Wyjść za kalekę. Opowieść Dziękuję za wsparcie, za lajki, za zaangażowanie i opinię o moich opowiad…

Za mąż za kalekę. Opowieść

Dziękuję za każde wsparcie, lajki, komentarze i subskrypcje, a szczególnie wielkie dzięki za wszelkie datkiode mnie i mojej piątki futrzastych kotów. Jeśli historia przypadnie Wam do gustu, wrzućcie ją w swoje fejsbukowe mury, bo każdemu autorowi robi się cieplej na sercu!

Córka wróciła późnym wieczorem z kliniki, gdzie była pielęgniarką na oddziale ortopedycznym. Długo się myła, a potem w szlafroku wlazła do kuchni.

Na patelni są kotlety i makaron rzuciła mama, zaglądając jej w oczy, próbując wyczytać, co się tam kryje. Zmęczona jesteś, Marylko? I co z tym twoim humorem dzisiaj?

Jeść nie chcę, i tak jestem brzydka, a jak się najem, to już nikt mnie nawet okiem nie rzuci odpowiedziała mrocznie Marylka, nalewając sobie herbaty.

Co ty wygadujesz?! przejęła się mama Wszystko masz na miejscu: oczy bystre, nos prosty, usta do rzeczy nie gadaj głupot, Maryla!

No bo co? Wszystkie koleżanki już dawno pozajmowane, a ja nie! Podobam się tylko jakimś żałosnym facetom, a ci, którzy mi się podobają nawet nie rzucą na mnie spojrzeniem. Co ze mną jest nie tak, mamo? burknęła córka, czekając na magiczną odpowiedź.

Po prostu nie spotkałaś jeszcze swojego losu, Marylko, przyjdzie czas, zobaczysz uspokajała ją, ale tylko dolała oliwy do ognia.

Jasne, moje oczka, bo mam jak szczur małe! Usta cienkie, nos jak z kartofla! Gdybym miała kasę, już dawno bym sobie zrobiła plastyczną, ale przecież biedujemy! Już postanowiłam: wyjdę za jakiegoś inwalidę z kliniki, tam nie brakuje chłopaka po wypadkach, których dziewczyny zostawiły. Co mi zostaje, mam już 33 lata, na cud nie ma co czekać!

Co ty, Marylka, wygadujesz? Twój tata przecież z nogami też średnio, myślałam chociaż zięć pomoże na ogródku na działce, bo jak tu żyć? wyrwało się mamie, po czym próbowała złagodzić sytuację:

Nie zrozum mnie źle, ale po co ci taki nie całkiem sprawny? Zobacz, sąsiad Stasiek na ciebie patrzy nie od dziś. Chłop zdrowy, siły dużo, dzieci by miały dobre geny…

Mamo, nawet nie zaczynaj, twój Stasiek to wszędzie tylko na chwilę się łapie, pić lubi, z nim o czym gadać? oburzyła się Marylka.

Po co rozmawiać? Powiem mu: Idź, przekop ogródek, potem obiad będzie. Albo skoczy do sklepu, grzeczny chłopak. Może by się ułożyło? podsuwała mama, ale Marylka odsunęła tylko niedopitą herbatę i wstała:

Idę spać, mamo, no nie wierzę, nawet ty mnie za człowieka nie masz, tylko jak wszyscy myślisz, że nikt mnie nie chciałby, a ja taki potworek…

Maryla, córciu przecież zaczęła mama, ale córka tylko machnęła ręką:

Skończ, mamo!

I zatrzasnęła drzwi z hukiem tuż przed jej nosem.

Potem długo przewracała się w łóżku, wspominając chłopaka, którego niedawno przywieziono, którego nogę trzeba było amputować przy kostce.

Przygniotła mu ją betonowa płyta w rozlatującym się budynku. Dom do rozbiórki, a on tam wlazł nie wiadomo po conie udało się wyciągnąć go w czas, noga nie do uratowania.

Do niego nikt nie przychodził, młody, nawet 30 nie ma.

Najpierw patrzył na Marylkę tak przytulnie, trzymał ją za rękę, szukał pocieszenia zaraz po operacji.

Potem, jak już trochę ochłonął, wszystko zrozumiał i gapił się ponuro w sufit. Jakoś było jej go żal bardziej niż innychmoże dlatego, że nikt się nim nie interesował.

Jak myślisz, będę mógł chodzić? rzucił pewnego dnia, nie patrząc na nią.

Marylka odpowiedziała zupełnie poważnie:

Jasne, jeszcze się zdziwisz, szybko ci się zagoi, jesteś młody!

Wszyscy tak gadacie. Ciekawe, jakbyś sama spróbowała bez nogi tak pożyć rzucił z niespodziewaną złością i odwrócił się do ściany, jakby to jej wina.

A po co tam łaziłeś? odburknęła Marylka. Sam sobie winny!

Coś mi się tam wydawało, mruknął niechętnie, a potem już gdy przychodziła, patrzył tylko w ścianę.

Marylka przyjrzała mu się lepiejoczy miał jasne, zimne jak lód. Ale twarz całkiem przystojna, szkoda tylko, że go to spotkało

Żałujesz mnie? przyłapał ją raz na patrzeniu Widzę, że żałujesz. Takiego jak ja, to można tylko żałować, nikt nie pokocha!

Takich jak ja też nie kochają, chociaż ręce i nogi mam. I nikt mnie nawet nie żałuje, może lepiej by było bez nóg, chociaż wtedy by współczuli warknęła Marylka, i tak jej się żal samej siebie zrobiło, że prawie się rozpłakała.

Za to Michał, pierwszy raz się wtedy uśmiechnął:

Ty głuptasie, to ty nieładna? Chyba ci się w głowie poprzewracało! Ja ci powiem, patrzę na ciebie i zazdroszczę temu, którego wybierzesz, serio!

Marylka spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami i co dziwne, uwierzyła mu. A potem bez ogródek rzuciła to, co od dawna jej chodziło po głowie:

A jeśli wybiorę właśnie ciebie? Ożenisz się ze mną? Milczysz, znaczy że kłamiesz Już wszystko jasne!

Wstała, obrażona chciała wyjść.

Michał jak mógł, podciągnął się na łokciach, jakby miał za nią gonić, ale zaraz sobie przypomniał, że nie da rady, więc zawołał:

Marylka, wyjdź za mnie, przysięgam, niedługo nikt nie zauważy, że mam coś z nogą! Szybko dojdę do siebie, tylko nie wychodź, Marylka…

Marylka i Michał

Zatrzymała się na korytarzu prawie z płaczem, ale w tej samej chwili poczuła, że to TEN.

I nieważne, że jej nos jakiś tam, oczy takie a nie inne, a u niego noga nie taka po prostu się spotkali i już.

Czas nadszedł, jak mawiała mama…

Michał za rehabilitację wziął się jak do igrzysk olimpijskich. W końcu miał cel ożenić się z cudowną dziewczyną, musiał stanąć na nogach dla ich przyszłości.

Chciał, żeby Marylka nie była już smutna i nie myślała, że jest niepotrzebna. Ona była dla niego wszystkim, tylko z nią chciał żyć i być przy niej zawsze…

Ty się chyba zakochałaś, co? zagaiła nieśmiało mama niedługo później Popatrz, jak promieniejesz, a jeszcze niedawno, to tylko narzekałaś, że brzydka jesteś!

Marylka nawet nie zaprzeczała, prawie latała, jakby dostała skrzydeł. Teraz jej największym marzeniem było, by Michał w końcu swobodnie zaczął chodzić i oswoił się z protezą.

Coraz częściej i dalej chodzili razem najpierw tylko po szpitalnym ogrodzie, a potem już po ośnieżonych, rozświetlonych świątecznymi lampkami ulicach…

A ten dom już rozebrali, tu mnie przywaliło pokazał jej kiedyś Michał.

Ale po co tam wlazłeś? Coś ci się przyśniło? Nigdy mi nie powiedziałeś wspomniała Marylka.

Uwierzyć nie uwierzysz, ale zobaczyłem tam kundelka, taka bida czarna w białe łaty, pomyślałem, że zamarznie chciałem go zabrać do siebie, żeby nie mieszkać samemu przyznał Michał.

A popatrz tam, jakiś piesek chudy się kręci, patrzy żałośnie, ale podejść się boi.

To on! ucieszył się Michał, a pies ruszył za nimi, trzymając się blisko aż pod dom…

No, Marylka to sobie los wybrała! Młodszy, przystojniak i jeszcze z mieszkaniem, teściowej żadnej w bonusie! śmiały się koleżanki na weselu.

A mama Marylki nawet się poryczała, kiedy Michał zaczął ją nazywać mamusiu.

On z domu dziecka, żadnej rodziny, ale z sercem ogromnymi co najważniejsze, oni się kochają. Niech im życie płynie szczęśliwie, choćby i grządki na działce musiały zarosnąć, bo Michał i tak każdą robotę załatwi.

Mieszkają we trójkę, pies Kazio został z nimi na stałe. Ale soon będzie ich czworoMarylka i Michał czekają na córeczkę

Nigdy nie warto tracić nadziei, bo można przeoczyć własne szczęście.

Wszystko jest możliwe, bo życie zwłaszcza w Polsce niejedną niespodziankę jeszcze przyniesie!

Oceń artykuł
TwojaCena
Wyjść za kalekę. Opowieść Dziękuję za wsparcie, za lajki, za zaangażowanie i opinię o moich opowiad…