Ceny w sklepach skaczą w górę jak szalone, nie ma co ukrywać. I te opłaty za paliwo, mieszkanie, prąd, gaz… Człowiek ledwo się obejrzy, a już nie ma wypłaty. Sam nie wiem, jak to wszystko ogarnąć.
Nie zarabiam kokosów, a przecież trzeba zapewnić jedzenie dla całej rodziny. A żona jakby w ogóle tego nie rozumiała. Pójść do pracy nie pójdzie, bo musi zajmować się domem. Wszystko spoczywa na mnie.
Jakie mamy czasy, każdy wie. Ale czuję, jakby moja żona żyła w zupełnie innym świecie. Jak macie rodzinę, to pewnie rozumiecie, że jedna osoba nie da rady tego wszystkiego ogarnąć. Wyciskam z siebie maksimum, żeby zarobić jak najwięcej się da, ale ceny to już jakiś kosmos, a moja wypłata stoi w miejscu. Idziemy do sklepu na małe zakupy, włożymy zaledwie parę produktów do koszyka, same najpotrzebniejsze rzeczy, a już nie ma mojej dniówki. I jak tutaj odłożyć na jakieś niespodziewane wydatki?
Przeczytaj także: Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z koleżanką. Przechwalała się, że daje nam pieniądze, a przecież to nieprawda!
Moja żona nigdy nie pracowała – najpierw była na macierzyńskim, a później zaszła w kolejną ciążę. Teraz dzieci chodzą już do przedszkola, a ona dalej w domu… Uważa, że jej jedyne zajęcie to kuchnia, sprzątanie i dbanie o dzieciaki. Ale teraz dzieci mają dobrą opiekę w szkole, jest znacznie mniej obowiązków. Mogłaby pójść do pracy, chociażby na pół etatu, każdy grosz by nam się przydał.
Jak ją poprosiłem, żeby za czymś się rozejrzała, to mnie wyśmiała. Powiedziała, że ona w zawodzie nie dostanie pracy, a za kasą w supermarkecie na pewno nie zasiądzie. A co, to jakiś wstyd?! Ja nie wiem, czy nie rozumie, że my tak na dłuższą metę nie możemy żyć?
Żona zasłania się tym, że ona bierze zasiłki i 500+ i to są jej pieniądze za to, że urodziła. A przecież to niepewny pieniądz, dziś jest, a jutro może zabraknąć. Prawda, te pieniądze nam bardzo ułatwiają, ale dzieci rosną i wydatków jest coraz to więcej.
Jak oszczędzić, skoro każdy grosz ląduje zaraz w sklepie? To wykańczające, bo trzeba jakoś wiązać koniec z końcem, a tu nagle wydatek niespodziewany i lipa.
Z tymi zasiłkami, no cóż, to dodatkowe wsparcie, ale fakt, że to takie niestałe. Trzeba jakoś robić zapasy na gorsze czasy, zwłaszcza gdy dzieci z wiekiem mają coraz to większe wymagania. Nie pomagają też te przyjaciółki mojej żony. Też siedzą w domu i mącą sobie wzajemnie wszystkie w głowach. Ale one to co innego, jeden mąż ma swoją firmę, a drugi jest lekarzem. One mogą sobie pozwolić na to, by zajmować się domem i niczym więcej.
Powiedzcie mi, czy nadal każda kobieta ma takie przekonanie, że to mężczyzna powinien stawać na głowie, by utrzymać swoją rodzinę? Ja wiem, że kiedyś tak było, ale teraz żyjemy w gorszych czasach, tutaj wydaje mi się, że nie ma miejsca na to, by nie pracować i tylko czekać na pomoc od państwa.



