Halina wróciła z Biedronki do domu i zabrała się za rozpakowywanie reklamówek z zakupami. Nagle z pokoju syna i synowej dobiegły ją podejrzane hałasy. Postanowiła zajrzeć.
Waluś, gdzie ty się wybierasz? Halina przeciera oczy ze zdziwienia, widząc, jak synowa pakuje rzeczy do walizki.
Jadę stąd! wyłkała Waleria przez łzy.
Jak to jedziesz? Gdzie? Co się stało? Halina była wyraźnie zaskoczona.
Proszę, niech pani zobaczy Waleria podała jej milcząco kartkę. Halina podniosła ją, rozłożyła i… zamarła.
Janek przywiózł swoja narzeczoną, Walerię, do swojej rodzinnej wsi, prosto do domu po ojcu. Matka szczęśliwa czterdziestka na karku, a syn w końcu się ustatkował, wyszalał i przyjechał, żeby być jej podporą na stare lata.
Dom zadbany, mama rządzi, ojca już dawno nie ma zostawił solidny dom i spory kawał pola, wszystko wypracował dla rodziny. Syn jedynak; więcej Halinie się nie udało mieć, choć bardzo by chciała. Ciągła robota na gospodarstwie, bez dnia wolnego, bez wytchnienia, aż w końcu to ona padła i musiała się nauczyć prowadzić traktor, orać pole i ogarniać wszystko sama.
Waleria była młodsza Halina na szybko oceniła: z dziesięć lat mniej od Janka. Szczuplutka, delikatna. Przypomniała sobie siebie z młodości. Też przyjechała z małą walizką, parę rzeczy na krzyż. Ale skoro syn wybrał, niech żyją. I jeszcze sierota, no może nawet lepiej.
Cała wieś Walerii zazdrościła. Złapała sobie kawalera z datkiem i przystojniakiem. Wszystkie dziewczyny za Jankiem chodziły, jak był jeszcze wolny. Teraz ani jednej nawet głową nie skinął. Z pracy prosto do domu, do żony i dzieci. Z Walerii zrobiła się matka trzech: dwóch chłopaków i córki.
Gdy najmłodsza miała pięć lat, a najstarszy dziesięć, Janek postanowił jechać z kumplem do miasta na zarobek.
Synu, co ty, pieniędzy ci brak? Przecież u nas wszystkiego w bród odradzała matka obiad na stole, dwie wypłaty, moja emerytura, a kto gospodarstwo poprowadzi? Ja już nie mam tyle siły!
Mam dość gospodarstwa, mamo! Znajdę robotę, przeprowadzę rodzinę do miasta. Dzieci trzeba wykształcić. Dom sprzedamy. A ty pójdziesz z nami.
Janek, tu szkoła za płotem próbowała przekonać męża Waleria.
Ty przecież typowa miastowa. No to czas wracać do miasta.
Miastowa, bo w domu dziecka w mieście byłam? Może i tak ale matka twoja tutaj sama, pomocy potrzebuje. A jak my z trójką dzieci w mieście?
Koniec dyskusji! Ogarnij się. Ciężko na ciebie patrzeć, zmęczona, wypruta.
Waleria z Haliną żyły w zgodzie. Halina pamiętała siebie z dawnych lat, więc chroniła synową. Zwłaszcza kiedy wnuki się pojawiły. Bywało, że bardziej przypominała matkę Walerii niż teściową. Waleria też polubiła Halinę, od razu nazywała ją mamą.
Kiedy Janek ruszył do miasta, Waleria płakała.
Jedź, ale my się tu jeszcze zastanowimy powiedziała Halina.
Janek wyjechał. Pisał listy, bo telefonu jeszcze wtedy nie mieli. Po pół roku przyjechał, zostawił prezenty, trochę złotych i znów pojechał, znowu na pół roku. Jego kumpel wrócił, a jego żona powiedziała Halinie, że Janek ponoć mieszka u bogatej pani, której remontowali mieszkanie nie pracuje, tylko korzysta. Halina wolała Walerii nie mówić, może nieprawda, ale plotki po wsi już szły. Pewnego dnia Waleria, blada jak ściana, zaczęła pakować rzeczy.
Dokąd idziesz?
Waleria bez słowa podała jej kartkę, wyglądała bardziej na liścik niż poważny list.
Walerio. Przepraszam, ale mam inną. Dom po matce przypadnie mi. Nie trać czasu, wyjeżdżaj. Musisz sobie poradzić i dzieci podnieść. Oto pieniądze na początek. A potem już sama sobie radź. Janek.
Pojechał, niech tam zostanie. Was nigdzie nie puszczę, nie ma sensu dzieci ciągać po obcych kątach. Ja bez was nie dam rady. Nikt was stąd nie wyrzuci zdecydowała Halina.
Potem Janek przyjechał do wsi z nową żoną, w błyszczącym aucie. Nawet nie wiedział, że dzieci mieszkają u babci Halina nie widziała sensu go informować. Córka, już dwunastoletnia, rzuciła się ojcu na szyję, zaraz popłakała. Starszy syn podszedł, Janek chciał go objąć, syn odsunął się, wziął siostrę i poszli do ogrodu. Najmłodszy poszedł za nimi.
Zdrajca, nie ojciec. No chodź, robota czeka.
Janek patrzył, jak syn odpala traktor i jedzie orać kartoflisko przy domu. Drugi syn i córka karmili króliki. Gospodarstwo jeszcze się rozrosło króliki to nowość. Dzieci wyrosły, a on nawet nie zauważył.
Gdzie ich matka? Pewnie wyjechała, zostawiła je na ciebie zwrócił się do matki.
Po sobie nie sądź. Waleria się nazywa. Zapomniałeś? Zaraz z pracy wróci. A co was tu sprowadza, w duecie?
Musimy pogadać.
To gadaj i idź, zanim Waleria wróci.
Po ciebie przyjechaliśmy.
Myślałam, że po dzieci.
Dzieci mają matkę. Tobie najlepiej zamieszkać z synem. Sprzedaj dom, wyniesiesz dużo, my pomożemy kupić ci coś blisko nas. Starczy ci.
A dzieci? Co zamierzacie?
Niech Waleria też się pakuje do miasta. Wynajmą sobie coś. Dla dzieci więcej możliwości.
Możliwości są, gorzej z chęciami. Dawno by byli w mieście, gdyby chcieli.
Przemyśl. Mamy już kupca. Ale decyzję daj szybko.
A mnie nie ma co myśleć. Tu jestem gospodynią.
Mamo, co ty mówisz?
W tym momencie weszła Waleria.
Kogo my tu mamy.
Waleria przez te lata bardzo wypiękniała. Ubrana porządnie, na uszach kolczyki po matce, modna fryzura. Z dawnej, przygaszonej Walerii nie zostało nic. Piękność. Żona Janka nawet nie miała startu. Janek tylko się zagapił, aż dostał szturchańca od nowej żony.
Mamo, czemu nie szykujesz stołu? Gość przyjechał zagadnęła Waleria.
Gość już sobie idzie. Powiedział, co miał powiedzieć, czas mu. Dzięki synku, że odwiedziłeś, nie zapomniałeś matki. A pani, żegnaj, może lepiej, żebyśmy się więcej nie widziały.
Mamo, masz numer, dzwoń jakby co Janek rzucił kartkę na stół i wyszedł.
Janek odwiedził matkę jeszcze tylko raz, gdy już miała być pogrzeb. Waleria zadzwoniła, bo jednak syn. Dzieci już na swoim, najstarszy doczekał się własnych pociech. Z Jankiem rozmawiali jak z obcym. Córka nawet nie podeszła.
Waleria. Dzieci dorosłe, a dom jest mój. Mam prawo tu mieszkać. Rozwiodłem się, przenoszę się z powrotem. Jak chcesz, możesz zostać, jak nie droga wolna.
Waleria bez słowa wyjęła z szuflady dokumenty. Dom Halina przepisała na nią. W papierach widnieje ten sam rok, w którym Janek napisał tamten list. Janek wyszedł bez słowa. Walerii nie zależało. Miała dzieci, a teraz już i wnuki.




