Usmażyłem dziś ziemniaki, otworzyłem słoik kiszonych ogórków. Minął dokładnie rok od kiedy odeszła moja Halina. Nagle ktoś zapukał do drzwi. To Ty?, uśmiechnąłem się, widząc na progu sąsiadkę Bogumiłę, i zaprosiłem ją do stołu. Posiedzieliśmy, pomilczeliśmy, wspominając Halinę. Wtedy wyciągnąłem z kieszeni jakiś list w kopercie. Bogusiu, ten list dała mi Halina tuż przed odejściem, wyjaśniłem i wręczyłem go sąsiadce. Ale przecież to dla Ciebie, zdziwiła się Bogumiła. Przeczytaj, zrozumiesz, powiedziałem cicho. Otworzyła kopertę, przeczytała… i aż westchnęła.
Zięć obiecał przyjechać po Bogumiłę w sobotni poranek. Szkoda wyjeżdżać z działki, ale to już końcówka października. Wodę zakręcili, trzeba wracać do domu.
Bogusia! Bogumiło Rajmundowno, jesteś w domu?, zapukałem do drzwi sąsiadki.
Wejdź, Janku, jeszcze się pakuję. Zięć ma przyjechać pojutrze. Pewnie znowu mnie zgani, że tyle toreb narobiłam! Ale co zrobić przecież to nie moje rzeczy, tylko warzywa i przetwory. Jabłka ususzyłam, rok był jabłkowy. Ogórki, leczo, dżemy przecież nie zostawię, dla kogo to robiłam, jak nie dla nich? Sama niewiele potrzebuję.
I nie mów, Bogusiu. Ja też jeszcze trochę tu posiedzę. Pięknie teraz, jesień. Halina kochała jesień najbardziej. A wiesz, czemu zaszedłem? Pamiętasz, jak kiedyś wszyscy razem zamykaliśmy sezon na działkach? Twój Rysiek jeszcze był… Dzieci małe, wszędzie czysto, a teraz trochę zarosło. Ach, jakie one, te młode jabłonki były… Kto by wtedy pomyślał? Po co cię prosiłem dziś mija rok od śmierci Haliny. Chciałbym powspominać… W dwójkę raźniej. Może wpadniesz do mnie? Usmażyłem ziemniaki, pogadamy o Halince. I mam do Ciebie też jedną sprawę do omówienia. Przyjdziesz?
Pewnie, Janku, masz tu jeszcze ogórków kiszonych. Wpadnę za pół godziny, muszę tylko pozbierać rozrzucone rzeczy.
Przyjaźniliśmy się rodzinami przez wiele lat. Domy stawialiśmy razem, sady sadziliśmy razem, pomagaliśmy sobie. Latem świętowaliśmy urodziny, dzieciaki wszędzie biegały, radość i gwar. Lato było małym życiem, co roku przeżywanym wspólnie. Teraz latem do Bogumiły przyjeżdżają wnuki i nie ma czasu na samotność. Rysiek odszedł już siedem lat temu. Ale ja i Halina zawsze byliśmy z nią po sąsiedzku. No, byliśmy… Halina zeszłej jesieni odeszła. Jeszcze się chwaliła, jak zrzuciła kilka kilogramów i jak świetnie wygląda. A potem… To lato dziwne było. Ja bez przerwy szukałem sobie zajęcia, przekopywałem grządki, choć nie było komu siać Haliny nie było. Słychać było tylko, jak coś robię w szopie, a potem narzekam pod nosem, bo nic nie wychodzi. Bogusi wnuków nie dowozili prawie wcale. Sami nie wiemy, dla kogo tyle siejemy i pielęgnujemy. podlewamy, pielenie i tak mijały dni.
Westchnęła, przebrała się i przyszła, bo obiecała.
Czekałem na nią. Na stole ziemniaki smażone, pomidory, ogórki kiszone Bogusi:
Siadaj, Bogusiu. Jutro moje dzieci przyjeżdżają. A dziś wspomnijmy Halinę. Zobacz, mam nasze stare zdjęcia. Tu Rysiek z Tobą sadzi wiśnię, a tu wróciliśmy z grzybami z lasu kosze pełne! A tu ognisko, patrz, Halina mruży oczy Nalałem nalewki za naszych. Za moją Halinę i Twojego Ryśka. Posiedzieliśmy chwilę w milczeniu, zagryźliśmy ogórkiem. Wyciągnąłem kopertę z kieszeni:
Bogusiu, nie zdziw się tylko, wysłuchaj mnie. Halina zeszłej jesieni odchodziła na moich oczach. Z działki zjeżdżaliśmy wtedy w sierpniu, trzymała się dzielnie, nie narzekała, choć wszystko oboje rozumieliśmy. Przez ostatnie tygodnie powtarzaliśmy całe nasze życie, oglądaliśmy stare filmy, wszystko razem. Któregoś dnia mówi do mnie: Janku, obiecaj mi, że zrobisz to, o co Cię poproszę. To będzie mój testament. Tylko nie protestuj, oboje wiemy, co będzie dalej. I wręczyła mi tę kopertę. Napisała specjalnie i wiedziała, że nie wyrzucę. Proszę, przeczytaj podałem Bogusi list.
Ale przecież to dla Ciebie…
Przeczytaj, zrozumiesz wszystko.
Bogumiła otworzyła kopertę i wyciągnęła kartkę, napisaną charakterystycznym pismem Haliny:
Janku, kochany, co zrobić muszę odejść pierwsza. Ale życie trwa dalej, żyj także za mnie! Zostawiam Ci w testamencie szczęście. To nie znaczy, że mnie zapomnisz, nie mogłabym tego chcieć. Po prostu nie stanę się spokojna, jeśli z góry będę widzieć, jak się męczysz. Nie bój się być szczęśliwy, przecież kochaliśmy życie! Chcę, żebyś nie był sam. Może spotkasz jeszcze kogoś i to dobrze. Najchętniej widziałabym przy Tobie Bogusię. Sądzę, że Cię lubi. Jest bardzo dobrą osobą, zrozumie wszystko. Zaproponuj jej, by zamieszkać razem Wam obojgu będzie lepiej. Przecież zawsze stawialiśmy czoła wszystkim przeciwnościom. Proszę, żyj mimo trudności, Janku. Twoja Halinka.
Bogumiła czytała raz, drugi, spojrzała na mnie.
Obiecałem Halinie, że zrobię tak, jak poprosiła, jak w testamencie. Chciałem Ci powiedzieć i pozwolić Ci samodzielnie zdecydować, mówiłem zdenerwowany, Bogusiu, spróbujmy. Łączy nas długa przyjaźń, to ogromna wartość. Nie ma nas za co potępiać. Żyć i cieszyć się każdym dniem to dar, a rozpacz to grzech. Zostań moją żoną, Bogusiu, obiecuję, nie będziesz żałować.
Było jej trudno odpowiedzieć, niespodziewana rzecz. Spojrzała na mnie i powiedziała jest w tym sens:
Janku, dobrze, muszę pomyśleć. Powiem zięciowi, że nie zdążyłam się spakować, zostanę tydzień dłużej.
Tak się umówiliśmy, a Ja odprowadziłem Bogumiłę do domu.
Ciężko jej było tej nocy usnąć. Trudna decyzja. Całe życie stanęło przed oczami. Nad ranem śnił jej się Rysiek. Stoi, uśmiechnięty Na co czekasz, Bogusiu? Razem zawsze raźniej. Wyjdź za Janka, ja nie mam nic przeciwko, a nawet się cieszę. Moja Bogusia nie będzie już sama.
Następnego lata znieśliśmy płot między działkami. Wnuków u nas zrobiło się dwa razy więcej, niech biegają! Zmajstrowałem huśtawki, przekopałem grządki Bogusia posadziła w nich chyba wszystko. Dla naszej wielkiej rodziny starcza. Wnuczki pomagają babci w ogrodzie każda ma swoją grządkę. Dzieci odwiedzają nas w weekendy, ciesząc się, że rodzice nie są już samotni, wspierają się i pomagają sobie.
Może znajdą się tacy, którzy nas osądzą. Ale Halina i Rysiek patrzą na nas z góry i się uśmiechają. Jej testament szczęścia wypełniony. Bo życie, pomimo wszystko, naprawdę toczy się dalej.
Nauczyłem się dziś jednego szczęście nie przychodzi samo, trzeba je przyjąć wtedy, gdy los drugi raz daje szansę.



