Pracuję jako sprzedawczyni w sklepie z częściami samochodowymi. To raczej sklep dla mężczyzn, kobiety przychodzą tu rzadko, a jeśli już, to częściej towarzyszą komuś, niż same przychodzą na zakupy. Kiedy jednak jakaś kobieta pojawi się u nas na zakupach, to ma większy kontakt z doradcą klienta, któremu wyjaśnia, czego szuka lub dopytuje o szczegóły.
Była sobota. Siedziałam jak zwykle przy kasie. Tego dnia mieliśmy niewielu klientów, ale kręcili się po sklepie. W pewnym momencie weszła cała rodzina: tata, mama i dwójka dzieci – chłopcy w wieku około sześciu i czterech lat. Mężczyzna natychmiast podszedł do doradcy i zaczął zadawać mu pytania, nie widząc ani nie słysząc już niczego innego. Mama, młoda kobieta w wieku około dwudziestu pięciu lat stanęła gdzieś obok, wyjęła telefon i zaczęła rozmawiać, tym samym odcinając się od świata zewnętrznego. Dzieci pozostawiono same sobie, więc co zaczęły robić? Oczywiście biegać. Dzieci mają dużo energii, którą muszą rozładować. Jednak to, co wyrabiali Ci chłopcy nie było bieganiem, a wręcz lataniem! Sklep nie jest przystosowany do biegania, poza tym mamy wiele szklanych szafek i witryn sklepowych, na których znajdują się wszelkiego rodzaju uszczelki, żarówki, zaciski, małe części zamienne. Wszystko jest pięknie podświetlane. Na półkach znajdują się kanistry z olejem, płynem do wycieraczek i innymi chemikaliami. Wystarczy, że podczas takiego biegu uderzy się w stojak, a kanister spadnie z góry. Wtedy nawet nie chcę myśleć o konsekwencjach…
W sklep pachnie chemią i gumą przez odsłonięte opony umiejscowione na końcu sklepu, a na zewnątrz panowała piękna jesienna pogoda. Dlaczego mama przyszła z chłopcami do sklepu? Nie jest to dla mnie wciąż jasne. Chłopcy zgrzali się od biegania, ich twarze zrobiły się czerwone. Z nadmiaru emocji zaczęli piszczeć i krzyczeć. Szczerze mówiąc już po pięciu minutach ich pobytu w sklepie zaczęła boleć mnie głowa. Mama nie reagował na pisk, była w zupełnie innym świecie. Ich tata także nie słyszy swoich synów – zbyt bardzo zajął się rozmową ze sprzedawcą. Po wykonaniu kolejnej rundy po pomieszczeniu starszy dzieciak wpadł na kupującego, a ten złapał go za bluzę. Kupujący próbował coś wyjaśnić dziecku, ale ten wyrywał się, uderzył kupującego w rękę i ze śmiechem uciekł na koniec sklepu. Jego mama wciąż niczego nie zrobiła.
Szczerze mówiąc, sytuacja przestała mi się podobać. Dzieci są rozkapryszone, więc postanowiłam zareagować, bez względu na konsekwencje tej sytuacji.
Podeszłam do ich mamy i powiedziałam do niej cicho:
– Dzień dobry! Wydaje mi się, że Pani dzieci są zmęczone, poza tym w naszym sklepie jest duszno. Może zechce Pani z nimi wyjść na zewnątrz? Za sklepem znajduje się piękny plac zabaw… – nie udało mi się skończyć, bo kobieta zaczęła mówić:
– Kim Ty niby jesteś? Kupiłaś ten sklep? Zaraz złożę na Ciebie skargę i stąd wylecisz! Stoisz tutaj za kasą, więc obsługuj! (wszystko to zostało powiedziane w bardziej prymitywny sposób, z użyciem niezbyt kulturalnych słów).
Pokolenie takich kobiet ma swój początek w latach 90 – tych, kiedy to za sprawą bogatych rodziców czy mężów, stawały się rozpieszczonymi księżniczkami. Traktują pracowników z pogardą, stawiają się ponad innymi, uważają się za lepsze od innych mimo, że nie mają nawet gustu. Ubierają się w kiczowate futra, obwieszają diamentami, jeżdżą drogimi samochodami, a to wszystko za sprawą ich bogatych mężczyzn. Ta kobieta, a jednocześnie mama chłopców, była najwidoczniej córką bogatych rodziców. Jakie dzieci wyrosną przy takiej matce? Będą takie jak ona. Permisywność jest podstawowym pojęciem ich życia, bez względu na konsekwencje…




