Myślałam, że mam u siebie miłą i grzeczną studentkę pielęgniarstwa, która miała mi pomagać. Ona jednak postanowiła wywrócić moje życie do góry nogami. Czekam tylko, kiedy komornik wyrzuci mnie z mojego mieszkania…
Mam duże mieszkanie w Krakowie, mój mąż zmarł dwa lata temu. Wydaję majątek na leki, a moja emerytura ledwo starcza do końca miesiąca. Oszczędzałam na czym mogłam, ale zawsze wychodziłam na minus i musiałam zapożyczać się od rodziny. I wtedy sąsiadka mi doradziła, żebym wynajęła jeden pokój, co mi szkodzi. Mówi: młodzi teraz maja tak ciężko z wynajmem, a Tobie zawsze to dodatkowe pół tysiąca wpadnie.
Dałam ogłoszenie na Facebooku, a potem pojawiła się ta studentka. Mówiła miłe słowa, wydawała się grzeczna, a ja potrzebowałam wsparcia finansowego. Studiowała pielęgniarstwo, więc mogłam też doradzić się jej w sprawie leków i badań. Nawet czasem obiecała, ze pomoże mi w zakupach czy większych porządkach. Wtedy nie wiedziałam, że jej obecność zmieni moje życie w koszmar.
Minął zaledwie miesiąc, a ona zaczęła nagle sprowadzać obcych ludzi do domu, całymi gromadami. Myślałam, że to towarzystwo, to może jej przyjaciele ze studiów. Ale nawet jeśli, to nie było żadnej prywatności. Ciągłe wizyty różnych ludzi, aż wreszcie nie mogłam już znieść obcych twarzy, które przewijały się przez moje progi. Kiedy próbowałam wyjaśnić, że taki układ nie był w umowie, że nie mogę pozwolić na tę sytuację, ona tylko się oburzała.
Przeczytaj także: Żona nie chce pracować, a mi coraz trudniej utrzymać rodzinę. Jak zabiorą nam zasiłki, to zginiemy…
Rachunki za prąd też wzrosły mi dwukrotnie, bo ona świeci światło od świtu do nocy. Laptopy, telefony rozmaite urządzenia – przecież to wszystko pobiera prąd. A teraz od trzech miesięcy przestała płacić mi czynsz. Jest oburzona, że nie pozwalam jej nikogo zapraszać, ale skąd ja mogę wiedzieć co to za ludzie obcy panoszą mi się po domu. Powiedzcie mi, czy postąpiłam niesłusznie? Przecież to moje mieszkanie…
Teraz, kiedy nie płaci mi już od trzech miesięcy, czuję się jak na skraju przepaści. Emerytura ledwo starcza na podstawowe opłaty, a teraz dodatkowe koszty mnie przytłaczają. Nie zapłaciłam czynszu do spółdzielni już od dwóch miesięcy, bo inaczej nie miałabym co jeść. Tylko czekam aż dostanę komornika i wyląduję na ulicy…
Chciałabym po prostu zamknąć drzwi przed nią, wymienić zamki i skończyć całe to szaleństwo. Ale sąsiadka mówi, że mam umowę i nie mogę tak po prostu jej wyrzucić, bo chronią ja prawa lokatorskie. To nieuczciwe, że to ja mam ponosić konsekwencje, kiedy ja wywiązuję się ze wszystkich ustaleń.
Czuję się uwięziona we własnym domu. Wszystko, co kiedyś było moje, teraz jest wykorzystywane bez mojej zgody. Tęsknię za spokojem, za dniem, kiedy nie musiałam się martwić o to, kto wchodzi i wychodzi. Mam nadzieję, że znajdę sposób, aby odzyskać spokój, choć wydaje się to teraz tak dalekie. Potraktujcie moją historię jako ostrzeżenie, oby Wam nigdy się coś takiego nie przydarzyło.



