Dostaliśmy od teściowej parę groszy dla wnuka. Teraz nam wmawia, że bez jej pieniędzy wylądowalibyśmy na ulicy

Teściowa nie pomaga nam szczególnie finansowo, wszystko robimy za swoje, a ona nam wmawia, że bez jej pieniędzy nie poradzilibyśmy sobie ani jednego dnia…

 

Moja teściowa przyjechała z Niemiec na dwie niedziele. Mieszkamy z mężem w jej dwupokojowym mieszkaniu. Przeprowadziliśmy duży remont, wymieniliśmy nawet niektóre meble.

Ma też córkę i wszystkie pieniądze, jak rozumiem, trafiają do jej rodziny. Teściowa tłumaczy wszystko tym, że zapewniła nam dach nad głową. Ale ja nawet nie jestem zameldowana w tym mieszkaniu. Chociaż, jestem jej bardzo wdzięczna i do końca życia będę wdzięczna, bo obiecała, że kiedyś przepisze to mieszkanie na naszego syna, a jej wnuka.

Ale nie o to chodzi. Wszystko, co nam wysyłała przez te pięć lat, odkąd jestem synową, to mojemu mężowi może z dwieście złotych z okazji jego urodzin i naszemu synowi, kiedy się urodził. Na jego urodziny stara się raczej wysyłać jakieś drobne upominki, zabawki, czasem nowe ubrania…

W przeciwieństwie do swojej córki ani razu nie wysłała mi przelewu w euro. Ale niech tak będzie. Człowiek pracuje normalnie i zarabia, nie jesteśmy biedni. Nasz syn nie ma jeszcze trzech lat. I tak się złożyło, że na noc, a czasem i w dzień, zakładałam mu pampersa.

 

Przeczytaj także: Znalazłam w szafce męża złote kolczyki. Kto tak postępuje, kiedy w domu czeka żona z dzieckiem?

 

No cóż, dziecko nie zawsze akceptuje nocnik i tyle. Naprawdę mam nadzieję, że z czasem z tego wyrośnie, ale teraz jest jak jest.

I tak teściowa, kiedy przyjechała i zobaczyła, że ​​w nocy zakładam dziecku pampersa, zaczęła krytykować, że jestem złą matką, bo jeszcze nie nauczyłam go korzystać z nocnika.

Ale dlaczego tylko ja jestem winna? Czy syn nie ma ojca?!

Ale potem było jeszcze lepiej. Zaczęła swoją przemowę rano przy kawie:

– Gdyby nie moje pieniądze, które tak ciężko zarabiam za granicą, szybko przyzwyczajałabyś dziecko do nocnika. Zepsułam Cię. Kupujesz te pieluchy za moje pieniądze.

Szczerze mówiąc, byłam w szoku. Jakie pieniądze??? Czy ma na myśli te, które dała na chrzciny i kupiliśmy za nie łóżeczko i wózek?

Powiedziałem już mężowi, żeby nie brał od niej ani grosza, ale on i tak zrobi swoje, nie będzie oglądał się na to, co mówię.

I tak sobie pomyślałam, że nie mam wyboru, przy pierwszej okazji muszę z dzieckiem wyprowadzić się z jej mieszkania. Ona nie da nam spokoju. W jej głowie wciąż jest myśl, że gdyby nie ona, żylibyśmy z dzieckiem na ulicy.

Oceń artykuł
TwojaCena
Dostaliśmy od teściowej parę groszy dla wnuka. Teraz nam wmawia, że bez jej pieniędzy wylądowalibyśmy na ulicy