Moja siostra zawsze marzyła o dziecku. Odkąd pamiętam, chciała zostać mamą. Kiedy w końcu to marzenie się spełniło, nie spodziewała się, że będzie tak trudno. Ciągłe wybudzenia w nocy, zmęczenie, brak czasu na siebie, na przyjaciół, na swoje pasje. Uprzedzaliśmy ją wszyscy, ale i tak była zdziwiona, że bycie mamą będzie tak wyczerpujące.
Z dnia na dzień, wraz z pogłębiającym się zmęczeniem, zaczynała odczuwać coraz większe niezadowolenie. Niezadowolenie ze swojego życia, swoich bliskich, ale przede wszystkim ze swojego dziecka. Coś w niej krzyczało, że tak dalej być nie może, że potrzebuje czasu dla siebie i dla swoich potrzeb. Czuła się jak w pułapce i nie wiedziała, jak z tego wyjść.
Moja siostra ma dopiero dwadzieścia trzy lata. Nie ma nawet męża, ale już odkąd stała się pełnoletnia, powtarzała, że nie zamierza studiować, chce tylko założyć rodzinę i zostać mamą. Przez dwa lata spotykała się z chłopakiem, z którym później zaszła w ciążę. Kiedy tylko dowiedział się o dziecku, przestał odbierać telefony, wyjechał z miasta, kontakt się urwał. Teraz płaci oczywiście alimenty, zostały zasądzone przed sąd, ale siostra i tak jest ze wszystkim sama. Moi rodzice od razu zapowiedzieli, że mogą od czasu do czasu pomóc, ale nie chcą małego dziecka pod swoim dachem, to już nie na ich wiek. Wynajęli siostrze kawalerkę, którą opłacają i tylko raz, dwa razy w tygodniu przyjeżdżają odciążyć ją od obowiązków.
Ja sama też staram się pomagać. Na co dzień pracuję jako pedagog w domu dziecka, więc mam duże doświadczenie i obycie z takimi maluchami. Dla siostry jednak taka pomoc to najwidoczniej zbyt mało. Z dnia na dzień oznajmiła całej rodzinie, że zamierza zrzec się praw do dziecka. Powiedziała, że wie, jakie będzie to dla niej bolesne, ale to jedyna droga, która pozwoli odzyskać jej wolny czas.
Szczerze, nie mogę tego słuchać, mimo że to moja siostra. Pracując w domu dziecka mam do czynienia z różnymi emocjami, ale patrzenie na łzy dzieci jest najtrudniejsze. A łzy obserwuje się tutaj codziennie – dzieci zmagają się z problemami, z którymi nie powinny mieć styczności w tak młodym wieku. A wszystko przez rodziców, którzy nie poczuwają się do odpowiedzialności nad swoimi pociechami. Najłatwiej jest pozbyć się problemu, a czy dziecko samo chciało przyjść na świat, by teraz cierpieć za błędy rodzica?
Może jestem staroświecka, ale dla mnie idea oddania dziecka jest nie do pomyślenia. Rodzice próbują uświadomić siostrze, że bycie matką to nie tylko obowiązki i trudności, ale też wiele radości i miłości. Przypominają jej o tym, jak bardzo kochała dzieci, kiedy była jeszcze mała i jak marzyła o swojej rodzinie. To, co wydaje się teraz straszne i nie do ogarnięcia, z czasem stanie się naturalną częścią jej życia.
Razem z rodzicami próbujemy odwieść siostrę od takich niepoważnych pomysłów. Proponujemy jej nawet terapię u psychologa, ale nie przynosi to żadnego skutku. Oczywiście nie pozwolimy na to, jeśli siostra nie zmieni zdania, to przejmiemy nad dzieckiem opiekę. Wiemy, że będzie to trudne zadanie, ale jesteśmy gotowi zrobić wszystko, aby miało kochającą rodzinę i nie musiało cierpieć z powodu braku uwagi. Mimo to nie potrafię zrozumieć jej zachowania – wiedziała, że decydując się na dziecko, zgadza się na dzielenie swojego życia z małą istotą. Jak można w jednej chwili zmienić zdanie, jakby dziecko było jedynie zabawką na chwilę?



