Przyjechała do nas siostra z Belgii. Cóż za skąpstwo?! Nie przywiozła żadnego prezentu dla chrześnicy

Moja siostra przyjechała niedawno z Belgii i sprawiła mi niemiłą niespodziankę. Nie przyniosła nawet drobnego upominku dla mojej córki, swojej chrześnicy. A ja córce wcześniej mówiłam, że ciocia na pewno coś fajnego przywiezie, to niech się postara i narysuje jej piękną laurkę.

 

Siostra przecież nieźle zarabia, bo pracuje przy sadzonkach, ciągle się chwali na zdjęciach różnymi wycieczkami, nowymi ciuchami. To nie tak, że oczekuję od niej jakiś drogich prezentów, ale jakiś drobiazg? Chociażby symboliczny? Przecież to kwestia pokazania, że się pamięta, że komuś zależy. Nawet cukierek by wystarczył, a tu nic, kompletnie nic.

Teraz moja córka nie rozumie, czemu ciocia nic jej nie przyniosła. Tłumaczę jak mogę, ale widać rozczarowanie w jej oczach. To mnie tak boli, bo dzieciak się naprawdę cieszył na ten prezent. A siostra, jakby nie miała serca. Kiedyś to godzinami rozmawiałyśmy przez telefon, a teraz? Nawet nie mam ochoty odbierać, jak dzwoni. Straciłam do niej zaufanie i tę bliskość, co kiedyś miałyśmy.

Zawsze byłam dla niej wsparciem, nawet jak miała gorsze momenty, a teraz taka wdzięczność? To nie chodzi tylko o ten prezent, to chodzi o to, jak się teraz zachowuje, jakby jej już na nas nie zależało. Jak można tak lekceważyć rodzinne więzi?

Pamiętam jak to było, kiedy siostrę zostawił mąż. To był dla niej straszny czas, cały świat jej się zawalił. I wiecie co? To ja byłam tą, co ją podniosła na duchu. To ja namówiłam ją, żeby spróbowała szczęścia za granicą, znalazła tę pracę przy sadzonkach w Belgii. I co? Teraz jej się powodzi, wszystko się ułożyło. A jak się uprzeć, to można by powiedzieć, że to właśnie dzięki mnie ma teraz taki komfort życia. Ale czy ona pamięta? Czy ma choć krztę wdzięczności? Nic z tego.

Wtedy, jak jej mąż odszedł, to ja byłam przy niej dzień i noc. Płakała, a ja ją pocieszałam, mówiłam, że wszystko będzie dobrze. I naprawdę wierzyłam w to. Pomagałam jej zebrać się do kupy, znaleźć nową pracę, nowe życie. A teraz? Jakby zapomniała, skąd wyszła, kto jej pomagał. Żadnego słowa „dzięki”, żadnej próby odwdzięczenia się.

 

Przeczytaj także: Synowa ubłagała mnie, żebym pomagała co dzień przy wnuku. Nie było mowy, że mam o świcie jeździć autobusem

 

No i co ja teraz mam robić? Udawać, że wszystko jest w porządku przy kolejnej wizycie? Bo przecież nie będę robiła awantury o jakiś prezent. Ale to boli. Boli, bo to moja siostra, a ja czuję, że straciłam ją gdzieś po drodze. Chciałabym, żeby to wszystko było inaczej, żeby zrozumiała, jakie to ważne, by pokazać trochę serca swoim najbliższym. Ale chyba już za późno, żeby coś się zmieniło. No cóż, życie.

Oceń artykuł
TwojaCena
Przyjechała do nas siostra z Belgii. Cóż za skąpstwo?! Nie przywiozła żadnego prezentu dla chrześnicy