Mąż na jeden dzień

„Dzień dobry, moje słońce! Jak Ci się spało, kochanie?”- Monika po przebudzeniu się przeczytała takiego sms – a. Uśmiechnęła się. Słodki, słodki Radek! Zawsze tak jest – pisze do niej tuż przed swoją pracą i jednocześnie tak ją budzi. Musi mu odpowiedzieć: „Dzień dobry, mój słodki! Kocham cię! Szczęśliwego dnia, czekam na Ciebie wieczorem!“.

Monika zrzuciła z siebie koc i zaczęła kręcić się po mieszkaniu: wzięłą, zjadła śniadanie i wypiła kawa, ubrała garsonkę, a potem pojechałą do swojego biura. Po trzech latach od rozwodu z byłym mężem w końcu rozkwitła i zakochała się, a wszystko to nie zdarzyło się w normalnych okolicznościach. Z jednej strony wydaje się, że to było takie proste –  na jednym z portali społecznościowych zaczęła się przepychanka na forum, a Radek wstawił się za nią. Jedynie on, nieznajomy z kocim awatarem, zaczął ją bronić przed innymi nieznajomymi. To było miłe! Potem spotkaliś się w kawiarni. Zamiast kota ze zdjęcia profilowego przyszedł przystojny mężczyzna.

– Dzień dobry, co zamawiamy? – zapytał Radek.

– Chyba nic specjalnego, możnde po prostu napijemy się tutaj herbaty i weźmiemy do niej po kanapce – zaproponowała Monika –  Po jego prostych ubraniach stwierdziła, że Radka nie będzie stać na nic innego.

– Nie, zjedzmy obiad! Co tam mamy? – Radek zajrzał do menu – Gulasz z kurczakiem, ziemniakami i kapustą, jak Ci się to podoba?

Podobało jej się to oczywiście tak sobie, ale nie chciał krępować faceta na pierwszym spotkaniu, byłoby to brzydkie i bezczelnie. Poza tym naprawdę była głodna po pracy. Zjedli kolację, porozmawiali. Okazało się, że Radek pracuje na budowie i mieszka w hotelu pracowniczym. Poza tym pochodzi z podkarpacia, gdzie nie ma dla niego za dużo pracy. Teraz buduje nową szkołę na obrzeżach miasta. Żona nie mogła znieść tego, że ciągle go nie ma w domu i rozwiodła się z nim. Ma z tego małżeństwa syna, na którego wysyła pieniądze, więc dlatego teraz jedli taką skromną kolację.

Między nimi nawiązała się przyjaźń, później romans. Jednak spędzali razem tylko wieczory, ponieważ Monika nie pozwalała mu zostawać u siebie na noc z powodu swojego zazdrosnego kota, a Radek nie spieszył się  do wspólnego mieszkania – z hotelu miał bliżej do pracy. Tak było mu dobrze!

– Nie mogę się zaangażować! – mówił Radek – Nie jestem gotowy. Bardzo przeżyłem rozwód z żoną. Ja nie chodziłem na lewo i prawo, tylko pracowałem, a ona mnie tak potraktowała! Co ja miałem innego zrobić – miałem chęci i siły, ale nie było tam dla mnie pracy, więc musiałem wyjechać!

Monika westchnęła ciężko:

– Tak, rozumiem, sama po rozwodzie dochodziłam do siebie długo. Mąż chciał dzieci, ale z jakiegoś powodu nie mogłam zajść w ciążę. Wszystko to mnie przytłoczyło, chociaż potem się okazało, że to mój mąż ma problemy zdrowotne. Nie próbowaliśmy już potem nic z tym zrobić, ponieważ wierzę, że jeśli Bóg nie dał dziecka, to nie należy próbować je mieć przez sztuczne metody. Odszedł do innej kobiety, teraz jest już nawet jego żoną. Potem moja matka umarła, a siostra, zamiast rozpaczać po śmierci matki, zaczęła ze mną batalię o dom. Teraz jestem całkiem sam. Kupiłam sobie tę kawalerkę i żyję skromnie za swoją pensję.

Monika robiła pyszne i piękne kolacje, a Radek przynosił tylko wino i czekoladki, stale przepraszając za to, że jest takim biedakiem, jednak wysyła pieniądze do domu na swojego syna. Mówił jednak, że obiecano mu podwyżkę, więc już za jakiś czas można będzie pomyśleć o wspólnym życiu. Kobieta myślała, że pieniądze to tylko papierki i nie są tyle warte, co sms-y od Radka, które były piękne, delikatne i zmysłowe. Wczoraj Monika zdecydowała i powiedziała:

– Radek, może spróbujemy zamieszkać razem? Rozumiem, że spotykamy się niecały miesiąc, ale oboje nie mamy już po dwadzieścia lat, czas spróbować. Może weźmiemy ślub cywilny? Wprowadzisz się do mnie? Na przykład jutro wieczorem, po pracy?

Tak właśnie się stało: Radek przybył tylko z jedną torbą na ramię – nie ma więcej swoich rzeczy rzeczy. Spędzili razem całą noc, rozmyślając o wspólnej przyszłości. Rano wzięła prysznic, zjadła śniadanie i wyszła do pracy, a Radek pozostał w łóżku, aby trochę odpocząć – po to w końcu wziął wolne. Klucz do mieszkania zostawiła mu na stoliku nocnym. Monika pocałowała go w policzek i uciekła do pracy, z obietnicą, że popołudnie spędzą już razem.

Po obiedzie, kiedy Monika chciała zapłacić za zakupy sklepie, okazało się, że na koncie nie ma pieniędzy. Dziwne, bank chyba coś pomylił, przecież miała na koncie około 800 zł! Okazało się, że z nieznanego jej powodu te pieniędzy o 6 rano trafiły na konto jakiejś obcej jej osoby ! Monika przerażona wróciła do domu. To był horror  Po Radku ślad zaginął a wraz z nim zginęło kilka przedmiotów z mieszkania. W szkatułce trzymała tylko sztuczną biżuterię, ale ona też zniknęła. Ukradł także dużą torbę, do której wrzucił produkty i ciuchy będące jeszcze w fabrycznych opakowaniach – kobieta nie zdążyła ich jeszcze nawet użyć. W wewnętrznej kieszeni starego płaszcza miała “schowek“ na czarną godzinę, którego na szczęście mężczyzna nie znalazł. Miała tak schowane tysiąc złotych. Zabrał za to starego laptopa, który od dawna wymagał naprawy, chociaż najśmieszniejsze jest to, że nawet jedzenie z lodówki zniknęło. Zabrał sobie kiełbasę i kilka mrożonek.

Oczywiście telefon Radka nie odpowiadał. Był wyłączony, a jego profil na portalu społecznościowym skasowany. Maria chciała zadzwonić na policję, ale nie mogła. Po pierwsze było jej wstyd, a po drugie szkoda było czasu na takiego drobnego złodzieja: ukradł zepsuty laptop, kiełbasę z lodówki czy sukienkę. Tej sukienki było jej jeszcze szkoda, ale tylko dlatego, że chciała iść w niej z Radkiem do restauracji. Postanowiła udać się na plac budowy, gdzie pracował mężczyzna. 

– Przepraszam, jak mogę znaleźć Radka Iwaszkiewicza, gdzieś tutaj podobno pracuje? – zapytała robotników pracujących na piętrze wznoszonej szkoły.

– No tak, jeden Radek u nas pracuje, ale nie wiem, czy to Iwaszkiewicz – odpowiedział jeden z robotników i krzyknął gdzieś w głąb korytarza – Radek, chodź tu, ktoś do Ciebie przyszedł!

Z budowy wyszedł starszy, niski facet – to nie ten Radek… Monika poszła więc  do hotelu, który znajdował się w pobliżu placu budowy, a w którym rzekomo miał mieszkać jej ukochany, chociaż już zdała sobie sprawę, że to wszystko na nic. Było tak, jak przeczuwała – nikt nie znał tutaj żadnego Radka Iwaszkiewicza. To nie robotnik, a drobny oszust z fałszywym dowodem osobistym, który wykorzystuje samotne kobiety.

Wieczorem ślusarz zmienił zamek w drzwiach wejściowych i nie rozumiał, dlaczego właścicielka mieszkania stoi i śmieje się pod nosem, a Monika pękała ze śmiechu, ponieważ wyobrażała sobie, jak złodziej zajada smutek kawałkiem kiełbasy po tym, jak w lombardzie odmówili mu przyjęcia sztucznej biżuterii. Cóż, niech się udusi tą swoją skradzioną kiełbasą i wszystkim innym!

Oceń artykuł
TwojaCena
Mąż na jeden dzień