Ciągle słyszy się o tym, że synowe nie chcą mieszkać z teściowymi. I ja też tego nie chciałam.
Wzięłam ślub 15 lat temu i od razu po nim postawiłam warunek, że mamy mieszkać osobno, bez rodziców. Na początku wynajmowaliśmy mieszkanie, ale w końcu zdaliśmy sobie sprawę, że musimy kupić własne. Zanim zdecydowaliśmy się na to, zaszłam w ciążę. Wzięcie kredytu stało się niewykonalne, więc dalej wynajmowaliśmy. Teraz nasz syn ma już 10 lat i chce mieć swój pokój, a nam też nie uśmiecha się spanie w salonie. Musimy poszukać czegoś większego, więc mój mąż często proponuje, by zamieszkać w domu z jego mamą.
Mój teść zmarł kilka lat temu, więc teściowa teraz mieszkała sama. Często ją odwiedzamy i pomagamy w pracy przy gospodarstwie. Teściowa ma też drugiego syna, ale on kocha wielkomiejskie życie i przyjeżdżanie na wieś, do mamy, wydaje się być poniżej jego godności. Często zazdroszczę mu i jego rodzinie, bo powodzi im się o wiele lepiej niż nam, więc nie są zainteresowani domem teściowej, a wręcz przeciwnie, jest dla nich ciężarem.
Mimo perspektywy pięknego i dużego domu, cieszę się, że nie zgodziłam się na zamieszkanie z teściową. Zawsze, kiedy do niej przyjeżdżam, rozkazuje mi i mówi, co mam robić. Nawet wyjść do sklepu sama nie mogłam bez jej zgody. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak okropne byłoby przebywanie z nią, w jednym domu, każdego dnia. Najgorsze jest to, że staje się coraz starsza i w końcu nie będzie w stanie sama się sobą zająć. Nie chce słyszeć o przeprowadzce czy sprzedaży domu. Młodszy syn też się nią nie zajmie, bo od dawna nie utrzymuje z nią kontaktu. Z moim mężem łączą ją dużo lepsze stosunki. Niestety, wszystko wskazuje na to, że to my będziemy musieli kiedyś się tam wprowadzić, by się nią zająć. Nie wiem, jak to zniosę. Na pewno nie pozwolę na to, by mną pomiatała. Poza tym mieszkanie na wsi to nie jest spełnienie moich marzeń.
Boję się przyszłości i mam nadzieję, że dzień, w którym będę musiała się tam przeprowadzić, nigdy nie nadejdzie.




