Mam teścia, wspaniałego człowieka, ale ostatnio coś mu nie idzie z wydatkami. Użala się nad swoim losem, że on to niedługo suchy chleb będzie jeść, ale na coś takiego nie szkoda mu ani grosza.
Odkąd zmarła mu żona spędza całe dnie na wpatrywaniu się w ekran telewizora. Niby nie ma w tym nic złego, ale problem zaczyna się, gdy zamiast obejrzeć sobie jakiś film czy wiadomości, on trafia na telewizyjne telemarkety. Przynajmniej raz dziennie pokazują mu jakiś „genialny produkt”, który „bezapelacyjnie” poprawi jakość życia.
W zeszłym tygodniu miałem okazję zerknąć na jego konto bankowe i to był taki powód do szoku… Człowiek dostaje emeryturę, ma własny dom, żadnych czynszów czy kredytów, a brakuje mu na podstawowe rzeczy – mówimy o lekach, jedzeniu czy rachunkach. Dzięki życzliwości mojej żony, która ma serce na dłoni, teść jeszcze jakoś się trzyma. Żona co miesiąc pomaga mu finansowo. Nie są to jakieś duże sumy, małe kwoty, ale grosz do grosza… A boję się, że z każdym miesiącem będzie gorzej, bo pieniądze z emerytury teścia idą nie wiadomo gdzie.
Przeczytaj także: Podsłuchałam rozmowę mojej mamy z koleżanką. Przechwalała się, że daje nam pieniądze, a przecież to nieprawda!
Ostatnio pojechałem do teścia, żeby pomóc mu w naprawie pieca. Coś drobnego się zepsuło, ale przez to w całym domu był straszny chłód. Teść na chwilę poszedł do sklepu, a w tym czasie zdążyło przyjść dwóch kurierów. Byłem pewien, że to jakaś pomyłka, ale skąd! Musiałem jeszcze zapłacić za to ponad dwieście złotych.
Później z ciekawości zapytałem teścia, co to za zestaw w tych paczkach. I wtedy rozpoczęła się szalona lista: opaska na kręgosłup, witaminy na stawy wynalezione przez jakichś amerykańskich lekarzy, wynalazek do przycinania ogrodu na wiosnę… i tak dalej. Teść tłumaczył, że to wszystko na dużej wyprzedaży, że to okazja, której nie można przegapić. Pytam – jak? A on mówi, ze numer wyświetla się na ekranie telewizora, tylko dzwoni i za dwa dni już wszystko ma.
A jak pokazał mi swoje wcześniejsze zdobycze… Myślałem, że złapię się za głowę. Pół pokoju w tych paczkach, a wszystko podobno potrzebne i w okazyjnej cenie.
To jest problem, bo wiem, że to coś więcej niż tylko szukanie okazji. To wygląda na wyrafinowany sposób, żeby oszukać starsze osoby, które są najbardziej podatne na takie zachęty. Ta cała machina „promocji” nie wygląda na nic innego jak przekręt.
Myślałem nawet nad wzięciem teścia pod swój dach. To byłoby jakieś wyjście, żeby zatrzymać tę lawinę zamówień i oszczędzić mu na tych wszystkich „cudach”. Ale to też nie takie proste.
Mój teść to człowiek starej daty, z przyzwyczajeniami, których trudno się pozbyć. On jest typem gościa, który ma swoje nawyki. Przeniesienie się do bloku, gdzie my mieszkamy, to byłaby dla niego za duża zmiana.
Nie wiem, co z tym zrobić. Moja żona chce wspierać swojego tatę, nie mam nic przeciwko, ale to my mamy odejmować sobie z pensji, by teść mógł realizować swoje szaleństwo zakupowe? Zamiast wydawać pieniądze na te wszystkie cuda, mógłby na przykład zainwestować w coś konkretnego albo oszczędzić. Zastanawiam się, jak mu to wyjaśnić, że te „genialne produkty” to czysty pic na wodę. Jesteście może w podobnej sytuacji? Bo ja naprawdę już nie mam pomysłu, jak to ugryźć.




