Moja żona była kiedyś piękną kobietą. Zawsze zadbana i elegancka, nosiła rozmiar 36. Teraz, po kilku latach małżeństwa, przypomina wieloryba, z tamtej drobnej dziewczyny nic nie zostało.
Związałem się z żoną prawie 15 lat temu, oboje wtedy mieliśmy po 20 lat. Teraz żałuję, że pozwoliłem, aby nasz związek doszedł do takiego momentu. Jeśli tylko możecie, to nie bierzcie ślubu! Mamy czteroletniego syna i tylko on mnie powstrzymuje przed rozwodem. Jestem pewny, że jak tylko dorośnie i będzie samodzielny, rzucę jej na stół papiery rozwodowe.
Pierwsze siedem lat było całkiem niezłe. Pomagała mi rozwijać firmę, dbała o siebie i prowadziła zdrowy styl życia. Miałem u swojego boku zgrabną i energiczną kobietę, nawet codziennie do pracy dostawałem zdrowe obiady, a później… Moja żona w zasadzie roztyła się gorzej niż jej matka. Już mnie nie pociąga, co na to poradzę?
Przeczytaj także: Mój dziadek ma inną rodzinę. Od 45 lat prowadzi podwójne życie
Odkąd urodziła mi syna je więcej niż dorosły mężczyzna. Potrafi zamówić dużą pizzę i zjeść ją sama w dziesięć minut. Zresztą, całymi dniami wyleguje się w fotelu i ogląda te swoje seriale. Nie ma mnie w domu, bo pracuję czasem i do późnego wieczora, ale dam sobie rękę uciąć, że tak właśnie jest. Gdyby się ruszała, dbała o siebie, to nawet nie pomyślałbym o niej w taki sposób.
Stała się niesamowicie samolubna, marudna, chciwa, narcystyczna i doprowadza mnie do szału. Może nawet gdyby nie ten jej paskudny charakter, to nie przejmowałbym się tak bardzo tym przyrostem wagi. Spróbowałbym namówić ją, żeby ze mną ćwiczyła. Nigdy nie pozwoliłbym sobie tak się zaniedbać, jak ona. Ja nie dość, że prowadzę firmę, zarabiam na rodzinę i wychowuję syna, to nadal jestem atrakcyjny i wysportowany. Nie wyobrażam sobie nie zadbać o tak podstawowe rzeczy. Przecież jak nas widzą, tak nas piszą. Wygląd to ważna sprawa.
Ciężko mi to w sobie dusić, więc przyznam, że celowo okłamuję ją w sprawie pracy do późna. Chodzę po pracy do kawiarni, aby spędzić trochę czasu w samotności. Do zdrady też już doszło rok temu. Właściwie nie czuję się źle, że sypiam z jedną z jej przyjaciółek, która tak się składa, że jest zaręczona. Skoro ona nie ma zamiaru przestać i wziąć się za siebie, to ja też nie przestanę.
Przyjaciel doradza mi, żeby nie czekać i jak najszybciej zostawić rodzinę. Syna oczywiście wziąłbym ze sobą, ale nie chcę mu zabierać matki. Naprawdę nie chciałem taki być. Zawsze miałem dobre wartości, rodzice przekazali mi wszystko, co najlepsze i nauczyli szacunku do kobiet. Ale ta kobieta po prostu sprawia, że staję się coraz gorszym człowiekiem i robię rzeczy, na które kiedyś nie pozwoliłbym sobie nawet w snach. A może życie osobno byłoby lepsze i nie warto czekać?




