Syn ma 30 lat, a wciąż mieszka z nami i nie dokłada się do czynszu. Z żoną żyją u nas jak pączki w maśle!

Nawet nie wiem, od czego zacząć, bo to wszystko wydaje się takie absurdalne. Mam 30-letniego syna, który wciąż mieszka ze mną i moim mężem, razem ze swoją żoną. No i teraz dowiedziałam się, że spodziewają się dziecka! Jak mam sobie z tym poradzić?

 

Z jednej strony jestem przecież jego matką, chcę dla niego jak najlepiej, ale do diabła, przecież on jest już dorosły! A zachowuje się jak nastolatek. Mieszkają u nas i ani myślą się wyprowadzić. Zawsze im mówiłam, że nasze drzwi są dla nich otwarte, ale nie spodziewałam się, że wezmą to tak dosłownie.

Co więcej, nie dokładają się do czynszu, nie pomagają w domu. Wszystko na mojej głowie: gotowanie, sprzątanie, zakupy. Oni tylko przychodzą i korzystają. No i teraz to dziecko… Cieszę się na myśl o wnuku, ale jak mam się się nie martwić, kiedy moje własne życie staje się coraz bardziej skomplikowane?

 

Przeczytaj także: Szwagierka szczyci się, że ma zdolne i grzeczne dziecko. Jestem w szoku, co powiedziała o moim!

 

Z mężem mieliśmy plany na starość, chcieliśmy żyć spokojnie, cieszyć się wolnością. A teraz? Wciąż jesteśmy jak nianie dla dorosłych dzieci. Czasami myślę, że oni po prostu nas wykorzystują. Wiedzą, że nie powiem im „nie”, bo przecież to moje dziecko.

Mówili, że zbierają na kredyt, że niedługo się wyprowadzą. Ale teraz z tą ciążą? Boję się, że to tylko wymówka, by zostać tu na zawsze. Czuję się uwięziona we własnym domu, nawet nie mogę w szlafroku iść do kuchni.

Jak mam rozmawiać z synem o tym wszystkim? Boję się konfliktu, nie chcę ich wypchnąć za drzwi, ale też nie mogę tak dalej żyć. Czuję się rozdarta. Jak ja mam żyć na starość w takich warunkach? To nie jest życie, które sobie wyobrażałam, kiedy przechodziłam na emeryturę.

W całym tym zamieszaniu, jest jeszcze coś jeszcze. Mój mąż, który zawsze był cierpliwy i zrozumiały, stracił zimną krew. Powiedział mi ostatnio, prosto z mostu, że nie wytrzymuje już tej sytuacji. Chce, żeby nasz syn i jego żona w ciągu tygodnia się spakowali i wyprowadzili. Przez chwilę poczułam się jakby ktoś mi wyjął ciężar z serca, ale potem… potem zalała mnie fala wyrzutów sumienia.

Nie chcę niezgody w rodzinie, nie chcę, żeby doszło do jakiegoś dramatu, rozłamu. Oni są przecież częścią naszej rodziny, a ja… ja jestem matką i babcią.

Doradźcie proszę. Muszę znaleźć sposób, by porozmawiać z nimi wszystkimi i spróbować znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre dla nas wszystkich. Może jest jakiś kompromis?

Oceń artykuł
TwojaCena
Syn ma 30 lat, a wciąż mieszka z nami i nie dokłada się do czynszu. Z żoną żyją u nas jak pączki w maśle!