Kupiłem z żoną nasze wymarzone mieszkanie! A co najlepsze, sprzedającym okazał się być mój ex-teść wraz ze swoją córeczką. To było coś niesamowitego – zobaczyć ich miny, gdy zorientowali się, że to właśnie my staliśmy się nabywcami ich ukochanego lokum!
Moja radość nie znała granic, choć nie wiem, co bardziej mnie uszczęśliwiało: fakt posiadania nowego mieszkania czy wymalowana złość na twarzach mojego byłego teścia i mojej byłej żony.
Poznałem Kasię, moją byłą żonę, wiele lat temu i od początku byłem nią zafascynowany. Była dla mnie wszystkim – miłością, przyjaciółką, partnerką. Jednak od samego początku naszej znajomości wiedziałem, że będzie ciężko. Mój teść, Marek, od zawsze miał do mnie jakieś ale. Nigdy nie przyjął mnie do rodziny, nazywając mnie nierobem i darmozjadem.
Pracowałem, studiowałem, nie piłem, nie paliłem, dbałem o porządek i zawsze starałem się być wsparciem dla Kasi. Ale dla Marka to było za mało. Byłem dla niego intruzem, który tylko chciał przejąć ich „duży majątek”. Teść uważał, że są nie wiadomo jak bogaci, a to za sprawą tego, że dostali w spadku po zmarłej babci mieszkanie w Warszawie. Teść chwalił się nim dookoła, jakby sam na nie zapracował.
Po ślubie chciałem z żoną wyjechać i zacząć jeszcze lepiej zarabiać, więc zaproponowałem, że skoro mieszkanie stoi puste, to może byśmy przeprowadzili się do stolicy, tam byłoby nam łatwiej. Kasia nie miała nic przeciwko, ale teść jak tylko się dowiedział, wpadł w szał.
– Prędzej umrę, niż pozwolę ci się do tego mieszkania wprowadzić! – to zdanie słyszałem niemal codziennie. Każde moje „dzień dobry” było kwitowane jednym słowem: „darmozjad”.
Małżeństwo z Kasią, choć zawarte z miłości, nie wytrzymało presji. Niecały rok po ślubie podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Marek, widząc, że jego córka cierpi, ani raz nie stanął po jej stronie, tylko jeszcze bardziej się na mnie uwziął.
Nasz rozwód był dla teścia jak wygrana w loterii, dla mojej byłej żony zaś – potwierdzeniem, że popełniła błąd. Ojciec znalazł jej jakiegoś godnego mężczyznę, wzięli nawet ślub cywilny, ale później z tego, co mi wiadomo, ten człowiek ich naciągnął na dużą sumę i nawet wziął na żonę jakieś pożyczki. Nic dobrego, ale były teść i tak nie przejrzał na oczy.
Lata później los znowu nas połączył, tym razem podczas transakcji kupna mieszkania. Poznałem kobietę, Jolę, spotykaliśmy się ponad rok, a parę miesięcy temu wzięliśmy ślub i postanowiliśmy na kredyt kupić wspólne mieszkanie. Oglądaliśmy długo mieszkania, jeździliśmy, spotykaliśmy się z agentami nieruchomości. I raz Jola znalazła coś, co przykuło moją uwagę. Jak nic było to mieszkanie byłego teścia! To był szok, gdy zrozumiałem, że to właśnie mieszkanie Marka. Lokalizacja była dobra, metraż też, a cena znośna, widać że chcieli się go szybko pozbyć. Wiedzieliśmy, że musimy je kupić.
Kiedy przyszło do finalizacji transakcji, postanowiłem z żoną, że nie pojawię się osobiście, aby uniknąć niepotrzebnych emocji. Przecież znałem to mieszkanie, jeździłem tam, kiedy byłem z Kasią. U notariusza wszystko przeszło bezproblemowo, dałem wszystkie upoważnienia i sprzedaż mieszkania odbyła się bez mojego udziału. Co ciekawe, moje nazwisko było na dokumentach, notariusz nawet wyczytał je dwa razy, ale teść się chyba nie połapał, bo bez zawahania podpisał.
A kiedy Marek dowiedział się, że to my jesteśmy kupcami, próbował odwołać sprzedaż, ale było już za późno. Umowa została podpisana, a my staliśmy się właścicielami.
Przeczytaj także: Omal porwali moje dziecko, nie wiem, co robić! „Tato, dlaczego wysłałeś po mnie wujka?”
Najzabawniejsze było to, że mój były teść nie rozpoznał mnie podczas rozmowy telefonicznej. Kiedy jednak przyszło do fizycznego przekazania kluczy, rozpoznanie nastąpiło. Marek krzyczał, groził mi, że wszystko unieważni.
Teść zawsze mówił, że nigdy nie pozwoli mi wejść do tego mieszkania. A teraz? Teraz to ja jestem panem na włościach, które kiedyś były jego dumą. Mam nadzieję, że gdziekolwiek teraz jest, czuje ten sam ból i żal, co ja kiedyś. To moja mała zemsta, choć w głębi serca wolałbym, aby wszystko potoczyło się inaczej.

