Bez winy winną
Zabierasz swoją córkę i wychodzisz. Nie mamy już ze sobą nic wspólnego!
Ale Szymonie
Powiedziałem wszystko! Nie chcę cię więcej widzieć!
Drzwi trzasnęły głośno. Ela zachwiała się. Pokój zaczął się rozmywać przed oczami, w uszach zadźwięczało, a gdzieś zza chmur, jakby od mamy, rozległo się ostre: Nie wolno!
Ten głos ją otrzeźwił. Ela ostrożnie zrobiła krok, drugi, aż w końcu usiadła na krześle, wbijając paznokcie w dłonie. Ból przywrócił jej przytomność, rozwiał mgłę, która chciała pochłonąć jej duszę.
Nie można. Nie wolno się rozsypać. Nie można dać się rozpaczy ale jak bardzo tego się pragnie
Nie wolno! Przecież jest Karolinka! I nie, na razie lepiej o tym nie myśleć! Trzeba zebrać się do kupy i spróbować zrozumieć, co się właściwie stało.
Co sprawiło, że Szymon tak nagle się od niej odwrócił? Czemu ją wyrzucił? Przecież jeszcze wczoraj wszystko było dobrze?
A może nie było?
Głowa w końcu zaczęła pracować. Ela wyciągnęła dłonie na stół, wnętrzem do góry.
No dobrze. Jak to mawiała mamusia? Jak nie wiesz co robić analizuj! Rozłóż wszystko na czynniki pierwsze i odhaczaj palcami. Najlepiej zapisz to sobie na kartce.
Ale ołówki były w drugim pokoju. Tam też spała Karolinka
A Karola spała lekko i Ela nie chciała jej budzić. Dziewczynka by się rozkleiła, zaczęła marudzić i nie byłoby już szansy spokojnie się zastanowić.
Trzeba działać tym, co się ma.
Ela zerknęła na swoje dłonie i odruchowo zacisnęła pięści. Paznokcie dawno nie wiedziały dobrego manikiuru nie było na to czasu ani ochoty, skóra zgrubiała, na wierzchu dłoni wyskoczyły piegi, o które łatwo w ogrodzie. Kto by pomyślał, że tak się wkręci w prace domowe, zapominając o tym, czego wpajała jej matka.
Eluś, jesteś kobietą!
Nie! Jestem dziewczynką!
Na razie tak. Potem będziesz dorosłą. Najpierw panną, później kobietą. Jak ja. Musimy o siebie dbać! Zadbane ręce świadczą o tobie lepiej niż drogie ciuchy. Diamentów nie zakłada się na brudną szyję, rozumiesz?
Tak, mamo! ośmioletnia Ela rozmazywała maminy szminkę po ustach.
Zostaw, to nie twój kolor! mama śmiała się, zabierając kosmetyk. Za wcześnie ci na malowanie. Przepiękna jesteś i bez tego. Na wszystko przyjdzie czas, dorośniesz, razem wybierzemy kosmetyki.
Mamo
Cicho. Tak powiedziałam.
Tego ostatniego Ela nie słyszała często, ale gdy już padło wiedziała, że nie ma sensu się spierać. Mama była człowiekiem słowa.
We wszystkim.
Ela, wyjeżdżam. Zamieszkasz tymczasowo z babcią. Tak trzeba.
Mamo, a na długo? Dzień wcześniej Ela skończyła dziesięć lat. Nerwowo ściskała sukienkę, starając się nie rozpłakać.
Na pół roku. Dostałam świetną pracę, ale to Mazury. Nie mogę cię tam zabrać. Lepiej będzie tutaj, z babcią. Będę dzwonić i pisać listy.
Mamo, nie jedź
Łzy w końcu popłynęły. Mama, próbując ją uspokoić, traciła cierpliwość.
Dość! Nie mam innego wyjścia! Jeśli odrzucę tę propozycję, nigdy nie wyjdziemy z babcinego mieszkania. Chcę, żebyś miała własny pokój, żebyśmy mogły pojechać nad morze. Gdyby tata żył, nie musiałabym. Ale jestem sama za ciebie i za babcię.
Jest przecież ciocia Basia! nie dawała za wygraną Ela.
Ciocia ma swoje kłopoty. Jej też trzeba pomóc.
Lepiej, pomóż mi! I zostań! krzyknęła Ela. Pierwszy raz zobaczyła lodowaty wzrok matki.
Ela! głos matki był tak zimny, że Ela się wzdrygnęła. Nie myśl tylko o sobie! To bardzo ważne. Jeśli nie będziesz myśleć o innych, kiedyś nikt nie pomyśli o tobie. Ja teraz myślę o tobie! Chcę, żeby ci niczego nie brakowało! ton złagodniał, mama przytuliła Elę. Obiecuję ci pierwszy i ostatni raz tak długo się rozstajemy. Wytrzymaj, kochanie. Tak trzeba!
Ela nie miała wyboru, więc przytaknęła, choć w środku szarpało ją cierpienie.
Ela pisała listy do mamy, a w weekendy wyczekiwała przy telefonie, krzyczała, że tęskni. Zdarzało się, że nawet lody jej nie smakowały, tak bardzo chciała, żeby mama wróciła. Czas się dłużył. Gdy babcia ogłosiła, że jadą na lotnisko, rozryczała się tak, że trzeba było wezwać taksówkę tyle czasu trwało uspokajanie.
Mama dotrzymała słowa. Nigdy już nie wyjeżdżała na tyle miesięcy. Były wyjazdy służbowe, ale nie to samo.
Przeprowadziły się z małego mieszkania po ojcu do większego. Ela dostała własny pokój. Ale i tak najczęściej przenosiła podręczniki do kuchni, żeby choć wieczory spędzać przy mamie. Było im razem dobrze.
Problemy nastolatki je jakby ominęły. Kłótni nie było wiele, bo mama miała anielską cierpliwość i spokój, którego Ela podziwiała. Zostały same babci już nie było.
Mama nie rozmawiała z własną siostrą.
Tak się złożyło, Ela nie drążyła. Zapytała tylko raz.
Wszystko da się zrozumieć i wybaczyć. Oprócz zdrady.
Ciocia Basia zdradziła?
Naszą mamę. Twoją babcię. Bardzo ją prosiła, żeby przyjechała. Chciała się pożegnać. Ale Basia nie przyjechała
Dlaczego?
Bała się, że poproszę ją, żeby została i pomogła. A to też jej obowiązek. Nie chciała widzieć mamy w takim stanie. Karmić jej łyżeczką jak niemowlę, znosić utratę rozumu Ja też nie chciałam! Ale nie miałam wyboru. Rozumiesz, Ela? Trzeba było dać mamie spokojnie odejść przy bliskich, z naszą obecnością Nawet jeśli już nas nie rozpoznawała
To dlatego nie pozwalałaś mi zostawać u niej dłużej niż kilka minut dziennie?
Tak. Nie chciałam, byś tak ją zapamiętała.
Ale ja i tak pamiętam jak uczyła mnie gotować dżem i zbierać piankę. Trzeba było położyć ją na spodeczku, jeść najmniejszą łyżeczką. Tak pyszniej
Z Basią też tak robiłyśmy
Nie rozumiem. Przecież mama was tak samo kochała Czemu jesteście takie różne?
Tak czasem jest, Eluś. Mama bardzo chroniła Basię, bo jako dziecko dużo chorowała. Może stąd to przesadne chronienie od świata też? Nie wiem.
Udało się jej ochronić?
Sama wiesz, jak się potoczyło życie Basi. Dwa małżeństwa. Troje dzieci. Wszystko na siłę, jakby nie dla siebie Nie wiem, czy była słuszna, ale wiem jedno ja zrozumiałam, że z tobą nie popełnię tego błędu.
Uważasz, że dzieci nie trzeba trzymać pod kloszem?
Trzeba pomagać! Ale z głową. Co dobrego z tego, by zamknąć dziecko pod szklanym kloszem i przeżyć za nie jeszcze jedno życie? To źle! Upadki, wzloty, własne doświadczenia tylko to ma wartość. Rzadko kto uczy się na cudzych błędach. Dzięki temu, jak patrzyłam na Basię, wiem, że jeśli nie pozwolisz dziecku popełnić błędów, nie dorośnie. Ale zawsze możesz pomóc, jeśli trzeba. Ja będę zawsze obok jeśli poprosisz.
Dobrze, mamo
I teraz Ela siedziała, odliczała na palcach i próbowała zrozumieć, co poszło nie tak i kiedy.
Wczoraj świętowali urodziny Szymona. Bez wielkich imprez tylko rodzina, bo lato, a nowy dom, który dopiero wykończyli, pomieścił wszystkich.
Przyjechała mama Eli, teściowa i siostra Szymona z rodziną.
Karolinka cieszyła się na towarzystwo, biegała po ogrodzie, zamęczając Elę pytaniami:
Kiedy przyjadą? A będziemy się kąpać w basenie? A co będziemy jeść?…
Pytań nie było końca. W końcu Ela przestała odpowiadać, bo Karolina sama sobie odpowiadała porządkując swój pokój. Gości nie przyjmie się w bałaganie!
Szymon pojechał po zakupy na rynek, a w kuchni ruszyła praca. Mama Eli pomagała gotować i dopytywała, czy wszystko w porządku.
Mamo, dlaczego jesteś taka niespokojna? nie wytrzymała Ela.
Wszystko w porządku, córko. Który to miesiąc?
Ela zrozumiała, że sekret, skrywany nawet przed sobą, nie jest już sekretem. Zrobiło jej się lekko, aż uśmiechnęła się, przytulając mamę.
Malutko jeszcze, trzy tygodnie. Nawet Szymon nie wie. Skąd ty wiesz?
Błyszczysz. Tak samo jak z Karolką
Mamo, trochę się boję
Czego tu się bać, głuptasie? Macie się dobrze!
Sama nie wiem Szymon chodzi jakiś przygaszony. Nie wiem co się dzieje
Pytałaś go?
Nie chce mówić!
Czyli źle pytasz!
Mamo!
Tak! Nie pozwól, by oddalił się nawet o pół kroku. Jeśli puszczasz rękę ktoś inny ją złapie! A co z takiej rozmowy wyniknie, nie wiesz
Ela odjęła palec. To przecież od tej rozmowy wszystko się zaczęło! Nie zaufała swojemu niepokojowi i nie pogadała z Szymonem tak jak mama radziła.
Nie zdążyła. Były gości, potem sprzątanie po imprezie i już nawet chwili nie miała, by wziąć męża za rękę i powiedzieć: „Co się z tobą dzieje?”
A potem padło: Zabieraj swoją córkę!
Co to w ogóle za tekst?!
Ela zacisnęła pięści. Dość. Czas zrobić wszystko jak należy! Porozmawiać z mężem po maminemu!
Szymon akurat wsiadał do samochodu, kiedy Ela wybiegła na ganek i wrzasnęła tak, że wróble się zerwały.
Stój!
Przeskoczyła schodek i pobiegła do bramy.
Szymon patrzył ze zdumieniem, jak stanęła przed maską i rękami oparła się o auto.
Zejdź zabrzmiało groźnie, ale Ela usłyszała cień zawahania.
Nie chciał odchodzić. I nie chciał opuszczać rodziny. Nie pomyliła się.
Wyjdź! I porozmawiajmy, zanim Karolina się obudzi! Co się wymyśliłeś? Gdzie jedziesz? O co chodzi? Jestem twoją żoną czy obcą babą?!
Eli głos się wzmagał, a Szymon czuł ścisk w środku.
Czy naprawdę by tak na niego krzyczała, gdyby był dla niej nikim? Czemu Ela zatrzymała go, skoro rzekomo tylko czekała na wolność? I czy nie chciałby, by Karolinka miała ojca?
Wysiadł w końcu i burknął na Jej pytania:
Jakbyś sama nie wiedziała, o co chodzi!
Gdybym wiedziała nie pytałabym! Szymon, co się z tobą dzieje? Już dwa tygodnie chodzisz nie do siebie! A dzisiaj kompletnie jak nie ty! Co mi powiedziałeś? Rozumiesz? Czemu nazwałeś Karolinę moją córką? To dla ciebie kto?!
Sam już nie wiem! wypalił Szymon i pierwszy raz spojrzał jej prosto w oczy. Powiedz mi! Skąd jest Karolina? Dlaczego jej ojciec spotyka się z nią ukradkiem?
Co za brednie? Ela otworzyła usta ze zdumienia. Uderzyłeś się w głowę?!
Z kim się spotykasz w mieście, gdy zawozisz Karolinę na zajęcia?
Ela odetchnęła głęboko. Wzięła się jednak w garść.
O, więc tak! Kto ci tak nagadał? Mama? Siostra?
Mama nie ma z tym nic wspólnego!
Więc Anka! Zrozumiała sprawczyni!
A nie powinna mi powiedzieć, co widziała? To moja siostra!
A ja twoja żona! Ela poczuła napływająca wściekłość. Wierzysz wszystkim, tylko nie mnie! Tak?!?
Okłamałaś mnie!
Ja?! Słyszysz się? Kiedy skłamałam? W czym?!
Kim jest ten facet, z którym dwa razy w tygodniu spacerujesz po parku z Karoliną? Kim?!
Ela westchnęła i pokręciła głową.
Przecież ci mówiłam, Szymon! Nie słuchałeś?
Kiedy? O czym?
Przed meczem, gdy wróciliśmy z Karoliną z lekcji, powiedziałam ci, że spotkałam kolegę z podstawówki, Wojtka. Przez wiele lat mieszkał za granicą, teraz wrócił, bo jego mama jest chora. Wiedział, że moja babcia miała to samo, poprosił o kontakty do lekarza i opiekunki. Potem jeszcze się spotkaliśmy. I gdyby twoja siostra lepiej się przyjrzała, zobaczyłaby, że nie byliśmy sami, tylko z moją mamą! Myślisz, że poszłabym na randkę przy mojej matce? Przecież nie darowałaby mi tego! Ona cię zawsze bardzo szanowała. A ty
Ela machnęła ręką i pociągnęła nosem.
Nie, nie będzie płakać! Teraz nie!
Poczekaj! Czyli ty
Szymon, już wszystko ci powiedziałam! Ela przerwała i spojrzała na niego tak, że zrobił krok w tył. Zaufałeś czyjejś podłości. Olbrzymiej krzywdzie. Oplułeś naszą miłość i dobre imię własnej córki! Rozumiesz co zrobiłeś?! Nie wiem, po co Anka nagadała tych bzdur i nie chcę. Ale ciebie od dziś proszę: chcesz testów DNA? Zróbmy je. Żebym nie była już dla ciebie obca!
Ela nasłuchiwała i westchnęła.
Obudziła się.
Odwróciła się do domu, zostawiając osłupiałego męża na podjeździe.
Po chwili usłyszała, jak samochód jednak odjeżdża.
Karolina trajkotała, tuląc się do Eli i domagając się uwagi, a Elę ściskało w środku.
Dlaczego tak się stało?! Co zrobiła nie tak? I co teraz? Zadzwonić do mamy? A może poczekać, przemyśleć?
„Nigdy nie rozmawiaj ze mną o waszych kłótniach, jeśli nie jesteś pewna, że to koniec i nic was już nie łączy. Wtedy dzwoń. Przyjadę zawsze. Ale wcześniej milcz. Wy się pokłócicie i pogodzicie. Ja bym mu nie wybaczyła. Nie zaufam już komuś, kto skrzywdził moje dziecko.”
Ela pokręciła telefonem w dłoni i odłożyła. Na razie za wcześnie. Szymon powinien usłyszeć, że będzie znów ojcem. Potem zdecyduje, co dalej.
Podjęła decyzję i trochę jej ulżyło. Kiedy chwilę potem mąż z piskiem opon stanął pod domem była już spokojniejsza.
Karmiła Karolinę, gdy drzwi się otworzyły i Szymon niemal przyciągnął za rękę Ankę.
Chodź już! Ela, gdzie jesteś?!
Tu Ela spojrzała na córkę i się zreflektowała.
To nie jest miejsce na rodzinne awantury!
Karolinko, zjadłaś? Idź do mojego pokoju, włącz sobie bajkę, poradzisz sobie?
Tak! Karolina zostawiła talerz i wybiegła z kuchni. Cześć tato! Dzień dobry ciociu Aniu! Mama pozwoliła mi włączyć bajki!
Dziecięcy głos trochę ostudził atmosferę. Szymon puścił dłoń siostry, a Ela natychmiast wtrąciła się, by nie dopuścić do pogłębienia konfliktu.
Idź, Karolcia! Zaraz przyjdę!
Nie musisz się spieszyć, mamo! Karolina uśmiechnęła się do cioci i pobiegła schodami na górę.
Rozmowa była ciężka. Anka płakała, Szymon się irytował, Ela nie wiedziała, jak reagować na te szczerości.
Myślałam, że go oszukujesz! Rozumiesz? Nasłuchałam się od koleżanek o tych zdradach, facetach że już sama nie wierzę w żadne małżeństwo
Ania, uważasz, że jestem jak twoje koleżanki? Sama zdradzasz? Twoje dzieci są na pewno od męża?
Ania aż przestała płakać ze zdziwienia.
Co ty wygadujesz?!
A ty? Właśnie! Zastanów się, co mogłaś narobić! Nie mówię o Szymonie on zaufał ci jako siostrze! A ty zawiodłaś. Po co ci to było?
Nie wiem Anka spuściła głowę i wybuchła nowym płaczem. Chciałam go chronić
Przede mną? I jak się udało?
Ela wzruszyła ramionami i spojrzała na Szymona.
Wszystko jasne? Macie jeszcze jakieś pytania?
Ela
Nie, Szymon! Teraz jestem obrażona! Potrzebuję czasu, by zrozumieć, co dalej. Anka, nie chcę cię na razie widzieć w domu. Wiesz, czemu?
Ela, wybacz
Pomyślę. Na razie nie zatrzymuję was dłużej. Ela wstała, otworzyła drzwi i kiwnęła głową Szymonowi. Ty też idź. Dobrze zrozumiałeś. Idź
Do zgody z Szymonem dojdzie ale nie od razu, tylko na swoich warunkach. Nikt w rodzinie, poza Anką, nigdy się nie dowie, co zaszło. Bo nie zawsze warto prać brudy publicznie. I za tę jedną mądrość Ela będzie mamie bardzo wdzięczna.
Mama utuli nowonarodzonego wnuka, będzie się zachwycać, że cały tata, i uśmiechnie się do Eli.
Mądraś ty urosła, córeczko. Dobrą żoną i matką zostałaś
Naprawdę?
Czy kiedyś cię okłamałam?
Mamo, a co znaczy mądra? Tak mnie nazwałaś, a ja się taka nie czuję
Mądrość kobiety polega na tym, żeby dbać o to, co dało jej życie. O dzieci, rodzinę, dom, przyjaciół Żeby wszystko trzymać razem, jednoczyć, pielęgnować, by każdemu było dobrze. To trudne! Bo trzeba stale myśleć co warto pielęgnować, a co wyrzucić i zapomnieć, by nie zepsuć tego, co ważne. Mam wrażenie, że ty tę naukę zrozumiałaś
Tak?
Jestem tego pewna! A tak w ogóle dzwonił Wojtek. Ślub za miesiąc. Zaproszenie dla ciebie i Szymona.
Mamo
Nie mamkuj! Z dziećmi sobie poradzę! Tylko zrób coś dla mnie, dobrze?
Co, mamusiu?
Zadbaj wreszcie o swoje ręce!
Dobrze!
Ela przytuli mamę, skinie głową do Szymona i Anki, która będzie trzymała się z boku, puści oczko Karolince:
Chodź, pomożesz mi ułożyć twojego braciszka.
Naprawdę mogę? Karolina rozpromieni się i ostrożnie pogłaszcze zaciśniętą piąstkę niemowlęcia.
Musisz, córeczko! MusiszKarolina z promiennym uśmiechem przytuliła braciszka, a Ela poczuła spokój rozlewający się po sercu. Usiadła na chwilę przy oknie i patrzyła, jak ogrodowe światła drżą w ciepłym wieczorze, odbijając się w oczach mamy i dzieci. Z kuchni dochodziły znajome głosy i śmiechchociaż przed chwilą tyle tu było łez, gniewu i nieporozumień. Teraz, na przekór wszystkiemu, rozkwitała cicha zgoda i słodka nadzieja.
Szymon stanął za jej plecami, niepewnie kładąc dłoń na jej ramieniu. Był jak dawniej, może bardziej pokorny, ale i bardziej świadomy straconych szans i odzyskanej miłości. Ela nie odsunęła się. Po prostu uśmiechnęła się cicho do własnego odbicia w szybie, dostrzegając tam całą siebie: niedoskonałą, mocną, zmęczoną, ale szczęśliwą, dokładnie taką, jaką chciała być.
Nagle przez okno podleciał wróbel i radośnie stuknął w szybę. Karolina aż podskoczyła, a Ela roześmiała się na głos.
Widzisz, mamusiu? szepnęła dziewczynka On wrócił do swojego gniazdka!
Ela spojrzała na córkę i zrozumiała, że tak właśnie trzebawracać, ilekroć nawet najbardziej rozpędzona burza przeminie Wracać, podnosić, trzymać się siebie, chronić. Bo dom to nie miejscedom to ludzie, których kochamy i którzy chcą wracać, nawet jeśli czasem odejdą daleko.
Przeszłość można wybaczyć, jeśli dziś jesteśmy razem.
Ela objęła swoje dzieci, spojrzała Szymonowi w oczyi wszystko już wiedziała.
Czasem na najważniejsze pytania odpowiedzi są proste.
Trzeba tylko umieć ich wysłuchaći przyjąć sercem.
A potem po prostu żyć.




