Znajdowałam się w okropnej sytuacji finansowej. Nie miałam nawet pieniędzy na jedzenie dla moich dzieci i zmuszona byłam kraść ze sklepu

Mam trójkę dzieci i jestem z nimi zupełnie sama, bez niczyjej pomocy. Musiałam kraść jedzenie, nie było wyjścia. Nie pracuję, nie dostaję żadnych alimentów, a jedynie zasiłki od państwa, ale one w dużej mierze idą na opłacenie czynszu i rachunków. Pytałam już o wsparcie wszędzie – w Ośrodku Pomocy Społecznej powiedzieli mi, że są ode mnie biedniejsi i odesłali z kwitkiem. Ale jacy biedniejsi? Też nie maja czym nakarmić dzieci jak ja?

Poszłam pewnego dnia do dużego sklepu, pewnie wszyscy czasem chodzicie tam na zakupy, ale nie będę pisała nazwy. Byłam pod ścianą, włożyłam do torebki kilka bułek i dwie puszki konserw i parę owoców, żeby dzieci miały witaminy. Los chciał, że zauważyła wszystko pracownica sklepu i natychmiast mnie zatrzymała. Zadzwoniła po policję, a ja prawie płonęłam ze wstydu.

Przyjechali funkcjonariusze i opowiedziałam im, że szukałam pomocy. Przez trzy dni w naszym domu nie było żadnego jedzenia i przez cały ten czas my, ja i moje dzieci, głodowaliśmy. Uwierzcie mi, po prostu nie było innego wyjścia. Przecież wzięłam tylko podstawowe produkty, zapłaciłabym raptem z dwadzieścia złotych, ale nawet tylu nie miałam. Początkowo nie uwierzyli mi, ale uparłam się, że muszą mnie zawieźć do domu i wszystko im pokażę. Tak się stało i stanęli przed całkowicie pustą lodówką.

Chyba mi współczuli, widziałam to w ich oczach. Ale i tak odebrali mi jedzenie, które wzięłam ze sklepu i nałożyli mandat. Poszłam wtedy do sąsiadów poprosić o coś do jedzenia – nie dla mnie, a dla dzieci. I kolejnego dnia na Facebooku zobaczyłam post, że Komenda Policji w naszym mieście opublikowała informacje o tym przestępstwie. Napisali tam, że trudno uznać moje czyny za przestępstwo, bo to nie chciwość czy żądza zysku skłoniły mnie do kradzieży, ale desperacka potrzeba nakarmienia dzieci. Zorganizowali zbiórkę pieniędzy i tego samego wieczoru wrócili do mojego domu z torbami pełnymi jedzenia. Tam były wszystkie podstawowe produkty – mięso, warzywa, owoce, kasze, chleb.

Zaczęłam płakać ze wzruszenia i przyznałam, że szczerze liczyłam na cud i że ktoś mi pomoże. I tak też się stało!

Możecie mnie krytykować, ale zrozumieją tylko Ci, którzy choć raz w życiu byli głodni i nie mieli co włożyć do ust. Dziękuję Bogu, że są jeszcze ludzie o wrażliwym sercu, a do tego jeszcze policjanci. Ja wiem, że o tym zawodzie w dzisiejszych czasach nie mówi się wiele dobrego, ale to z jaką dobrocią mnie potraktowali i założyli tę zbiórkęNigdy im tego nie zapomnę.

Oceń artykuł
TwojaCena
Znajdowałam się w okropnej sytuacji finansowej. Nie miałam nawet pieniędzy na jedzenie dla moich dzieci i zmuszona byłam kraść ze sklepu