– Mamo, nie chciałam Ci tego mówić, ale widziałam Twojego Andrzeja z inną kobietą w kawiarni. I nie zachowywali się jak zwykli przyjaciele – zaczęła Ewa.
– Czy jesteś pewna, że to był on? – zapytałam córkę.
– Tak, mamo. Chcę tylko, żebyś była przygotowana na wszystko. Chcę, żebyś nauczyła się żyć bez niego.
– Dam sobie radę tak czy inaczej.
– Wątpię, mamo.
Rozstałam się z ojcem Ewy dziesięć lat temu. Znalazł nową rodzinę, zostawiając mnie z dzieckiem na rękach. Przeżyłam tę rozłąkę dość boleśnie. Zawsze byłam krucha i bardzo emocjonalna, szczególnie w miłości. Przez kilka lat nie pozwoliłam zbliżyć się do mnie żadnemu mężczyźnie, a Andrzej był pierwszym, z którym postanowiłam zbudować nowe szczęście.
Andrzej dosłownie ożywił mnie, stałam się tak samo radosna i wesoła jak przedtem. On był rozwodnikiem, miał dorosłego syna z poprzedniego małżeństwa, więc mieliśmy podobne historie. Wszystko szło wspaniale, tylko nie wyobrażałam sobie swojego życia bez niego. Po tym, co usłyszałam od córki, nie chciałam w to wierzyć, brakowało mi dowodów.
– Kochanie, może pójdziemy dziś do restauracji?
– Nie, Kochana, pracuję. Może w weekend – krótko odpowiedział Andrzej przez telefon.
Ostatnio naprawdę się zmienił, przestał spacerować ze mną, a co więcej, zaczynał wracać późno do domu, pod pretekstem, że ma dużo pracy. A pewnego razu bezceremonialnie oznajmił:
– Ja odchodzę… mam inną, a ona spodziewa się mojego dziecka. Mam nadzieję, że pozostaniemy dobrymi przyjaciółmi, bez awantur i dramatu. W końcu jesteśmy dorośli.
Po tym, całkowicie się w sobie zamknęłam, przestałam wychodzić na zewnątrz, nie rozmawiałam z ludźmi. Po prostu płakałam całe dnie i nie mogłam dojść do siebie. Po kilku miesiącach, kiedy mi przeszło, Ewa postanowiła zapoznać mnie ze swoim chłopakiem. Spotkanie miało miejsce w restauracji. Już podchodziłam do stolika, kiedy nagle zobaczyłam Andrzeja.
– Po co go zaprosiłaś?
– Mamo, proszę, usiądź, nie denerwuj się. Sprawa jest taka, że syn Andrzeja to mój chłopak – oznajmiła córka.
Nie zdążyłam nawet usiąść na krześle, kiedy zasłabłam. Wezwano pogotowie, a do siebie doszłam dopiero w szpitalu. Nadal nie mogę pogodzić się z tym, co zrobiła mi własna córka. Ten człowiek zniszczył mi życie, płaczę w poduszkę i patrzę godzinami w ścianę, a ona postanowiła, że teraz on i jego rodzina ma być obecna w moim życiu? Jaka jest z niej córka? Nie mogę tego pojąć, że nie widzi jaką krzywdę wyrządza własnej matce. Już nie wiem jak sobie pomóc…




