Jak to nie zamierzasz zajmować się dzieckiem mojego syna? nie wytrzymała teściowa.
Po pierwsze, nie odwracam się od Igorka. Pragnę przypomnieć, że to właśnie ja w tym domu po pracy, jak porządna żona i matka, odrabiam drugi etat na gotowaniu, praniu i sprzątaniu.
Mogę pomóc, coś podpowiedzieć, ale całkowite przejęcie obowiązków rodzicielskich nie wchodzi w grę.
Jak to nie wchodzi? To znaczy, że taka jesteś, obłudna?
Daj spokój, Rysia. Kto chce harować za darmo? jak zwykle, na spotkaniu klasowym Sylwia nie odmówiła sobie przyjemności komentowania wszystkiego i wszystkich.
Skończyły się już jednak czasy, gdy Rysia nie umiała się odciąć. Teraz nie dała sobie w kaszę dmuchać – i nie odeszła bez riposty, by ustawić gadatliwą Sylwię na miejscu.
To, że Ty musisz liczyć każdy grosz, nie znaczy, że inni mają te same zmartwienia rzuciła beztrosko. Po tacie odziedziczyłam dwa mieszkania w Warszawie.
Jedno po nim, gdzie mieszkaliśmy przed rozwodem z mamą, a drugie od dziadków, najpierw dostał on, potem trafiło do mnie.
Ceny wynajmu, sami wiecie, są warszawskie nie tylko wystarcza mi na życie, ale zostaje na różne przyjemności, więc nie muszę brać pierwszej lepszej pracy.
Ty w końcu z tego powodu rzuciłaś medycynę i zostałaś ekspedientką, prawda?
To był właściwie sekret. Rysia obiecała nikomu tego nie mówić.
Ale jeśli Sylwia pokładała nadzieję, że zachowa to w tajemnicy, nie powinna była nazywać Rysi „głupią” przy świadkach.
Na co liczyła? Jeśli sądziła, że pozostanie bez odpowiedzi, to naiwnością wykazała się nie Rysia.
Sprzedawczyni, serio?
Miałaś milczeć! żachnęła się obrażona Sylwia i pospiesznie wyszła z restauracji, zaciskając usta, by nie rozpłakać się na oczach całej klasy.
Dobrze jej tak skwitował Andrzej po chwili ciszy.
Dokładnie. Ileż można ją znosić? Kto ją w ogóle zaprosił? dodała Natalia.
To ja wszystkich skrzyknęłam zmieszała się dawna przewodnicząca klasy, a dziś organizatorka zjazdu, Anna. Pamiętałam, że Sylwia była w szkole nielubiana, ale myślałam, że jednak ludzie się zmieniają. Przynajmniej niektórzy.
Niestety nie zawsze wzruszyła ramionami Rysia.
Wszyscy się roześmiali, a potem zaczęły padać pytania dotyczące jej obecnej pracy.
Ciekawość była naturalna (pozbawiona docinków o wybór zawodu czy intelekt), bo mało kto miał doświadczenie w takiej branży. Wokół niej krążyły różne mity i nieporozumienia.
Rysia po kolei je rozwiewała podczas rozmowy.
Po co w ogóle ich leczyć, skoro to nie ma sensu? zapytał ktoś z byłych kolegów.
A kto powiedział, że nie ma? Mam takiego chłopca pięć lat. Przy porodzie komplikacje, niedotlenienie, no i przez to opóźnienie rozwoju.
Rokowania bardzo dobre, jak na taki przypadek po prostu zaczął mówić bliżej trzeciego roku, teraz rodzice ciągają go do logopedy i neurologa.
Ale są ogromne szanse, że pójdzie do zwykłej klasy i potem w życiu sobie poradzi.
Gdyby nikt z nim nie pracował, byłoby zupełnie inaczej.
Jasne. Czyli nie musisz gonić za złotówką, więc wybrałaś pracę potrzebną społecznie podsumował Waldek.
Po czym rozmowa zeszła na codzienność i losy innych ze szkoły.
W pewnym momencie Rysia poczuła nieswojo, jakby ktoś ją obserwował. Zrzuciła to na przewrażliwienie, ale za chwilę znowu to poczuła.
Dyskretnie się obejrzała nikogo podejrzanego nie było, nikt nie zwracał na nią uwagi. Uspokoiła się więc i dała się ponownie wciągnąć w rozmowę. O dziwnym przeczuciu w końcu zapomniała.
Minął tydzień od spotkania.
Pewnego ranka, wyjeżdżając z parkingu, Rysia odkryła, że jej auto zostało zablokowane.
Zadzwoniła pod numer zostawiony za szybą obcego samochodu odebrał wyraźnie zakłopotanym głosem pewien młody mężczyzna, przepraszając kilkukrotnie i obiecując natychmiast przyjść przestawić auto.
Przepraszam serdecznie uśmiechnął się, gdy już się pojawił. Przyjechałem załatwić sprawę, a nie było gdzie stanąć. Musiałem tak zaparkować. Jestem Maksymilian.
Rysia przedstawiła się. Maksymilian miał w sobie coś wyjątkowego; sposób bycia, styl, nawet zapach wszystko sprawiało, że Rysia nie wahała się zgodzić na spotkanie.
Potem spotkali się jeszcze kilka razy i po trzech miesiącach trudno jej sobie wyobrazić życie bez Maksa.
Tym bardziej, że zarówno jego matka, jak i syn z pierwszego małżeństwa, przyjęli Rysię jak swoją.
Chłopiec miał swoje trudności, lecz dzięki doświadczeniu zawodowemu Rysia szybko znalazła z Igorem wspólny język.
Podsunęła też Maksowi na jego prośbę kilka metod pomagających lepiej nawiązać kontakt z synem i go wspierać w rozwoju.
Pod koniec pierwszego roku związku zamieszkali razem. Właściwie to Rysia przeprowadziła się do mieszkania Maksa z Igorem.
Swoją kawalerkę, jak miała w zwyczaju, wynajęła przez to samo biuro, które zajmowało się jej mieszkaniami w Warszawie. Z walizkami wprowadziła się do przyszłego męża i jego syna.
Wtedy zaczęły się pierwsze niepokojące sygnały.
Najpierw drobiazgi: pomóż Igorkowi się ubrać, posiedź chwilkę z synem, póki skoczę do sklepu.
Póki między nią a Igorem była dobra relacja, a nie miała w tym czasie innych spraw, nie miała nic przeciwko.
Ale prośby stawały się coraz bardziej absorbujące.
Rysia musiała porozmawiać z Maksem, że jego syn to przede wszystkim jego odpowiedzialność.
Jest gotowa wspierać w miarę możliwości, lecz nie zamierza przejmować większości obowiązków tylko dlatego, że chłopiec nie jest jej dzieckiem, a w pracy ma wystarczająco dużo kontaktu z dziećmi wymagającymi szczególnej uwagi.
Maks wydawał się rozumieć, ale tuż przed ślubem znów z matką zaczęli planować program rehabilitacyjny dla syna i wnuka.
Przedstawiali go Rysi jakby miała się nim zajmować w wolnych chwilach.
Zaraz, zaraz ucięła ich Rysia. Przecież mamy z Maksem umowę, że to on zajmuje się synem.
Nie proszę Cię, żebyś jeździł sprzątać mojej mamie, robił jej remonty lub rozwiązywał jej sprawy sama sobie jakoś radzę w miarę sił.
Ale co Ty porównujesz burknęła przyszła teściowa. Matka to dorosła osoba. Dziecko to inna sprawa.
Czy myślisz, że po ślubie dalej będziesz się dystansować od Igorka i wszyscy przyjmiemy to bez komentarza?
Po pierwsze, nie dystansuję się od niego. Po drugie przypomnę, że to ja po pracy wykonuję cały drugi etat domowy.
Ale nie zamierzam brać na siebie rehabilitacji, bo to syn Maksa i to on powinien się tym zajmować przede wszystkim.
Mogę pomóc, coś doradzić, ale pełna odpowiedzialność nie jest po mojej stronie.
Jak to? Czyli taka jesteś: do opowieści o pracy dla znajomych jesteś pierwsza, a w praktyce uciekać od dziecka?
O co Wam chodzi? nie zrozumiała Rysia.
I nagle wszystko pojęła. Przypomniała sobie, że matka Maksa dorabia jako zmywaczka w tej samej restauracji, gdzie odbywało się spotkanie klasy.
Połączyła fakty.
Czyli celowo to wszystko zaaranżowaliście, żeby zepchnąć na mnie opiekę nad dzieckiem?
Myślisz, że naprawdę pragnąłem być z kimś takim jak Ty? nie wytrzymał Maks. Gdyby nie Igor i Twoja praca, nawet bym na Ciebie nie spojrzał
A to nie patrz! zdjęła z palca pierścionek i rzuciła nim w byłego już narzeczonego.
Jeszcze pożałujesz grozili jej Maks z matką. Porządny chłop to nie zainteresuje się przeciętną babą bez przyszłości i pieniędzy.
Mam dwa mieszkania w Warszawie więc pieniądze mam odparła.
Widząc ich zdziwione miny, poszła pakować walizki.
Oczywiście natychmiast pojawiły się próby pogodzenia. Słowa, że Maks sam będzie opiekować się synem, że więcej już z nią tak nie rozmawia, że „zmęczenie, praca, przepraszam, kocham, to się już nie powtórzy”.
Ale Rysia nie była naiwna. Zaśmiała się tylko, że „puścił Maks myszkę” i raczej to on będzie tego żałować.
Potem z klasą śmiali się z tej historii. A Rysia nie traci nadziei, że jeszcze spotka kogoś, kto polubi ją nie za pieniądze czy zawód, tylko zobaczy w niej bratnią duszę.
Na razie wystarczy jej ulubiona praca, przyjaciele i może kot w domu? On przynajmniej daje się wychować, w przeciwieństwie do niektórych facetów.




