Kiedy goście już wyszli, teściowa miała do mnie pretensje. Nie pomogliśmy jej, musiała „sama harować w kuchni”

Kiedy teściowa zdecydowała się zamieszkać z nami po sprzedaży swojego mieszkania, żeby spłacić długi po zmarłym mężu, myślałam, że to będzie dla nas wszystkich nowy rozdział. Przecież rodzina to rodzina, a w trudnych chwilach trzeba się wspierać. A i dla nas plus, bo babcia mogła zająć się wnukami. Ale, jak to w życiu bywa, nie wszystko idzie jak z płatka.

 

Od samego początku było ciężko. Z jednej strony rozumiem, że dla teściowej to był ogromny krok – opuszczenie swojego mieszkania, przeprowadzka do nas, próba zaadaptowania się do nowej rzeczywistości. Ale z drugiej strony, my też musieliśmy się dostosować. I nie mówię tu tylko o fizycznym aspekcie mieszkania razem, ale też o tych wszystkich niewypowiedzianych oczekiwaniach, które zaczęły wychodzić na jaw.

Ostatnio, na jej urodziny, sprawa się zaostrzyła. Teściowa zawsze lubiła robić przyjęcia, więc i tym razem postanowiła zorganizować coś na większą skalę. Jasne, fajna sprawa, ale… no właśnie, jest „ale”. My z mężem harujemy od rana do wieczora, wracamy późno wykończeni, a tu nagle dowiadujemy się, że mamy się zaangażować w przygotowania do imprezy. Nie zrozumcie mnie źle, chętnie bym pomogła, ale czasu jak na lekarstwo.

W dniu przyjęcia cała praca spadła na teściową, co zrozumiałe, zirytowało ją. Wieczorem, po wszystkim, postanowiła wygarnąć nam, co jej na sercu leży. I choć rozumiem jej frustrację, to jednak uważam, że nie do końca jest to sprawiedliwe. Przecież nie można oczekiwać, że porzucimy wszystko i będziemy skakać na jej każde zawołanie. Zresztą, kiedy ona przeprowadzała się do nas, to też nie było tak, że wszystko od razu stało się idealne. Musieliśmy się do siebie dostosować, znaleźć wspólny język.

Odpowiedziałam jej, że nikt jej nie zmuszał, nie musiała zapraszać sześciu osób, mogła iść z nimi na ciasto na mieście. A nawet jeśli zależało jej tak na przyjęciu w domu, to mogła nas wcześniej poinformować o swoich planach, a nie oczekiwać, że telepatycznie zgadniemy, co ma w głowie. Dodatkowo, nie uwzględniła, że nasz tryb życia jest zupełnie inny niż jej. Pracujemy poza domem, mamy inne zobowiązania. Nie jesteśmy w stanie poświęcić tyle czasu na domowe obowiązki, co ona.

Wiem, że może to brzmieć jak wymówki, ale prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy dorosłymi ludźmi, którzy powinni umieć rozmawiać o swoich potrzebach i oczekiwaniach. Nie możemy czytać w myślach. I choć teściowa może czuć się zaniedbana, to nie jest tak, że nie chcemy jej pomagać. Po prostu potrzebujemy więcej otwartości i lepszego planowania.

 

Przeczytaj także: „Zabieraj swoje wnuki i wynoś się z naszego mieszkania!”. Tak postawiłam teściową do pionu

 

Teraz atmosfera w domu jest napięta, i choć staramy się to jakoś przetrwać, to wiem, że potrzebna będzie poważna rozmowa o tym, bo ja nie wiem jak dalej żyć razem, żeby nie dochodziło do takich sytuacji. Jeśli chodzi o mojego męża, stara się trzymać na uboczu, żeby nie wchodzić w konflikty. Teściowa wprost mi powiedziała, że naszym zachowaniem pokazaliśmy, jak ją traktujemy i jakie ma dla nas znaczenie… Pomożecie mi to ocenić? Kto Waszym zdaniem ma rację w tej sytuacji?

Oceń artykuł
TwojaCena
Kiedy goście już wyszli, teściowa miała do mnie pretensje. Nie pomogliśmy jej, musiała „sama harować w kuchni”