tym, żeby zobaczyć wschód słońca w górach. Miałaś okazję kiedyś coś takiego widzieć?
– Tak, ale szczerze mówiąc, nie mam z tym dobrych skojarzeń – wówczas z mężem najbardziej się kłóciliśmy.
Wyglądała na taką winną, kiedy wspomniała o mężu.
– Ale skojarzenia można naprawić. Przed nami jeszcze dużo czasu – insynuowałem niezdarnie.
Spojrzała na mnie wilgotnymi oczami pełnymi beznadziei. Czyżby niczego nie dało się naprawić?
Przy wyjściu chciałem ją przycisnąć do siebie i nigdy więcej nie wypuścić z objęć. Ukraść ją z dziećmi temu okrutnemu światu, zabrać na kraj Ziemi, najlepiej do swojego domku na jakiejś małej wyspie, gdzie będziemy tylko my i nikt inny: bez mężów, bez pieniędzy, bez walki… Niestety, ja nie mam nic. Chciałem ją pocałować, ale postanowiłem tylko zdjąć śnieg z jej włosów. Jej twarz lekko przysunęła się w stronę ręki,, jakby chciała przytulić się do niej policzkiem. Rano jej telefon był już wyłączony.
Ten dzień był dla mnie prawdziwym piekłem. Dlaczego? Gdzie popełniłem błąd? Eliza… Eliza! Błagam Cię, oszczędź mnie! Jestem nikim, ale dla Ciebie zrobię wszystko, tylko daj mi szansę, kochaj mnie! Nie mogę iść dalej sam przez życie, nie mam na to ochoty!
Eliza jednak zniknęła.
W nocy prawie nie spałem, a rano poszedłem do mieszkania, w którym mieszkała wraz z ciotką. Przedstawiłem się. Ciotka, starsza kobieta, powiedziała, że widziała nas razem, gdy byliśmy na placu zabaw z dziećmi. Eliza już u niej nie mieszka.
– Gdzie ona jest?
– Nie mogę Panu powiedzieć, nie znam Pana!
– Proszę, to bardzo ważne!
– Nie, nie, przepraszam!
Zaczęła zamykać drzwi.
– Wróciła do męża?
Kobieta pchnęła do siebie drzwi i spojrzała na mnie ze współczuciem.
– Nie mogę nic powiedzieć, młody człowieku!
Drzwi się zamknęły.
Nie mogłem tak po prostu odejść od wejścia. Wróciłem ponownie pod mieszkanie i nacisnąłem dzwonek.
– To znowu Pan! Mówiłam już…
– Błagam! – chwyciłem drzwi, żeby nie zaczęła ich zamykać – Proszę mi powiedzieć, co się z nimi stało? Kocham ją… Tak bardzo ją kocham!
Nie znalazłem więcej słów. Kobieta spojrzała na mnie ze zdumieniem.
– Proszę mi tylko powiedzieć, czy jest teraz szczęśliwa? Jeśli tak, to odejdę, po prostu odejdę na zawsze. Ona zasługuje tylko na szczęście. Więc proszę mi powiedzieć: tak czy nie?
Kobieta przez kilka sekund stąpała z nogi na nogę.
– Eliza wróciła do domu, nie chciała dłużej siedzieć mi na karku. Z dwójką małych dzieci ciężko tutaj znaleźć gdzieś pracę.
– Gdzie do domu? Do Kuźniczan?
– Tak, do swoich rodziców.
– Dziękuję! Pani… Pani mnie uratowała!
I pocałowałem nieznaną mi wcześniej, starszą kobietę w rękę.
– Mamo, przepraszam, nie wrócę do domu.
Stałem na dworcu i trzymałem w rękach świeżo kupiony bilet.
– Jak to nie przyjedziesz? Miałeś niebawem mnie odwiedzić….
– Wiem, mamo, ale mam pilną sprawę, kiedyś jeszcze przyjadę.
Światła za oknem pociągu się skończyły, a wagon pogrążył się w półmroku. Słuchałem miarowego stukania kół. Nagle przypomniałem sobie pewną piosenkę o słodkiej dziewczynie. Znalazłem ją w Internecie i zacząłem słuchać.
Siedziałem twarzą do okna. Słabe kontury drzew przemykały w ciemności. Zacząłem nucić „…co by się nie działo, przyjadę do mojej słodkiej dziewczyny, chociażby i na koniec świata…”. Myślałem, że robię to cicho, ale kobieta z miejsca na przeciwko podniosła na mnie swoje zdziwione oczy. Nie mogłem się powstrzymać i nadal śpiewałem płaczliwym głosem „… gdzie czeka na mnie miłość…”.




