Córka z zięciem dostali rachunek za gaz na 1000 złotych. A wnuczki nie chcą wysłać na zimowe ferie

Wyobraźcie sobie, córka z zięciem dostali rachunek za gaz na tysiąc sto złotych. Tysiąc sto! W dzisiejszych czasach to majątek. A wnuczka, biedactwo, chciała pojechać na zimowe ferie na narty z koleżankami, ale słyszy, że nie ma pieniędzy. Tak mi wnuczka, Zosia, ostatnio mówiła, cała zapłakana. Serce mi się krajało na ten widok.

 

Jak tam byłam u nich, Zosia pokazała mi ten rachunek na laptopie ojca. I co ja widzę? Ponad tysiąc na gaz! Co oni tyle ogrzewają? Zosia mówi, że rodzice lubią mieć cieplutko, ale to już chyba przesada. Ot, otwierają okna, jak w domu za gorąco, a tu przecież z kaloryferów paruje. A jak przychodzi co do czego, to dla niej, dla dziecka własnego, już nie ma na wyjazd.

No i jak tu się nie złościć? Z jednej strony rozumiem, że każdy lubi ciepło i komfort, ale przecież to nie jest normalne, żeby za ogrzewanie płacić jak za zboże. A dziecko? Ona co? Ma cierpieć, bo rodzice nie potrafią oszczędzać? Zosia taka smutna, marzyła o tych nartach, a tu nic z tego.

I co ja mam teraz zrobić? Przecież nie zostawię tego tak. Może porozmawiać z córką, zasugerować, żeby trochę uważali z tym ogrzewaniem. Bo przecież nie tylko rachunki rosną, ale i Zosia rośnie, potrzebuje poznawać świat, budować wspomnienia. Nie może być tak, że przez nieodpowiedzialność dorosłych dziecko cierpi.

Swoją drogą, zastanawiam się, czy to w ogóle zdrowe, takie przegrzewanie mieszkania. Ludzie mówią, że lepiej jak jest chłodniej, zdrowsze to dla organizmu. Może by tak córka z zięciem się zastanowili, zamiast wywalać pieniądze w błoto? Bo przecież każdy grosz się liczy, a tu taka suma na gaz!

I jeszcze jedno. Czy powinnam wnuczce ten wyjazd zasponsorować? Bo ja choć jestem stara i w innych czasach wychowana, to dla mnie to niewyobrażalne, żeby dziecko nie mogło pojechać na ferie, bo rodzice wolą mieć cieplej w domu. Rozumiem, że każdy ma swoje priorytety, ale przecież trzeba też myśleć o innych, zwłaszcza o własnych dzieciach. Za moich czasów może i takich wyjazdów nie było, ale ja pamiętam jak na wszystkim oszczędzałam, żeby swoim dzieciom użyć i dać choć trochę radości.

 

Przeczytaj także: Od siedmiu lat pracuję w szpitalu jako lekarz. A nie potrafiłam uratować własnego ojca i matki

 

Tak sobie myślę, że może warto byłoby też porozmawiać z Zosią, wytłumaczyć jej, że czasem nie mamy wpływu na niektóre rzeczy. Że nie zawsze można mieć wszystko. Ale z drugiej strony, co dziecko jest winne? Ona nie chciała dużo, taki wyjazd z koleżankami, to nie są nie wiadomo jakie luksusy.

Trochę mi lżej, jak to wszystko wyrzuciłam z siebie. Ale nadal się martwię. Trzeba będzie to jakoś rozwiązać. Nie może być tak, że przez rachunki cierpi dziecko.

Oceń artykuł
TwojaCena
Córka z zięciem dostali rachunek za gaz na 1000 złotych. A wnuczki nie chcą wysłać na zimowe ferie