– To dziecko na pewno nie jest moje, nie jest nawet do mnie podobne! – krzyczał zięć do mojej córki.
– Jak możesz tak mówić o swoim synu, zrobiłeś nawet test DNA, a i to Ci nie wystarczy?
– A może to Ty go podrobiłaś albo przekupiłaś lekarza, skąd mam wiedzieć?
– Skąd miałbym wziąć pieniądze na sfałszowanie testów?
– Może to pieniądze od prawdziwego ojca, żeby wcisnąć mi jego dziecko.
– Czy Ty rozumiesz co mówisz? Wszystkie dzieci są takie, na początku nie są podobne do nikogo.
– Nie chcę już od Ciebie niczego słyszeć, pakuj swoje rzeczy i do wieczora ma Cię tutaj nie być – krzyknął i trzasnął drzwiami.
Moja córka załamana nie wiedziała co zrobić. Kiedy dziecko zasnęło, zadzwoniła do mnie i mówiła roztrzęsionym głosem:
– Mamo, on mnie wyrzucił. Marek nie wierzy, że dziecko jest jego.
– Powiem wszystko tacie, przywiezie Cię do naszego domu.
Jest mi żal córki, ale od samego początku ostrzegaliśmy, by za niego nie wychodziła. Już od pierwszego dnia znajomości zdawał nam się człowiekiem, który nie nadaje się do założenia rodziny.
Córka miała dwadzieścia lat, właśnie zerwała z chłopakiem, a w jej życiu pojawił się właśnie Marek. Nie kochała go, chciała tylko udowodnić swojemu byłemu, że nie cierpi z powodu ich rozstania. To było niedorzeczne, ale co można zrobić? Kilka miesięcy później wzięli ślub. I wtedy córka zorientowała się, że jest w ciąży.
Mąż od razu założył tylko kurtkę i wsiadł w samochód. Pomógł naszej zapłakanej córce spakować swoje rzeczy i w trójkę przyjechali do domu. Minął zaledwie miesiąc, córka dochodzi do siebie, a dziecko jest u nas szczęśliwe.
Tylko co z tego, skoro Marek już zdążył wykonać tysiące telefonów i wiadomości. Żałuje swojej decyzji i prosi, by wrócili. Tłumaczę córce, że to tylko chwilowa zmiana, skończy się znów płaczem i pakowaniem walizek. Ona jednak nie daje nawet przemówić sobie do rozsądku. Chce do niego wrócić, bo uważa, że dziecko potrzebuje ojca. Ale on nie robi przecież tego dla dziecka, tylko dla siebie…




