Głupiutkie dzieci zachciały pobawić się w niezależność a skończyło się na długach i bez własnego mieszkania.
Kiedy nasza córka Zuzanna wyszła za mąż za Pawła, ja z mężem, razem z teściami, postanowiliśmy pomóc młodym z mieszkaniem. Każda ze stron miała trochę oszczędności. Złożyliśmy je razem i liczyliśmy, że wystarczy na skromne mieszkanie. Od razu chcieliśmy je im kupić, ale młodzi uznali, że są samodzielni i poradzą sobie sami.
Po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście kupili własne mieszkanie ale nie kawalerkę, a aż trzy pokoje! Skąd mieli pieniądze? Wzięli kredyt w banku, żeby kupić to mieszkanie. Kto miał spłacać raty? zapytaliśmy. „Damy radę, zapewniali nas. Stać nas.
Potem wyszło na jaw, że zapragnęli mieć też samochód. Ich nowe mieszkanie było daleko od pracy, a jeżdżenie autobusami wydawało się niewygodne. Zamiast kupić używane auto, tak jak radziliśmy, oni zaciągnęli kolejny kredyt wzięli auto prosto z salonu. Znów słyszeliśmy: Poradzimy sobie, jesteśmy dorośli i wiemy, co robimy.
Następnie postanowili, że chcą dziecko. Zuzanna uparła się, że najlepiej byłoby urodzić za granicą żeby dziecko mogło mieć podwójne obywatelstwo. I znowu brali kredyt, żeby córka mogła urodzić w komfortowych warunkach, z najlepszym lekarzem przy boku.
Mała Emilia się urodziła. I wtedy zapragnęli wyremontować pokój dziecięcy nie zgadniecie, kolejny kredyt. Zadałam pytanie: kto to wszystko spłaci? My sami, przecież jesteśmy niezależni, usłyszałam.
I przyszedł pech Paweł stracił pracę, Zuzanna była na urlopie macierzyńskim. Skończyły się pieniądze. Jak tu płacić te wszystkie raty? Poprosili nas, żebyśmy sprzedali działkę poza Krakowem. Nie chcieliśmy, ale musieliśmy to zrobić, żeby dzieci nie wpadły w długi. Niestety, i to nie wystarczyło.
Potem musieli sprzedać mieszkanie. Z czasem sprzedali też samochód. W końcu przenieśli się do rodziny Pawła. Teraz narzekają, że nic nie mają. Oczywiście bo nie posłuchali rodziców. Kredyty dalej są do spłaty to potrwa jeszcze lata. Został tylko żal i łzy.




