Starsza kobieta zwróciła się do Roberta i powiedziała słowa, które przeszyły go dreszczem: „Dziś będ…

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć coś, co mi się ostatnio przytrafiło brzmi to może trochę jak bajka, ale wszystko wydarzyło się naprawdę.

Jechałem sobie pociągiem z Warszawy do małej miejscowości pod Łodzią, środa była cicha i raczej spokojna, a w wagonie prawie nikogo. W pewnym momencie do mojego przedziału weszła starsza pani. Usiadła obok mnie, miała taki koszyk jak na targu, od razu było widać, że jedzie na swoją działkę tak jak ja i kilku innych z wagonu. Przypomniały mi się od razu chwile spędzone na działce z moją świętej pamięci żoną. Kiedyś często razem tam jeździliśmy, ale od jej choroby i śmierci wszystko jakoś przestało mieć sens Unikałem tego miejsce, bo czułem tylko pustkę i tęsknotę.

Kiedy pociąg stanął na kolejnej stacji, ta starsza pani zwróciła się do mnie i powiedziała coś, co aż przeszyło mnie dreszczem: Dziś będzie piękny, słoneczny dzień. Mamy jeszcze mnóstwo czasu, żeby zrobić coś dobrego. To były dokładnie słowa mojej żony, które powtarzała co roku, gdy ruszaliśmy razem na działkę. Byłem zaskoczony, lekko przytaknąłem i zaczęliśmy rozmawiać. Opowiadaliśmy sobie o słabych zbiorach, ciężkiej zimie i wszystkich nadziejach na lepszy przyszły sezon.

Gdy wysiedliśmy razem na przystanku autobusowym, zdziwiłem się, że wcześniej nigdy jej nie spotkałem. Poszliśmy kawałek razem, potem rozeszliśmy się każdy w swoją stronę. Doszedłem do swojej działki i aż mnie zamurowało chaszcze porosły wszędzie, przez tę moją nieobecność przez tyle miesięcy. Ale wiesz co? Rozmowa z tą starszą panią podniosła mnie od środka. Pomyślałem: a co tam! Przecież to mój kawałek ziemi, czemu miałbym go sprzedawać albo odpuścić?

Więc z nową energią zabrałem się za robotę przekopywałem grządki, wyrywałem chwasty. Wyciągnąłem kanapki, zaparzyłem herbatę z termosu, usiadłem na ławce, popatrzyłem na tulipany, które posadziła żona, i jabłka pod starą antonówką. Przypomniały mi się te wszystkie przyjemne chwile.

Wiesz, nagle poczułem się dużo lepiej i postanowiłem częściej tu wracać. Poszedłem jeszcze nazbierać grzybów do pobliskiego lasku, no i, serio, miałem wrażenie, jakbym zrzucił cały ciężar z barków. Doszedłem do wniosku, że póki mam siły i ochotę, muszę korzystać z życia, robić to, co sprawia radość i daje sens.

W drodze powrotnej znowu trafiłem na tę samą starszą panią. Podzieliliśmy się jabłkiem, pośmialiśmy się, rozmawiając o pracy na działce. Na koniec, gdy się żegnaliśmy, powiedziała: Panie Robercie, przed panem jeszcze dużo życia. Niech pan szuka radości w tym, co pan robi, bo w tym cały sens. Wysiadłem na swoim przystanku i gdy patrzyłem na zachodzące nad mazowieckimi polami słońce, pierwszy raz od dawna poczułem spokój. Już nie czułem tej ciężkiej samotności było mi lekko na duszy.

Oceń artykuł
TwojaCena
Starsza kobieta zwróciła się do Roberta i powiedziała słowa, które przeszyły go dreszczem: „Dziś będ…