– Kochana Aniu, jak mi Ciebie żal…
Poczułam pewien niepokój – nie mogłam przypomnieć sobie żadnych powodów do współczucia.
– Tylko się nie denerwuj! – kontynuowała sąsiadka, a te słowa sprawiły, że ręce trzęsły mi się ze stresu.
– Co mogło się stać… – pomyślałam.
– Twój Marek, kiedy jesteś w pracy, przyprowadza do domu dziewczyny! – wykrzyknęła Pani Jadwiga. – I co tydzień inne! Ale z niego rozpustnik…
Zastygłam w miejscu. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że mój mąż, nauczyciel pracujący w szkole jako matematyk, który jest zazwyczaj bardzo spokojny, zdradzałby mnie. A tym bardziej z kilkoma kobietami naraz!
– Dziękuję, Pani Jadwigo, za czujność – odpowiedziałam nieobecnym tonem i weszłam do bloku.
Marek rzeczywiście był w domu częściej niż ja, harmonogram pracy pozwalał mu spędzać tylko kilka godzin w szkole, a resztę czasu, jak sam mówił, Marek „był sam dla siebie”.
Nie podobało mi się to, że mąż miał tyle wolnego, ale starałam się z tego powodu nie kłócić. Zarabiał na nasze utrzymanie wystarczająco dużo, choć nie za wiele, a praca nie była zbyt ciężka. Kiedy weszłam siedział na kanapie przed komputerem i coś uważnie przeglądał na ekranie.
Na widok mnie w drzwiach pokoju szybko zamknął laptopa.
– Jak minął dzień? – zapytałam.
– No tak, jak zawsze… – mąż nie zechciał nic opowiadać.
Przypomniałam sobie, że Marek już dawno nie gotował obiadu – mówił, że jest bardzo zajęty…
Moje podejrzenia nasilały się. Następnego dnia nie wytrzymałam i powiedziałam:
– Marku, czym Ty cały czas jesteś zajęty? Masz kogoś?
Z nadzieją spojrzałam na męża i byłam już gotowa rozpłakać się…
Marek najpierw zmarszczył czoło, a potem mruknął:
– No nic z tego nie wyszło…
– Co nie wyszło?! Nie udało Ci się ukryć swoich dziewczyn? Tak?! – zaczęłam krzyczeć.
Ale mąż nagle się roześmiał i zapytał:
– To Ci Pani Jadwiga powiedziała? Nasza czujna… Lepiej by taka była, gdy ktoś zalał mieszkanie i nie chciał się przyznać.
Coś dalej mamrotał mąż, sięgnął do szafy i wyjął stamtąd małe, aksamitne pudełeczko.
– Wszystkiego najlepszego z okazji nadchodzących urodzin, Kochanie! – podał mi pudełeczko. – Chciałem Ci w tym roku na trzydzieste urodziny coś poważnego podarować. Musiałem brać dodatkową pracę do domu, uczyłem studentki matematyki.
Otworzyłam pudełeczko i zobaczyłam piękne złote kolczyki.
– Boże, one są szalenie drogie! – pomyślałam. – Składanie życzeń z wyprzedzeniem to zła wróżba! – uśmiechnęłam się do męża.
– Chyba udam się jutro z wizytą do Pani Jadwigi. Zobaczymy co na to odpowie.
Szczerze mówiąc, już mam dość takich sąsiadów, którzy bezceremonialnie wtrącają się w cudze życie, rozsiewając plotki. Pewnie Pani Jadwiga miała dobre intencje, ale jeżeli bym uwierzyła w jej słowa i pokłóciła się z mężem, nasze małżeństwo mogłoby się rozpaść przez te jej wymysły.



