Niespodzianka od byłego
Krzysiek, zaczekaj! wołała przez otwarte okno Daria.
Ale chłopak jej nie usłyszał.
Już siedział we własnym samochodzie i odpalał silnik. Daria chwyciła więc telefon i rzuciła się do drzwi.
Biegnąc po schodach z czwartego piętra na parter, kilkukrotnie wybierała jego numer. Niestety, nie odbierał. W głowie kołatała tylko jedna myśl: Byle zdążyć!
Jej modlitwa chyba została usłyszana. Kiedy jak burza wypadła na podwórko przed blokiem, Krzysiek dopiero grzał silnik.
Zobaczywszy ją bez kurtki, mocno się zdziwił i opuścił szybę:
Co się stało? Wyglądasz, jakbyś ducha zobaczyła!
Pod twoim autem kot
Daria zdyszana, ledwo wykrztusiła słowa. Zamiast tłumaczyć, opadła na kolana i zaczęła czołgać się pod samochód, nie zwracając uwagi na mokry śnieg i brud na spodniach.
Gdy po chwili wynurzyła się, trzymając wychudzonego, zmarzniętego kota, Krzysiek stał przy niej z kompletnym niezrozumieniem na twarzy.
Daria, co ty wyprawiasz? Co za cyrk?! Przecież spieszę się do pracy!
On tam siedział! Zauważyłam go z okna. Bałam się, że jak ruszysz
Kto siedział? Kot?! parsknął Krzysiek. To z powodu kota taki dramat? Bez przesady
Myślisz, że koty nie chcą żyć? zdziwiła się.
Wiesz co Gdyby chciał żyć, to by się tam nie chował. A nawet jeśli, to spłoszyłby się, jakbym odpalił auto. Niepotrzebnie się przejmujesz.
Nie uciekłby, Krzysiek Popatrz na niego: ledwo ma siłę się patrzeć, nie mówić o miauczeniu. Ty byś uciekł na jego miejscu?
Dobra, jesteś bohaterką, uratowałaś kota. Jak wrócisz, możesz zjeść cukierka z wazy, a na fejsie napisać posta. A teraz muszę jechać, zaraz się spóźnię. Do zobaczenia.
Daria przytuliła kota i patrzyła za oddalającym się autem.
Nie mogła zrozumieć, skąd u Krzyśka tyle oziębłości. Dawniej tego nie widziała.
Spojrzała na kota rzeczywiście był bardzo słaby. Ale w jego oczach zobaczyła wdzięczność. Tak, dokładnie! Był jej wdzięczny.
Wróciła do mieszkania z kotem, szybko się ubrała, zabrała oszczędności, po czym zamówiła taksówkę.
Dokąd jedziemy? zapytał wesoło kierowca, gdy wsiadała na tył.
Prosiłam przez telefon: do przychodni weterynaryjnej. Im szybciej, tym lepiej.
A, już pamiętam! Z kotem coś się stało? spojrzał na nią w lusterku.
Potrzebuje pomocy.
Rozumiem, więcej nie pytam. Znam taką dobrą przychodnię dogadamy się?
Najlepsza, jaka jest.
Tam właśnie zaraz państwa podwiozę. Lekarze mają złote ręce uratowali już niejedno zwierzę, składają w całość, jak z klocków.
Piętnaście minut później Daria czekała w przychodni, aż lekarz ją przyjmie. Wielu ludzi dookoła. Wszyscy z własnymi pupilami, własnymi zmartwieniami
Co się stało waszemu? zagadnęła starsza pani z ratlerkiem na rękach.
Nie wiem. Znalazłam go pod samochodem. Chyba całą noc tam spędził, na mrozie
Na mrozie?! aż się przeraziła pani. To wie pani co, niech pani wchodzi przede mną. My z Pupilem tylko na rutynowy przegląd, a tu życie na wagę złota
Serio? Pozwoli mi pani wejść?
Oczywiście. Swoi ludzie
Wreszcie Daria usiadła w gabinecie lekarza. Nie mogła usiedzieć w miejscu denerwowała się.
Po oględzinach trzeba było czekać jeszcze na wyniki. Czas okropnie się dłużył. Krzysiek kilka razy dzwonił, lecz Daria odrzucała połączenia nie miała głowy do rozmów.
Słuchajcie pani powiedział nareszcie lekarz, z miną zamyśloną. Rozumiem, że kot z ulicy?
Tak, siedział pod autem. Ile, nie wiadomo, ale możliwe, że całą noc
Ma odmrożenia, ale przede wszystkim zaraził się różnymi chorobami. Kuracja potrwa długo i będzie kosztować. Pytanie, czy jest pani gotowa wziąć za niego odpowiedzialność? Jeśli nie, znajdziemy mu inną rodzinę, która się podejmie.
Daria przypuszczała, że kot wymaga leczenia, ale nie spodziewała się aż takiej skali. Spojrzała mu w oczy.
Nie błagał patrzył z wdzięcznością, jakby mówił: Jak się poddasz, zrozumiem.
Jestem gotowa! powiedziała pewnie. Zaopiekuję się nim, choćby przez całe życie.
Dobrze uśmiechnął się lekarz. Zostawimy go u nas na dwa tygodnie. Potem przekażę pani całą kurację i niezbędne zalecenia.
Bardzo dziękuję, głos jej się załamał.
To raczej my dziękujemy. Takich ludzi jak pani dziś mało.
Daria pogłaskała kota i obiecała, że wróci po niego.
Kot uwierzył. Nawet ostatnim wysiłkiem zamiauczał na pożegnanie.
Do domu wróciła dopiero wieczorem, wykończona. Chciała tylko paść do łóżka, bo rano trzeba było iść do pracy. Ale marzenia nie miały się spełnić Bo w domu czekał Krzysiek. Był wściekły.
Daria! Gdzie ty latasz?! Dzwoniłem tyle razy, zero odzewu. Co jeszcze za rewelacje?!
Przepraszam, miałam ciężki dzień odpowiedziała, zdejmując płaszcz i odstawiając buty chłopaka, jak zwykle rzucone przy drzwiach.
Ciekawe Przecież masz dziś wolne. Co robiłaś, że jesteś taka padnięta?
Cały dzień byłam z kotem u weterynarza.
Z którym kotem?! O czym ty mówisz?
Z tym, którego dziś rano spod twojego auta wyciągnęłam. Słuchaj, ja naprawdę mam dosyć sił. Może pogadamy jutro?
Nie! Chcesz mi powiedzieć, że zmarnowałaś dzień przez jakiegoś dachowca? Dobrze rozumiem?
Kot to kot, potrzebował pomocy! Inaczej by zdechł
A mnie nic nie jest, że tu padam z głodu?! Wróciłem ciebie nie ma, żarcia też.
Krzysiek, nie jesteś dzieckiem westchnęła. W zamrażarce są pierogi. Mogłeś nastawić wodę i sam sobie ugotować. Wiem, że wolisz inne obiady, ale jak umierasz z głodu
Pierogi? To chyba ja siebie na śmietniku znalazłem, żeby jeść pierogi? I ja harowałem cały dzień, ty miałaś wolne. To kto powinien gotować?
Mimo zmęczenia, Daria poszła na kuchnię i zrobiła Krzyśkowi to, co lubił na kolację.
Nie zasłużył, ale nie miała ochoty ciągnąć kłótni. Nawet nie podziękował.
Po dwóch tygodniach Daria odebrała kota ze schroniska i przywiozła do domu.
Już wcześniej kupiła mu wszystko potrzebne, ale Krzyśkowi nic jeszcze nie pokazywała, żeby nie robić afery.
Naprawdę nie wiedziała, jak mu powiedzieć, że Miron, bo tak dała mu na imię, od dziś zostaje z nimi. Ale mieszkanie przecież jej, a Krzysiek nawet nie planuje się oświadczać
Niestety, przeliczyła się. Gdy Krzysiek zobaczył kota, wpadł w szał.
Ty kota z ulicy przyciągnęłaś do domu?! Daria, zmysły cię opuściły?
Uspokój się. Uratowałam go, więc biorę za niego odpowiedzialność.
Wiesz, ile wydałaś już na leczenie? A ile jeszcze wydasz?!
Skoro moje pieniądze, to mogę wydawać, jak chcę. Ty też się nie tłumacz przede mną, ani zakupów specjalnie nie robisz, tylko się stołujesz, gdzie popadnie.
Tłumaczyłem, że auto kosztuje, a w pracy mam pod górkę. Po co odwracasz kota ogonem? Chodzi o tego kotka!
Miron, tak ma na imię.
Już nawet imię wymyśliłaś?! Może psychiatry trzeba ci poszukać!
Daria spała osobno. Na szczęście miała dwa pokoje. Całą noc myślała
O swoim związku z Krzyśkiem, który ostatnio zaczął się psuć. Stał się wymagający, nawet upokarzał ją przed ludźmi. Sygnał alarmowy. Postanowiła dać mu jeszcze jedną szansę.
Niestety, nie skorzystał z niej. Dalej awanturował się przez kota na ulicę z nim! i coraz gorzej ją traktował. W końcu Daria zebrała się na odwagę. Powiedziała:
Krzysiek, nie kocham cię. Zresztą ty mnie też nie kochasz. Nie męczmy się.
O co ci chodzi?
Jutro, jak wstaniesz, zabierz swoje rzeczy i wyprowadź się. Mam już dość kłótni. Potrzebuję spokoju.
Kota sprowadzasz bez uzgodnienia, a ja niby robię kłótnie?
Po prostu: jeśli nie akceptujesz tego, że kot z nami zamieszka, to nie powinniśmy być razem. Znajdź sobie kogoś, kto nie kocha zwierząt. A najpierw kup sobie mieszkanie tam możesz rządzić.
Akcja rozpadu przypadła akurat na dzień wolny Darii lepiej się nie dało.
Krzysiek próbował jeszcze się tłumaczyć, ale zaraz znowu wybuchał na samą wzmiankę o kocie. Daria wiedziała, że dobrze zdecydowała szczęścia z nim nie zazna.
Zaczął się pakować koło południa. Daria go przyspieszała, ale ociągał się, jakby na coś czekał.
Daria piła herbatę w kuchni, kiedy zadzwoniła szefowa:
Daruś, wiem, że prosiłaś dziś o wolne, ale bez ciebie sobie nie poradzimy!
Pani Olu, bardzo niewygodny moment Daria spoglądała na Krzyśka, który z wściekłością pchał ciuchy do torby.
Musiał jeszcze zabrać komputer i narzędzia z balkonu.
Dariuszka, to tylko godzinka. Proszę cię, bardzo mi zależy. Sama wiesz, że dzwonię tylko w wyjątkowych sytuacjach.
Daria westchnęła ciężko, dopiła herbatę, zaczęła się zbierać. Krzyśkowi powiedziała, by klucze wrzucił do skrzynki pocztowej. Odpowiedział tylko ponurym spojrzeniem, aż ją ciarki przeszły.
W pracy potrzymali ją krótko. Po czterdziestu minutach wzięła taksówkę.
Jak tam kotek? zagadnął taksówkarz.
Rozpoznała go ten sam, co wtedy, gdy wiezła kota do weterynarza.
Dziękuję, już lepiej. Można szybko do domu?
Jasne, proszę bardzo.
Na klatce sprawdziła skrzynkę kluczy nie było. Samochodu Krzyśka również nie. Czyli jeszcze w trakcie wyprowadzki, pomyślała.
Jednak drzwi do mieszkania były zamknięte. Szybko przekręciła klucz i weszła. Po walizkach śladu brak. Komputera nie było. Narzędzi też.
Westchnęła. Prosiłam jak człowieka, żeby klucze wrzucił, a teraz tylko wymienić zamki.
Poszła do sypialni zamarła.
Mirona nie było na łóżku. Brak też transportera.
Szukała, wołała, przetrząsnęła całe mieszkanie. I już wiedziała Krzysiek zabrał kota. Ale po co?
Krzysiek! Zwariowałeś?! Po co ci Miron? krzyczała do słuchawki, gdy się wreszcie dodzwoniła.
Po co, po co Taka niespodzianka! Jak przyczołgasz się na kolanach, to się zastanowię, czy ci go oddać!
Wiesz, że on wymaga specjalnego jedzenia i opieki? Możesz mu zrobić krzywdę!
Wciąż coś do niego krzyczała rozłączył się.
Gdzie go teraz szukać? płakała, opierając się o ścianę.
Krzysiek przed związkiem z Daria wynajmował gdzieś mieszkanie w innym mieście, ale o rodzinnych stronach nigdy nie chciał mówić. Obiecywał jej wycieczkę, ale nie dotrzymał słowa.
Całą noc nie zdołała zasnąć, rano pojechała do firmy Krzyśka. Szef powiedział tylko, że wziął wolne na parę dni, nie był w pracy.
Z grubsza opowiedziała o co chodzi, szef obiecał z nim porozmawiać gdy będzie.
Po wyjściu zadzwoniła raz jeszcze do Krzyśka telefon wyłączony.
Może podwieźć?
Zaskoczona, rozejrzała się to taksówkarz, którego już znała.
Proszę mnie zabrać do domu powiedziała cicho, nie wiedząc już, co dalej.
Proszę wsiadać.
Po drodze zadzwonił nieznany numer.
Halo. Kto mówi?
Czy pani Daria? usłyszała kobiecy głos.
Tak z kim rozmawiam?
Rozumie pani, Krzysiek, pani były, przyjechał wczoraj do nas na kilka dni. Pracuje z moim mężem.
Był z kotem?
Tak. Właśnie dlatego dzwonię. Bo cały wieczór pił i powtarzał, że przez tego kota panią odzyska. Kot wygląda okropnie siedzi w transporterze, żałośnie miauczy, bardzo za panią tęskni.
Proszę, nie karmcie go zwykłym jedzeniem. On ma specjalną dietę.
Próbowałam, ale nic nie je. Dzwonię, bo męża nie ma w domu, a Krzysiek wyszedł nie wiadomo gdzie. Może przyjedzie pani po kota? Nie lubię takich ludzi jak Krzysiek, a zwierzę nie powinno cierpieć.
Oczywiście, zaraz jadę! Proszę podać adres!
Wyjaśniła wszystko taksówkarzowi skinął głową i ruszył ostro, jakby spieszno mu było ratować kota.
Kiedy samochód zatrzymał się pod właściwym blokiem, wszystko działo się jak przez mgłę.
Daria wbiegła na trzecie piętro, zapukała, odebrała transporter, serdecznie podziękowała kobiecie i wróciła do taksówki, gdzie kierowca już otwierał drzwi.
Kiedy blok zniknął za oknem, Daria po raz pierwszy odetchnęła z ulgą. Całą drogę płakała ze wzruszenia: nad dobrocią ludzi starszej pani, taksówkarza, tej kobiety. Póki na świecie są tacy ludzie, dobro będzie wygrywać.
Chce pani, żebym posiedział z panią, na wypadek gdyby były znów jakieś ekscesy z byłym?
Chcę! odparła natychmiast.
Zadzwoniła po ślusarza, by wymienił zamki. Wiktor taksówkarz został z Mironem, który z zadowoleniem mruczał mu na kolanach.
Daria była bardzo wdzięczna Wiktorowi, za wszystko, za to, że był przy niej w trudnym momencie.
Ta historia skończyła się właśnie tak.
Można się domyślić, że z czasem między Darią i Wiktorem wybuchnie uczucie. Miłość.
A co z Krzyśkiem? Wkrótce został wyrzucony z tej kwatery, gdzie nocował gospodarz go wyrzucił, gdy dowiedział się, że Krzysiek wyzywał jego żonę. Nawet mu przysolił w oko.
Gdy Krzysiek wreszcie dotarł do pracy z pamiątką, szef kazał mu napisać wypowiedzenie.
Ale dlaczego?! nie rozumiał Krzysiek.
Bo tak trzeba odparł surowo szef. Pisz, nie patrz na mnie.
Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do rodzinnego miasta (albo wsi) i tam przemyśleć swoje życie.
Otrzymał to, na co zasłużył.
Nie wolno traktować innych, zwłaszcza zwierząt, jak on to zrobił. A jak już nie kochać to chociaż chociaż zachować się po ludzku.




