Naprawdę nie mogę uwierzyć, jak moja szwagierka zachowuje się ostatnio. Cały czas się przechwala, jak to jej dziecko jest zdolne i grzeczne. A o naszym śmiała powiedzieć coś takiego na głos!
Oczywiście, jej córka przynosi do domu same piątki, ale czy to się dziwić? Mają przecież pieniądze, by wysyłać ją na wszelkie możliwe dodatkowe zajęcia. Dziewczynka praktycznie żyje w książkach, bo rodzice ją do tego zmuszają.
A co z moim synem? On jak to chłopak, woli biegać za piłką niż spędzać każdą wolną chwilę z nosem w podręcznikach. My z mężem pracujemy za najniższe krajowe, nie stać nas na drogie korepetycje czy dodatkowe zajęcia, więc uczy się jak przeciętny uczeń.
Ale najgorsze jest to, jak moja teściowa rozpowiedziała o ocenach naszego syna całej rodzinie. Teraz moja szwagierka nie przestaje się przechwalać, jak to jej córka jest lepiej wychowana niż nasz syn.
Szczerze mówiąc, to mnie to bardzo boli. Jak ona może tak mówić? To nie tylko kwestia pieniędzy, ale też podejścia do wychowania dzieci. A ona ma czelność twierdzić, że dzieci są takie jak ich rodzice. Co to ma niby znaczyć? Że my jesteśmy gorsi, bo nie zasypujemy naszego dziecka dodatkowymi zajęciami? Że nie jesteśmy dobrymi rodzicami, bo nasz syn jest normalnym, energicznym chłopcem, który ma inne zainteresowania niż tylko nauka?
Przeczytaj także: Zapytałam teściową o pomoc przy synku. Nie mogłam uwierzyć w to, co odpowiedziała
To takie niesprawiedliwe. Każde dziecko jest inne i nie można ich oceniać tylko przez pryzmat ocen w szkole czy ilości zajęć dodatkowych. Nasz syn jest wspaniałym chłopcem, ma swoje pasje, jest zdrowy i szczęśliwy. Dlaczego to nie jest wystarczające? Dlaczego musimy być oceniani przez pryzmat tego, na co mogą sobie pozwolić inni?
Nie chcę, aby mój syn czuł się gorszy tylko dlatego, że jego kuzynka ma lepsze oceny. Ale jak o tym usłyszał od razu zamknął się w swoim pokoju i chyba płakał, bo jak do niego poszłam, to całe oczy były czerwone…
Chciałabym, aby nasza rodzina była bardziej zrozumiała i wspierająca, a nie ciągle oceniająca i porównująca nasze dzieci. To powinien być czas, aby cieszyć się ich dzieciństwem, a nie robić z tego kolejnego pola bitwy. Tylko jak wytłumaczyć to szwagierce?
Widzicie, najchętniej nie puszczałabym do nich mojego syna, to rozwiązałoby cały problem. Ale mieszkamy z teściową i jej córka co rusz nas odwiedza, nie da się uniknąć tych spotkań, a przecież nie będę zamykała syna w pokoju, byle tylko nie usłyszał złośliwych komentarzy na swój temat.
Nie mam już żadnego pomysłu jak to rozwiązać, tłumaczenia dorosłym kobietom nic nie dają, one same zachowują się jak dzieci…




