Łukasz, mój brat, ożenił się po raz drugi. Z jego pierwszą żoną Anką, nie mieliśmy teraz częstych kontaktów. Ona nie przyjeżdżała do nas, a my nie narzucaliśmy się jej. Razem mieli dwoje dzieci – chłopców w wieku 6 i 4 lat. Po rozwodzie Łukasz wrócił do rodziców i często przyprowadzał chłopców do domu. Nasza mama szalała z radości. Zawsze przygotowywała dla nich jakieś smakowitości, bawiła się z nimi, czytała książki. Bardzo lubiła spędzać czas z wnukami, a chłopcy chętnie do nich przychodzili. A potem mój brat poznał Elizę i synowie zeszli na drugi plan. Eliza była typem kobiety beztroskiej, która niczym się nie przejmowała, dla niej liczyło się tylko tu i teraz.
Po kilku miesiącach spotkań, Łukasz postanowił ożenić się po raz drugi. Po ślubie zamierzał sprowadzić żonę do mieszkania rodziców, ale mama nie chciała na to przystać. Musieli więc wynająć mieszkanie.
Od ślubu minęło już sześć miesięcy, a Łukasz w tym czasie nie przyprowadził dzieci do nas ani razu. -”Łukasz, dlaczego nie przyprowadzasz dzieci do nas?” – zapytała matka, kiedy brat w końcu pojawił się u nich.
„Ania nie pozwala. Albo są chorzy, albo dopiero co wyzdrowieli” – odpowiedział brat, a temat ucichł.
Po dwóch czy trzech tygodniach od tamtej rozmowy, mama wróciła do domu zła jak osa.
„Dziś spotkałam Anię z wnukami. Zapytałam, dlaczego nie pozwala dzieciom przyjeżdżać do nas? A ona wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia i powiedziała, że nigdy nie zabraniała chłopcom kontaktu z dziadkami. To Łukasz powiedział jej, że nie mamy już siły za nimi latać i że na razie nie chcemy, żeby nas odwiedzali. Rozumiesz to?” mama kipiała ze złości.
„Jak on w ogóle śmiał tak powiedzieć?” – ojciec ze zdenerwowania aż się podniósł.
„A no tak, bo mu tak wygodniej. Nasz drogi synuś od prawie pół roku nie przyjeżdża do dzieci, tylko dzwoni” – odpowiedziała mama.
Wtedy rodzice wezwali brata na dywanik.
„Dlaczego? Tłumacz się!” – żądał tato.
„Nie chcę mieć kłopotów z Elizą. Ona nie chce, żeby Ania ingerowała w nasze życie przy pomocy dzieci” – odpowiedział Łukasz.
„Czyli zrezygnowałeś z własnych dzieci dla kobiety. A alimenty chociaż płacisz?” – zapytała mama.
„Gdybym nie wynajmował mieszkania, to bym płacił.” – odpowiedział brat.
Mama załamała ręce, a tata wygłosił mu prelekcje na temat odpowiedzialności, na koniec dodając, że bardzo ich zawiódł i jest im wstyd za niego. Łukasz zdał sobie sprawę, że nikt z nas nie chce go już widzieć. Wstał i wyszedł.
Następnego dnia cała nasza trójka pojechała do Ani. Umówiliśmy się, że będziemy płacić alimenty i zabierać chłopców w odwiedziny.




