Starsza kobieta siedziała na ławce i karmiła gołębie nasionami. Na drugim końcu ławki siedział starszy mężczyzna. Czytał on żółknące strony starej książki. Siedzieli w ciszy, prawie codziennie w tym samym miejscu. Nie znali się nawet. Po prostu siedzieli naprzeciwko siebie, kiwali głowami na powitanie i kontynuowali swoje czynności. Ale wtedy chmury zebrały się nad nimi, park opustoszał, wszyscy uciekli do schronienia. A dwójka starszych ludzi kontynuowała siedzenie na ławce. Zaczęło padać. Kobieta od razu otworzyła swój stary, kwiecisty parasol.
Zmarzniesz tak. Lepiej wróć do domu, przecież siedzisz tylko w swetrze, – zwróciła się do mężczyzny.
– Po co wracać do domu, tam i tak nikt na mnie nie czeka. Lepiej tu na świeżym powietrzu.
– A żona nie czeka?
– Nie, zmarła pół roku temu.
– Współczuję, mój mąż też zmarł, miesiąc temu.
Kobieta opowiedziała, że mąż był bardzo podobny do tego nieznajomego mężczyzny. Równie uparty, nie lubił wracać do domu, też spacerował. Tak trafił na deszcz, bardzo się przeziębił. Jego płuca były bardzo słabe, zmarł.
Nieznajomy mężczyzna dosiadł się do kobiety, a parasol zaczął chronić obydwoje przed zimnymi kroplami. A kiedy deszcz się skończył, mężczyzna wdychał wilgotne powietrze pełnymi piersiami.
– Po co więc to wszystko? Po co żyjemy tak bezsensownie, skoro możemy umrzeć tak nagle?
– Dla tego… Popatrz dookoła, mokre zielone drzewa, jasne niebo. To takie piękne.
– Tak, naprawdę, piękne, – zgodził się mężczyzna.




