Rodzinne wakacje all-inclusive zamieniły się w makabrę z piekła rodem. W pokoju hotelowym przeżyliśmy szok!

Wymarzone wakacje wykupione w biurze podróży zamieniły się w koszmar. Brud, brak klimatyzacji i imprezowicze tuż za ścianą. A to wszystko za ponad 10 tysięcy złotych!

 

Długo odkładaliśmy na te wakacje, prawie dwa lata, ale chcieliśmy pokazać córce trochę świata. Nasi znajomi, którzy często podróżują polecili nam, by lecieć do Egiptu. Baliśmy się, nie będę ukrywała, bo raczej jesteśmy domatorami i rzadko kiedy uda nam się wyjechać gdzieś dalej. Ale tak nas namawiali, mówili że od samego początku do końca będziemy mieli opiekę z biura podróży. I daliśmy się przekonać.

Wzięliśmy naszą dwunastoletnią córeczkę i liczyliśmy, że spędzimy miło czas. Gdybym wiedziała, co nas zastanie, wolałabym te pieniądze przeznaczyć na wyjazd nad nasze polskie morze albo w góry – a ile jeszcze by nam zostało! Do końca życia będą mi się śniły te zmarnowane pieniądze.

Przylecieliśmy na miejsce późnym wieczorem, musieliśmy jeszcze dojechać do samego hotelu. Jak się zameldowaliśmy była już prawie północ. Byliśmy tak zmęczeni, że od razu poszliśmy spać, nawet nie rozpakowaliśmy walizek. Dopiero rano zaczął się koszmar. Ledwie otworzyłam oczy a zauważyłam, że po moich rękach wędrują jakieś robaki! Wyskoczyłam z łóżka przerażona. Okazało się, że w całym pokoju i w łazience mamy pluskwy. Byłam cała pokąsana. Nie mówimy z mężem dobrze po angielsku, ale poszliśmy na recepcję i żądaliśmy wymiany pokoju. I tak zamiast opalać się przy basenie, my przez godzinę przenosiliśmy walizki i załatwialiśmy całe to zamieszkanie.

 

Przeczytaj także: Mój teść cały czas narzeka, że nie ma pieniędzy. A połowę emerytury trwoni na coś takiego!

 

Nowy pokój może i był bez robactwa, ale za to w gorszym standardzie. Zapłaciliśmy za lepszy standard, a dostaliśmy jakieś ochłapy z widokiem na inne budynki. Mało tego, nie było widać, żeby przed naszym przyjściem cokolwiek było posprzątane. Kurz na krzesłach i klejące plamy od drinków…

Nie działała nam klimatyzacja. Myśleliśmy, że to my nie umiemy jej uruchomić, więc poprosiliśmy obsługę. Okazało się, że akurat w naszym pokoju jest jakaś awaria. Mieli to naprawić w ciągu paru godzin, ale skąd! Do końca pobytu pot spływał nam po czole. W nocy natomiast okazało się, że za ścianą mamy jakichś młodych imprezujących turystów. Przez te siedem dni ani razu nie zmrużyliśmy porządnie oczu.

Nie mieliśmy dużych wymagań – najbardziej zależało nam na dobrym jedzeniu i przede wszystkim spokoju. A co dostaliśmy? Nigdy więcej! Choćby mieli nam za to zapłacić, to już więcej nie wybierzemy się w taką podróż. Człowiek chciał zaznać trochę obcej kultury, pokazać dziecku że jest coś więcej niż tylko nasze podwórko, a wyrzucił pieniądze w błoto.

Oceń artykuł
TwojaCena
Rodzinne wakacje all-inclusive zamieniły się w makabrę z piekła rodem. W pokoju hotelowym przeżyliśmy szok!